Jezu, jak się cieszę! Tomasz Miller o „wyklętych”

gazetatrybunalska.info 3 дни назад

To nie jest moje wyznanie wiary i nie będę prowadził tu żadnej religijnej agitacji. Żadnej wojenki o światopoglądy też. Cieszę się po prostu z tego, iż dopiero niedawno jeden z kabaretów wymyślił myk, który Stwórcy pozwala dowolnie zmieniać historię wybranego kraju.

W sztandarowym numerze tego kabaretu, zatytułowanym „Niebo” niezadowoleni Polacy mogli, zamiast w słowiańskim grajdołku, rozpocząć swoją historię w dawnych Stanach Zjednoczonych. To jednak w narodzie nie chwyciło. Później był starożytny Egipt z przeogromnymi bogactwami, z zachwycającą dziką przyrodą, czyściutkim piaskiem, i nade wszystko – wszechobecnym ciepełkiem. To też jednak nie przypadło nam do gustu. Ciągle byliśmy niezadowoleni… Nieco poirytowany Stwórca zmienił raz jeszcze swoją decyzję i zaproponował nam przejście do Starożytnego Rzymu. Miły klimat oraz piękne otoczenie i tym razem nie spowodował wśród Polaków żadnej euforii. Pozostała nam smutna rzeczywistość, nieustający mozół połączony z cierpieniem…

Zapewne ktoś z Państwa zna ten smaczny kabaretowy numer, tym bardziej, iż pełno w nim aktualnych odniesień. Były przezabawne już wtedy, kiedy kabaret tworzył skecz. Dzisiaj, po upływie mniej więcej dwudziestu lat, znowu pojawiła się groźba, iż dowcipy te staną się aktualne.

Nie piszę jednak tego wszystkiego wyłącznie dla pochwały niesamowicie udanej inscenizacji kabaretowej. Wczoraj obchodziliśmy rocznicę stłamszenia tzw. ruchu żołnierzy wyklętych. Ruchu, który kilka Polsce i Polakom dał, oprócz wieloletnich walk o nic. Już w roku 1943 wiadomo było, iż nasza wojna skończyć się może tylko sukcesem Związku Radzieckiego. Sukcesem, który będzie równoznaczny z absolutną podległością sowieckim wpływom. Zachodni „sojusznicy” tylko udawali troskę o polski naród. Zdradzili nas w roku 1939 i tak samo zamierzali postępować w późniejszych latach wojny. Krew Polaków była dla nich ważna tam, gdzie sami dostawali od Niemców cięgi. Bitwy o Anglię, o Tobruk, o Monte Casino czy Bolonię, dawały im olbrzymią szansę na minimalizację strat wśród własnych żołnierzy.

Kiedy ucichły działa, Zachód postanowił uderzyć w Związek Radziecki, który jednocześnie stawał się naturalnym rywalem. Zachód nie mógł uczynić tego bezpośrednio, więc uderzenie poszło w nowych sowieckich wasali. Tam stosunki polityczne były dość chwiejne, a część ludności otwarcie sympatyzowała z pokonanymi Niemcami. Co więcej, spora liczba członków uprzywilejowanych dotychczas grup społecznych traciła swoje korzyści. To był naturalny element do siania niepokojów i podważania nowych porządków.

Polska nie była niczym wyjątkowym. Na co jednak liczyli nasi „wyklęci”? Radykalna rewizja powojennego porządku była zwyczajną mrzonką i nie zmieni tego żaden z tysięcy krzykaczy, którzy opowiadają bajki na temat tzw. wyklętych. Walka tych ludzi była bezsensowna i wiązała się ze sporymi stratami.

Dla tych krzykaczy, a w zasadzie podżegaczy, miała jednak sens. Szkodzili jak tylko mogli polskiemu państwu licząc na jakikolwiek sukces. Ponieśli w zasadzie klęskę, ale po latach ktoś znowu napisał ich „legendę”. Ze zwyczajnych złodziei i podłych łotrzyków na nowo stali się „bohaterami”. Cóż z tego, iż ciągnie się za nimi wiele ludzkich krzywd, to nic, iż wskutek ślepego odwetu komunistów wskutek ich działalności zginęło tylu niewinnych ludzi.

Głupia „odrodzona” Polska dała im dziwne tytuły wojskowe (niektórzy sierżanci nagle zostali „generałami” – tak jak jeden niesforny partyzant z Ręczna), inni zyskali wiadra medali i walizki pełne forsy. Tak jak pewien łobuz z Barkowic…

Co ciekawe, major „Hubal”, pierwszy prawdziwy partyzant II Rzeczypospolitej, ciągle jest majorem, tak jak major Kucharski ps. „Wicher”, jeden z dowódców 25 pp AK – tak, tego partyzanckiego, całą wojnę realnie walczącego z niemieckim okupantem.

Co jeszcze dziwniejsze, w panteonie brakuje prawdziwych bohaterów partyzanckiej walki. Kto słyszał o dowódcy kompanii piotrkowskiej kapitanie Antonim Morawskim, jego zastępcy sierżancie Franciszku Klimczaku, a także ppor. Edmundzie Łopacińskim, pseudonim „Albert”? A kto wie kim był Feliks Karpiński, jeden z dowódców Inspektoratu Armii Krajowej w Piotrkowie? To oni walczyli o wolną Polskę i to oni za walkę tę zapłacili najwyższą cenę. Dlaczego teraz naszym „bohaterami” są najczęściej zwyczajne wymoczki?

Warto by jeszcze zapytać, na co liczyli podżegacze? Odpowiedź jest oczywista: ciągnięcie politycznych i biznesowych korzyści z mitu o „niezłomnych i walecznych obrońcach Ojczyzny” było dla nich najważniejsze. Najgorsze jest to, iż w tej zagrywce odnieśli chyba sukces. interesujące tylko, czy swoje bajki wymyślili przed podrzuceniem Stwórcy Magicznej Księgi umożliwiającej zamianę historii narodu polskiego. Bo „wyklęci” ani nie zwyciężyli w swojej walce, ani nie byli uosobieniem cnót wszelakich i niekoniecznie byli ludźmi mądrymi.

→ Tomasz Miller

2.03.2026

• collage: barma / Gazeta Trybunalska

• więcej tekstów autora: > tutaj

Читать всю статью