Z Andrasem Bartalem – liderem węgierskiej organizacji Bűnvadászok (dosł. „łowcy przestępców”) rozmawia Przemysław Piasta
Państwa organizacja cieszy się na Węgrzech dużą rozpoznawalnością, od pewnego czasu śledzę jej działalność. W Polsce jednak wciąż kilka się o niej mówi. Czy mógłby Pan przybliżyć naszym czytelnikom, czym jest ta organizacja, jak długo istnieje i jakie cele sobie stawia? Chcielibyśmy, aby polscy odbiorcy lepiej zrozumieli kontekst tej rozmowy.
– Przede wszystkim dziękuję za zaproszenie do rozmowy i za zainteresowanie naszą działalnością. Przyjmuję je z dużym szacunkiem, Polaków i Węgrów łączy przecież wieloletnia przyjaźń i poczucie wspólnoty losów. Nasza inicjatywa powstała w odpowiedzi na bardzo poważny problem społeczny, który na Węgrzech przybrał wręcz skalę systemową. Chodzi o zjawisko tzw. „żaglówek apartamentowych”, czyli sytuacji, w których właściciele nieruchomości w praktyce tracą możliwość korzystania ze swojej własności. Węgierskie regulacje prawne w dużym stopniu chronią bowiem osobę przebywającą w lokalu, choćby jeżeli jej obecność jest bezprawna. W rezultacie właściciel często nie ma realnych narzędzi, by odzyskać mieszkanie, a państwowe instytucje okazują się w takich sprawach niewystarczająco skuteczne. Naszym celem było nagłośnienie tego problemu oraz wypracowanie rozwiązań, które przywróciłyby równowagę między prawami lokatorów a prawami właścicieli. Działamy na rzecz zmian legislacyjnych i większej ochrony obywateli w obliczu nadużyć.
W marcu ubiegłego roku uczestniczyłem w Państwa wydarzeniach z okazji Święta Narodowego 15 marca. Byliśmy tam już drugi rok z rzędu i pamiętam również Pańskie wystąpienie. W jakim stopniu Wasza działalność wiąże się ze zwalczaniem przestępczości? Jak wyglądają Wasze relacje z innymi środowiskami? Czy można Was uznać za ruch polityczny? W końcu społeczeństwo zwykle reaguje na konkretne problemy.
– Społeczeństwo reaguje zawsze, czasem w ograniczonym zakresie, a czasem bardzo zdecydowanie, w zależności od wagi problemu. W tym przypadku reakcja była stanowcza. Byłem nie tylko uczestnikiem, ale także jednym z liderów działań podejmowanych w tej sprawie. Problem ten zwrócił również uwagę przewodniczącego ruchu László Toroczkai`a, który stoi na czele ugrupowania Mi Hazánk Mozgalom (Ruch Nasza Ojczyzna). Uznaliśmy, iż konieczne jest nadanie naszym działaniom profesjonalnych ram, zarówno organizacyjnych, jak i technicznych, aby rzetelnie dokumentować zjawisko, przedstawiać konkretne propozycje zmian oraz skutecznie wpływać na debatę publiczną. Nasze działania mają więc charakter zarówno społeczny, jak i polityczny. Z jednej strony reagujemy na realne problemy obywateli i staramy się pomagać w ich rozwiązywaniu, z drugiej prezentujemy szerszą wizję państwa i kierunku, w jakim powinny zmierzać Węgry. Uważamy, iż w przestrzeni publicznej brakuje autentycznej reprezentacji interesów narodowych, a wiele środowisk o konserwatywnym czy suwerennościowym profilu jest marginalizowanych. Od czasu przemian ustrojowych po 1990 roku na Węgrzech nie pojawiła się, w naszej ocenie, tak wyraźna próba politycznej odnowy jak ta, którą proponuje Ruch Nasza Ojczyzna. Staramy się przedstawić spójną wizję przyszłości kraju: opartą na suwerenności, bezpieczeństwie obywateli i poszanowaniu prawa własności. To właśnie w tym kontekście należy rozumieć naszą działalność oraz powód, dla którego ta rozmowa powstaje.
Czy nie obawiacie się zarzutów o radykalizm? W Europie kilka jest zorganizowanych środowisk działających w sposób podobny do Waszego, a tego rodzaju inicjatywy często bardzo gwałtownie otrzymują etykietę „ekstremistycznych”.
– Tego typu zarzuty rzeczywiście się pojawiają i nie uciekamy od tej dyskusji. Otwarcie mówimy, iż jesteśmy ruchem narodowym o wyraźnym, zdecydowanym profilu ideowym. W wymiarze politycznym reprezentujemy nurt narodowo-radykalny i nie ukrywamy tego faktu. Jednocześnie nasze działania nie polegają na demonstracyjnych gestach czy retoryce dla samej retoryki. Staramy się reagować konkretnie i adekwatnie na realne problemy społeczne, w sposób uporządkowany, profesjonalny i skuteczny. To, co robimy, prezentujemy opinii publicznej na Węgrzech, ale, co warto podkreślić, również szerzej, w wymiarze europejskim. Widzimy bowiem, iż wiele zjawisk, o których mówimy, nie dotyczy wyłącznie Węgier czy Europy Środkowej, ale ma charakter ogólnoeuropejski. W historii zarówno naród węgierski, jak i polski wielokrotnie sprzeciwiał się presji zewnętrznej i różnym formom ograniczania suwerenności. W Imperium Habsburgów Węgrów określano choćby mianem „narodu buntowniczego”, czyli takiego, który nie godzi się na narzucone rozwiązania i występuje przeciwko temu, co uważa za niesprawiedliwe. Podobne doświadczenia ma przecież Polska. Dziś ruch Mi Hazánk Mozgalom postrzega siebie jako kontynuatora tej tradycji sprzeciwu wobec zjawisk, które uznajemy za szkodliwe dla naszych wspólnot narodowych.
Jesteście ruchem społecznym, ale w tym roku na Węgrzech trudno oddzielić działalność społeczną od polityki. Rozmawiałem z wieloma osobami w Budapeszcie w tym z przedsiębiorcami i naukowcami. Wielu z nich skłania się ku socjaldemokracji. Jednocześnie wokół was widać wielu młodych ludzi. Jak Pan przewiduje: w którą stronę pójdą tegoroczne wybory? W kierunku partii narodowo-konserwatywnych czy raczej liberalno-lewicowych?
– Sytuacja polityczna na Węgrzech jest dziś bardzo niejednoznaczna. W przestrzeni publicznej panuje spore zamieszanie ideowe. Wiele ugrupowań zatraciło wyraźną tożsamość. Trudno jednoznacznie określić, kto reprezentuje jaką wizję państwa i jakie wartości. W naszej ocenie tylko jedna formacja przedstawia dziś spójną i jasno zdefiniowaną wizję teraźniejszości i przyszłości Węgier i jest nią właśnie Mi Hazánk Mozgalom. Czy wyborcy podzielą tę ocenę? To zawsze pozostaje otwarte pytanie. Nastroje społeczne są zmienne, a wynik wyborów zależy od wielu czynników. Zauważamy jednak rosnące zainteresowanie środowiskami narodowymi, zwłaszcza wśród młodszych pokoleń. Można więc mówić o pewnym przełomie, choć trudno dziś z pełną odpowiedzialnością przewidzieć ostateczny rezultat.
Życzę Państwu, aby Wasza organizacja oraz ruch Mi Hazánk rozwijały się i osiągnęły satysfakcjonujący wynik wiosną. Na koniec krótkie pytanie: czy 15 marca spotkamy się na ulicach Budapesztu?
– Tak, zdecydowanie będę obecny. To dla nas ważna data i ważne wydarzenie. Choć wystąpienia przed dużą publicznością zawsze wymagają przygotowania i odpowiedzialności, traktuję je jako naturalną część działalności publicznej. Polityka. niezależnie od różnic, powinna opierać się na rozmowie i bezpośrednim kontakcie z ludźmi. Dlatego 15 marca będę w Budapeszcie i liczę, iż ponownie będziemy mieli okazję się spotkać.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Przemysław Piasta
Bűnvadászok zrzesza aktywistów i ochotników powiązanych z prawicową partią Mi Hazánk Mozgalom. Celem ich działalności jest pomoc właścicielom nielegalnie zasiedlanych nieruchomości i walka z przestępczością.




![Polacy podzieleni w sprawie prawyborów sędziowskich do KRS [SONDAŻ]](https://g.infor.pl/p/_files/39047000/chcial-szpiegowac-dla-rosji-sad-skazal-pawla-k-na-3-lata-i-6-miesiecy-pozbawienia-wolnosci-39047249.jpg)

![SAFE budzi emocje: Polacy podzieleni w ocenie programu [SONDAŻ]](https://g.infor.pl/p/_files/39074000/safe-39074086.jpg)



