Przez 3 lata po rozejmie saudyjsko-hutijskim sytuacja w Jemenie, niezależnie od swego dramatyzmu, wydawała się względnie ustabilizowana. Tym bardziej po dekadzie wyniszczającej wojny domowej. Poszczególni aktorzy okopali się na pozycjach. Huti w najludniejszej północno-zachodniej części kraju. Międzynarodowo uznawany rząd trochę dalej na wschód. Wypychany z Adenu i urzędujący głównie w Rijadzie. Pod patronatem anty-hutijskiej koalicji zdominowanej przez Saudyjczyków. A także Emiratczyków, choć ci w rzeczywistości bardziej patronujących rosnącej w siłę separatystycznej Tymczasowej Radzie Południa, dążącej do sformalizowania podziału kraju. Otrzymującej z Abu Dhabi wsparcie finansowe i uzbrojenie. Krajobraz uzupełniali nacjonaliści z Narodowych Sił Oporu opowiadający się za odbudową integralności państwa, Elitarne Siły Hadrami w Hadramaucie zabiegające o większą autonomię dla tej bogatej prowincji, no i cała mozaika lokalnych milicji i niedobitków islamistycznych ugrupowań.
Nic nie trwa jednak w próżni. W grudniu oddziały Tymczasowej Rady błyskawicznie zajęły większość prowincji w centralnym i wschodnim Jemenie, docierając do granicy z Omanem. Naruszając równowagę sił. I zagrażając interesom bezpieczeństwa (i prestiżowi) Saudyjskiego Królestwa. Chodzi nie tylko o przyszłe rozwiązania w Jemenie i pozycję saudyjską w regionie, ale także o strategiczne znaczenie prowincji Hadramaut i Mahra dla Arabii. To przecież trasa przyszłych korytarzy transportowych do jemeńskiego wybrzeża Oceanu Indyjskiego. Demonstracją siły było równoległe zajęcie przez separatystów pałacu prezydenckiego w Adenie.
Rijad zareagował. Emiracka baza wojskowa oraz 2 statki z bronią i pojazdami wojskowymi dla separatystów rozładowywane w porcie Mukalla zostały zaatakowane z powietrza, podobnie jak oddziały Rady Południa w hadramauckim zagłębiu naftowym. Rząd jemeński wypowiedział umowę bezpieczeństwa z ZEA. Emiratczycy zdecydowali o zakończeniu misji antyterrorystycznej w prowincjach, a z Adenu wycofano saudyjskich wojskowych. Obie strony jednak rozmawiają dążąc do deeskalacji. Rozgrywka daleka jest od zakończenia, tym bardziej, iż konflikt nie ogranicza się tylko do Jemenu.
Niedawno pisząc o Somalilandzie przewidywałem przyspieszenie bliskowschodniej dynamiki. Nie trzeba było długo czekać. Bliski Wschód wchodzi w Nowy Rok z wielkim pakietem niewiadomych, do którego dochodzą relacje saudyjsko-emirackie. Należy życzyć by były rozwiązywane bardziej skutecznie niż dotychczas. Dołączam te nadzieje do osobistego pakietu najlepszych Noworocznych życzeń dla Państwa. Bliski Wschód to przecież również nasza sprawa.
Ambasador Krzysztof Płomiński kieruje Obserwatorium Bliskowschodnim przy CSM, jest politologiem i dyplomatą, byłym ambasadorem Rzeczypospolitej Polskiej w Iraku i Arabii Saudyjskiej.















