Jastrzębski: Przedtrumpizm, trumpizm, postpolityka i co dalej?

myslpolska.info 4 часы назад

Przedtrumpizm, trumpizm, postpolityka i co dalej?

Czy tego chcemy czy nie Waszyngton oddziałuje na świat euroatlantycki. To dalej Rzym współczesnego świata. Chwiejny i mający podmyte fundamenty, ale dalej trwający i oddziałowujący. Zwłaszcza na kraje, które do niego doszlusowały po upadku Układu Warszawskiego, a nie były częścią ZSRR – Węgry, Rumunia, Czechy, Polska czy znaczna część dzisiejszych Niemiec. W tych krajach w różny sposób uaktywniły się europejskie trumpizmy i okołotrumpizmy.

W mediach mówi się o wzroście popularności w Europie „ugrupowań populistycznych” i sprzeciwiających się narzuconej poprawności politycznej. Niechęć do zakłamanej narracji mainstreamowej jest niepodważalnym faktem. Jednak niewielu dostrzega, iż jest to odbicie tego co działo się i dzieje się w Stanach Zjednoczonych.

Trumpizm w polskim wydaniu to konserwatywna, proamerykańska, proizraelska część PiS-u której symbolem może być Dominik Tarczyński czy Patryk Jaki. Polskie okołotrumpizmy nieodwołują się bezpośrednio do tej inspiracji, a częściowo choćby się od niej odcinają. Do płynnej definicji okołotrumpizmu można zaliczyć moim zdaniem środowiska wolnościowe „czasów pandemicznych”, suwerenów, ruchy kamrackie, ale również w jakimś stopniu środowisko Korony.

Mamy więc przedtrumpizm czyli środowisko polityczne QAnon w Stanach Zjednoczonych. Jest to zbiór ludzi kwestionujących – nie ma co ukrywać zafałszowany – oficjalny przekaz głównego nurtu narracyjnego. W ruchu tym mieszają się idee słuszne i pożądane z typowo szurskimi i podrzucanymi przez prowokatorów. Każdy uważny człowiek zauważy zbieżność narracji, ideii a choćby pewnych elementów teatralnych ruchu QAnon z ruchami „antysystemowymi” w Europie Środkowej. Niech każdy sobie sam odpowie na pytanie kim może być polski odpowiednik na przykład amerykańskiego Człowieka-Bizona. Ludzie tych środowisk zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Europie są przekonani, iż zdobyli dostęp do silnie strzeżonych tajemnic państwowych dzięki pracy zawodowych, ale ideowych wykradaczy danych. To taki efekt po Julianie Assange i WikiLeak. Niestety podchodzą do tego często w sposób bezrefleksyjny.

Ruch QAnon i jego europejskie odpowiedniki przesunęły Okno Overtona w wielu do tej pory unikanych tematach. Przemilczane do tej sprawy stały się realnym problemem elit, które rządzą w krajach euroatlantyzmu. Część z tych tematów była bardzo istotna i obrazowała niebezpieczny kierunek w którym zmierza nasza część świata. Sprytniejszy segment establishmentu w porę zauważył ten kierunek polityczny i postanowił go zagospodarować. W Stanach Zjednoczonych umocnił się w ten sposób trumpizm, który został rozlany po świecie w tym w Kanadzie czy Europie Środkowej.

Trumpizm jest jakimś rodzajem ucywilizowanego przedtrumpizmu czyli zestawu poglądów i postaw kwestionujących zastany liberalno-lewacki świat, który był kreowany na modłę różnorakich Sorosów, Schwabów, Harari i Gatesów. Oczywiście on po szturmie na Kapitol i zdobyciu władzy przez Donalda Trumpa okrzepł. Ujarzmiono jego rewolucyjny charakter. Został przejęty przez tytanów biznesu i banksterów. Został zaakceptowany i podejmowane są próby całościowego zepchnięcia go na tory dawnego starosystemowe w nowym wydaniu.

Trumpizm stosując niekonwencjonalne metody, wykorzystując media społecznościowe, posługując się również manipulacją i szurstwem otworzył jednak puszkę Pandory. Dzisiaj działania i teorie zbliżone z tymi wyznawanymi przez dawny ruch QAnon wykorzystywane są przez główny nurt polityczny i dziennikarski w USA, jak i Europie. Jest wykorzystywany przez służby specjalne różnych państw – ze szczególnym uwzględnieniem Izraela i USA. Stąd wysyp różnorakich jawnych, półtajnych i tajnych dokumentów, donosów, akt i zdjęć w świecie cyfrowym. Moim zdaniem większość z nich będzie nieweryfikowalna i mają nikłą wartość. Obserwując rozwój nowoczesnych technologii wiemy, iż każdy dokument czy zdjęcie można podrobić lub stworzyć nowe. A bulwersującą fałszywkę wcisnąć oczekującej sensacji masie.

I tak powstaje dzisiajsza postpolityka. To zabija klasycznie pojmowana polityki czyli działanie dla dobra wspólnego. Dziś jej uprawianie to przerzucanie się różnorakimi dokumentami, które w znacznej części spreparowane przez znane i nieznane służby, koterie i szurniętych amatorów. Polityka grzęźnie w sporze o najbardziej absurdalne, obrzydliwe i nieprawdopodobne teorie wypływające z coraz to nowych dokumentów, które ukazują się w Internecie. Sytuację będą podgrzewać internauci, dziennikarze i postpolitycy. Ci ostatni będą powoływać kolejne komisje do spraw wyjaśniania rzeczy niewyjaśnialnych. Po czasie to ludzi znudzi, bo zauważą bezsens tego działania.

Interesujące jest to co dalej. To nie może trwać wiecznie. Zastanawia mnie kolejny etap. Przecież ten cyfrowo-fejkowy patoświat euroatlantyzmu moim zdaniem długo się nie utrzyma, jeżeli nie zmieni radykalnie swojego kursu. To kolos na glinianych nogach dokarmiany kroplówką z forsą bez pokrycia. Powinniśmy oczekiwać na nieznane. Być może to co przyjdzie w przyszłości okaże się dla naszego narodu pożyteczne. Taką mam przynajmniej nadzieję.

Łukasz Jastrzębski

Читать всю статью