
Kaczyński wie, iż to jego zmierzch. Czuje na plecach oddech politycznej emerytury, dlatego wykonał ruch wyprzedzający – obrzydliwy, jak wszystkie inne w jego karierze. Wybrał Karolowi Nawrockiemu otoczenie złożone z ludzi amoralnych, cynicznych, brutalnych i zakłamanych, ale jednocześnie intelektualnie sprawnych.
Ich misja? Przekuć wszystko, co się da, w niemal religijną legendę o Kaczyńskich – taką, która przetrwa wieki. Trwałą jak chociażby legenda o królu Popielu.
Widząc rosnący radykalizm Konfederacji i środowisk braunowskich, Kaczyński postanowił nie walczyć z falą, ale na niej popłynąć. To ma być „teraz albo nigdy”, póki Kaczyński ma jeszcze jakąś sprawczość.
Plan jest taki. Kaczyński do Sulejówka, Karol Nawrocki zostaje polskim Trumpem – spoiwem „brunatnej koalicji” PiS-u, Konfederacji i Korony.
Cena za takie namaszczenie? Totalna sakralizacja nazwiska Kaczyńskich.
• W każdym mieście – pomnik.
• W każdej gminie – ulica.
• W każdej wiosce – kapliczka z krasnalami Kaczyńskich.
Budowa kultu znaczy.













