Sytuacja na Ukrainie mocno się skomplikowała. Wojna adekwatnie zatrzymała się w miejscu – bo żołnierzom nie chce się walczyć i narażać życie, gdy telewizja pokazuje głównie obrazki z Iranu.
Zamiast żołnierzy latają stada dronów – i gdy Rosja wypuści ich 200 to są to mordercze zapędy, a gdy Ukraina wypuści 1200 (z czego kilka zabłądzi do Estonii, Finlandii lub na Łotwę – to jest to tryumf d***kracji. Co by się stało, gdyby rosyjski dron zapędził się nad Polskę – to już lepiej nie myśleć.
Mało kto w poprzednim akapicie zauważy najważniejsze: Rosja nie otrzymuje już dronów od Iranu – tylko wysyła je Iranowi; stąd ta dysproporcja. I zatrzymanie (powolnego zresztą) postępu. Więcej: miesiąc temu napisałem, iż jest dobra pora na ukraińska kontr-ofensywę – i kontr-ofensywa nastąpiła. Ukraińcy odwojowali kawałki Dniepropiotrowskiego, wkroczyli od północy do Zaporoża i choćby odepchnęli Rosjan od rzeki Kinki (Końskie Wody).
Jestem przekonany, iż gdyby wojskiem dowodzili nie p. gen. Walery Gierasimow i p. gen. Sergiusz Szojgu, ale ktoś taki, jak p. Igor Girkin (ps. „Striełkow”) czy śp. Eugeniusz Prigożyn – to Rosjanie tę wojnę dawno by wygrali. Na co, oczywiście, można by odpowiedzieć, iż gdyby JE Włodzimierz Zełenśky nie usunął p. gen. Walerego Załużnego i p. gen. Cyryla Budanowa…
- gen. Gerasimow jest twórcą koncepcji „Wojny nowej generacji”, którą Wikipedia streszcza tak:
„Wojna nowej generacji różni się od tradycyjnych konfliktów zbrojnych.
- Metody pozamilitarne (ekonomiczne, polityczne, informacyjne) mogą być równie dobre, a być może choćby skuteczniejsze od tradycyjnego ataku. Można wykorzystać również potencjał protestującej ludności, walkę informacyjną, działania służb specjalnych, a sił wojskowych używać pod pozorem utrzymania pokoju i opanowania kryzysu w zdestabilizowanym regionie.
- Przewagę przeciwnika można zniwelować dzięki wewnętrznej opozycji, sterowanej przez służby specjalne, która utworzy przyjazny front na terenie wrogiego państwa.
- Jedną z form wykorzystania sił zbrojnych za granicą może być operacja pozornie pokojowa, a faktycznie militarna (prowadzona jako: humanitarna, ratunkowa”.
To wszystko może być czasem używane – ale jednak nie należy zaniedbywać metod tradycyjnych – nie mówię, żeby „Urra – na bagnety” – ale jednak podstawową techniką wojenną jest zabijanie przeciwników. Wygląda na to, iż koncepcja wysyłania zamiast tego setek dronów została uznana za bardziej humanitarną – po obu stronach zresztą…
Jednak w tej chwili ważniejsze są rozgrywki polityczne. Przoduje tu, oczywiście, JE Donald Trump, który wzbudził panikę oświadczając, iż jak „sojusznicy z NATO” nie chcą Mu pomóc w Iranie – to On przestaje pomagać Ukrainie – i w ogóle rozważa wystąpienie z NATO!
Mało kto traktuje dziś poważnie wypowiedzi prezydenta USA, więc Brytyjczycy odpowiedzieli, iż chętnie pomogą odblokować Hormuz, ale… po wojnie, a JE Emanuel Macron bąknął choćby coś o „pajacowaniu”. Co teraz zrobi p. Trump – nie wiadomo. Wcale by mnie nie zaskoczyło, gdyby wystąpił z NATO i zajął siłą Grenlandię…
Natomiast poważnie należy potraktować tezę, iż USA mogą zagwarantować granice Ukrainy, jeżeli ta odda Rosjanom resztę Donieckiego (zresztą w większości rosyjskojęzycznego). Wykorzystując to JE Włodzimierz Putin zażądał, by JE Włodzimierz Zełenśky w 24 godziny zdecydował, iż w ciągu dwóch miesięcy odda resztę Donieckiego – bo jak nie, to Rosja zażąda więcej.
Prezydent Ukrainy propozycję oczywiście odrzucił, co w świetle obecnej sytuacji na froncie jest zrozumiałe. Jednak Rosja ma w zanadrzu asa atutowego: wypowie Ukrainie wojnę (obecnie to „operacja specjalna”!), przeprowadzi pobór do wojska i czapkami Ukraińców nakryje!
Co nie musi się udać. Dziś liczy się technika, a nie liczba żołnierzy. Która jednak nie jest bez znaczenia…
JE Włodzimierz Zełenśky zaczął więc rozważać przeprowadzenie wyborów… w których by NIE wystąpił. Mógłby je bowiem przegrać z p. gen. Walerym Załużnym – tym bardziej, iż założenie własnej partii planuje też p. gen. Cyryl Budanow; człowiek niebezpieczny – ale gdybym był Ukraińcem, to bym na Niego głosował…
Koncepcja prezydenta Ukrainy jest więc taka: niech p. Budanow kandyduje jako Jego człowiek – i w ten sposób pokona się p. Załużnego! A p. Zełenśky zostanie prostym posłem…
O co tu chodzi? Ukraińskie słowiki śpiewają, iż p. Budanow obiecał amnestię dla p. Zełenśkyego i Jego skorumpowanej administracji. Natomiast p. Załużny, wściekły na zdjęcie Go z dowództwa i zesłanie na ambasadora do Londynu, na pewno amnestii nie zagwarantuje, tylko jako prosty żołnierz odpowie: „Jeśli jest niewinny – to po co Mu amnestia?”.
Taki manewr z amnestią jest coraz popularniejszy w krajach d***kratycznych. Już w 1974 śp. Ryszard Nixon ustąpił z urzędu prezydenta – i śp. Gerald Ford wydał po miesiącu „Proklamację 4311” udzielając Mu „amnestii za wszelkie przestępstwa jakie mógłby popełnić jako prezydent Stanów Zjednoczonych”. Podobnie postępowali Jego następcy, z p. Józiem Bidenem włącznie. Wiec skoro tak się postępuje w Ojczyźnie D***kracji, to czemu nie w Najmłodszej Córze D***kracji, jaka jest Ukraina?
Dodatkowym plusem byłoby to, iż to nie p. Zełenśky podpisywałby traktat oddający Federacji część ziem – czego przecież obiecał, iż nigdy nie zrobi. I w następnych wyborach…
Zobaczymy!
Janusz Korwin-Mikke
Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2026)













