Dziesięć lat temu p. Michal Hopf, pisarz amerykański, w swej powieści „Koniec” napisał: „Silni mężczyźni tworzą wygodne czasy; wygodne czasy tworzą słabych ludzi; słabi ludzie tworzą ciężkie czasy; ciężkie czasy produkują silnych ludzi” – i jest to całkiem niezła obserwacja.
Polski (a zresztą każdy) polityk, który to z aprobatą cytuje, powinien jednak zastanowić się: on przecież obiecuje ludziom wspaniałe, bogate, wygodne życie; w efekcie Polacy zamienią się w słabeuszy, słabeusze ściągną na nas ciężkie czasy…
To, w takim razie: czy warto się starać i wypruwać żyły by zapewnić Polakom dobre czasy?
Ja, na szczęście, nie wierzę w każda prostą recepturę – i myślę odrobinę dalej.
Powiedzmy, iż mamy w Polsce monarchię. Oczywiście: monarchię hołdującą konserwatywnym zasadom. Te zasady spowodują, iż na czoło społeczeństwa wysuną się silni faceci. Silni faceci ugruntują słuszne zasady i w Polsce będzie się działo coraz lepiej…
… zaraz: ale czy to oznacza, iż w Polsce będzie już DOBRZE, iż będziemy żyli wygodnie pracując mało albo wcale?
Nie – nie oznacza.
Prawdziwy konserwatysta nie jest bowiem człowiekiem, który chce zachować na wieki to, co jest. Prawdziwy konserwatysta chce zachować ZASADY powodujące, iż będziemy się przez cały czas rozwijać.
A o ile mamy się rozwijać – to znaczy, iż obecne czasy wcale nie są takie fajne i musimy rozwijać się dalej. Jak mówiła Królowa Kier w Alicji w Krainie Czarów: „Jeśli chcesz stać w miejscu, musisz iść do przodu tak szybko, jak potrafisz”.
Na szczęście nasza monarchia oparta jest o dobre konserwatywne zasady i głównym źródłem dochodów Korony są wpływy z podatku pogłównego. Cały dowcip w kierowaniu takim państwem to ustalić ten podatek na tyle mały, by nie przeszkadzał chcącym się bogacić – ale na tyle duży, by jednak nie pozwalał większości poddanych na wylegiwanie się brzuchem do góry.
Proszę zauważyć, iż w tej chwili rządzący socjaliści dbają tylko o bogatych. Okładają ich rozmaitymi progresywnymi na ogół podatkami – nie pozwalając tym samym, by położyli się brzuchem do góry i zaczęli żyć z obcinania kuponów. Natomiast nie dbają o biednych – którzy często żyją po prostu z zasiłków kompletnie nie pracując i tym samym demoralizują się i degenerują.
Tymczasem o biednych trzeba dbać. Jak bowiem głosi hasło umieszczone np. na kościele św. Anny w Warszawie: „RES SACRA MISER”. jeżeli bieda jest rzeczą świętą, to trzeba o nią dbać i ja pielęgnować – by nam na przykład nie zgniła.
W tym celu trzeba – powtarzam – nakładać podatek w takiej wysokości, by nieliczni radzili z nim sobie bez trudności, większość jednak musiała go opłacać z pewnym trudem – a niektórzy żyliby w biedzie.
I to jest ten ideał. Mamy biednych – a więc mamy ludzi, których dzieci (jeśli będą zdolne – nikogo nie obchodzi los dzieci niezdolnych, przyszłość Polski zależy od zdolnych!) będą dokładać ogromnych wysiłków by wyrwać się z biedy.
Tacy właśnie ludzie są sola tej ziemi. Musimy ich mieć.
Co oznacza, iż nie wolno nam zlikwidować tej biedy. RES SACRA MISER!
Jakieś 150 lat temu słynny ekonomista – a może bardziej socjolog – markiz Wilfred Fryderyk Damazy Pareto ogłosił Teorię Rotacji Elit: rządzące elity, mające bardzo dużo pieniędzy a mało trudności życiowych – degenerują się. Ich miejsce zajmują ambitni przedstawiciele klasy średniej. Klasa średnia wpływów nie ma – ale też się bogaci i w konsekwencji jej dzieci sie degenerują – i są zastępowane przez ambitne dzieci z klasy niższej.
To wszystko działa świetnie – ale tylko w Społeczeństwie Otwartym, jak to mówił śp. Karol Popper. Niestety: zarówno klasa wyższa jak i średnia na ogół pragną zapewnić swój wyższy status swoim dzieciom – nawet, jeżeli są one już zdemoralizowane i zdegenerowane. Często posuwają się do chronienia swoich potomków – nawet, jeżeli popełnią oni czyny kryminalne (tu widać, jak potrzebny jest Monarcha, by w takich przypadkach działał surowo).
Jeśli uda się stworzyć taką monarchię, a nikt nie będzie nakładał jakichś absurdalnych podatków dochodowych, to jasne, iż zarabiający 5000 będą chcieli zarabiać 10.000, zarabiający 10.000 będą chcieli zarabiać 50.000, … … , zarabiający 10 milionów będą chcieli zarabiać 20 milionów…
… czyli: nikt nie będzie zadowolony.
Czyli nikt nie uzna, iż są to wygodne czasy i pora na leniuchowanie.
I o to przecież chodzi!
Janusz Korwin-Mikke
Myśl Polska, nr 43-44 (25-31.10.2026)














