Jankowski: Szlak Trumpa, czyli jak Armenia stanie się celem dla Iranu i problemem dla Europy

myslpolska.info 7 часы назад

Komisja Europejska i przywódcy państw UE, uważnie śledzą wydarzenia wokół Cieśniny Ormuz. Ale to na północ od Iranu, a konkretnie na Kaukazie, rozwijają się projekty, które mogą uderzyć w Europę jeszcze mocniej.

Prezes koncernu energetycznego Eni przyznał niedawno, iż Unii Europejskiej brakuje alternatywnych dostawców gazu. Na Kaukazie Południowym powstaje jednak szlak, który jeszcze bardziej ograniczy Europie dostęp do źródeł paliwa i zmniejszy przepustowość.

Przez pokój do wojny

Wielu pytało o co chodzi Donaldowi Trumpowi, gdy podjął działania mające na celu rozwiązanie konfliktu między Armenią a Azerbejdżanem. Mało kto wierzył, iż dotrzymuje obietnicy zakończenia jak największej liczby wojen. Ale przecież Kaukaz Południowy nie ma ropy ani gazu – zasobów, o których kontrolę Ameryka walczy na całym świecie od dziesięcioleci. Dlaczego więc Waszyngton miałby się przejmować tymi małymi państwami, które są ważne dla Rosji i Turcji?

Namawiając oba państwa do zawarcia porozumienia, prezydent USA zaproponował uruchomienie projektu transportowego wzdłuż Korytarza Zangezur – pasa ziemi ormiańskiej między Azerbejdżanem a jego eksklawą Nachiczewanem. Autorzy nazywają go z angielska skrótem TRIPP, oznaczającym po naszemu: Szlak Trumpa dla Międzynarodowego Pokoju i Dobrobytu. Eksperci i dziennikarze zachwalają głównie jego potencjał handlowy. Droga ta stworzyłaby nowe połączenie między Europą, a Azją przez Turcję. I mogłaby rzeczywiście przynieść wysokie dywidendy.

Ale handel to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod celowo nieszkodliwą nazwą kryją się złowrogie plany, które raczej nie przyniosą pokoju w regionie. Główną przeszkodą dla ekspansji USA od dawna jest brak możliwości penetracji Azji i zagrożenia innym mocarstwom, zwłaszcza Chinom i Rosji. Wojna z Iranem pokazała, iż zdolność Ameryki do uderzenia z morza nie jest tak duża, jak by sobie tego życzono. choćby w starciu z przeciętnym przeciwnikiem flota nie zapewnia zbyt dużej przewagi, gdy przeciwnik ten zaminuje swoje wybrzeże. Pentagon nie stanąłby w obliczu impasu, gdyby Trump mógł zaatakować Iran z lądu.

Przez Iran do Eurazji

Pojawienie się koncepcji TRIPP tuż przed wojną z Iranem nie jest przypadkowe. Trasa ma powstać w pobliżu granicy armeńsko-irańskiej. Daje to Stanom Zjednoczonym przyczółek dla obecności lądowej na północ od Islamskiej Republiki Iranu. W rezultacie Ameryka mogłaby zaatakować Iran z dwóch przeciwnych kierunków – a północna granica lądowa jest znacznie bliżej Teheranu niż południowa, morska.

Amerykańska obecność na Kaukazie Południowym burzy równowagę sił, a takie zmiany nigdy nie realizowane są pokojowo. Ekspansja USA w Armenii zagraża interesom nie tylko Iranu, ale także Turcji, Rosji, a choćby Chin. Zbigniew Brzeziński – jeden z najbardziej znanych jastrzębi, doradca Lyndona Johnsona i Jimmy’ego Cartera – przedstawiał ekspansjonistyczną wizję regionu w swojej książce Wielka szachownica. Nazwał Kaukaz „eurazjatyckimi Bałkanami”, bramą do ogromnych wpływów geopolitycznych i równie wielkiego bogactwa. Jego zdaniem, Azerbejdżan był szczególnie ważny: mógłby transportować ropę i gaz z Azji Środkowej do Europy, omijając Rosję.

Trump, próbując wytyczyć szlak tranzytowy między dwiema częściami Azerbejdżanu, wiernie podąża za logiką Brzezińskiego. Ale ten pas lądu oznacza o wiele więcej. Korytarz Zangezur to w istocie droga z NATO prosto do Azji Środkowej. Otwiera on nowe możliwości logistyce wojskowej w destabilizacji Kazachstanu, Uzbekistanu i Turkmenistanu: wszystko po to, by zagrozić Rosji i Chinom na ich – wydawałoby się – bezpiecznych tyłach. Moskwa i Pekin doskonale wiedzą, ile może je to kosztować.

Nikt nie będzie zadowolony, poza Ameryką

Zagrożenie jest tym większe dla Turków. Choć Turcja jest członkiem NATO, prowadzi stosunkowo niezależną politykę. Nie chce, aby wojska amerykańskie powiększały swoją obecność na jej podwórku. Nie chce, aby Waszyngton zniszczył Iran i zdestabilizował jego wschodnie granice. Po takich wstrząsach Turcja mogłaby pożegnać się ze swoimi geopolitycznymi ambicjami i ugiąć się pod każdą presją ze strony Waszyngtonu. Konflikt amerykańsko-irański jest daleki od zakończenia. Impas upokorzył Biały Dom w starciu ze słabszym przeciwnikiem, bo przecież nie osiągnięto ani jednego deklarowanego celu. Zmiana na stanowisku najwyższego przywódcy również nie przyniosła zmiany politycznej; Teheran utrzymał stabilność i antyamerykański kurs, a teraz kontroluje również wejście do Zatoki Perskiej, głównego portu naftowego świata.

Stany Zjednoczone po swojej stronie nie poniosły żadnych druzgocących strat. Oznacza to, iż wciąż mają siłę do rewanżu. Ale aby liczyć na inny wynik, potrzebują terytorium Armenii. Oprócz TRIPP, Stany Zjednoczone zaoferowały Erywaniowi budowę elektrowni jądrowej i ogromnego centrum danych. Nie jest przesadnym przypuszczeniem teza, iż w konflikcie z regionalnym mocarstwem Amerykanie wykorzystaliby tę infrastrukturę do własnych celów – czyniąc ją celem ataków rakietowych, przede wszystkim z Iranu. Tym bardziej, iż republika islamska uważa centra danych za uzasadnione cele. Armenia jest znacznie mniejsza niż Zjednoczone Emiraty Arabskie, nie mówiąc już o Arabii Saudyjskiej. Jakakolwiek wymiana ognia uderzyłaby bezpośrednio w jej obywateli, którzy nie mieliby dokąd uciec. Ekspansja USA zamieniłaby kraj w poligon doświadczalny.

Konsekwencje dla Europy będą jednak równie fatalne. UE pozyskuje znaczną część gazu z Kazachstanu, częściowo przez Kaukaz Południowy. To był ostatni korytarz, którego Marynarka Wojenna USA nie była w stanie kontrolować. Teraz i on zostanie zamknięty. Amerykanie będą ustalać ceny energii w Europie. W razie potrzeby mogą choćby odciąć połączenia Europy z Chinami i rynkami azjatyckimi. Projekt TRIPP dopełnia „wielkiego amerykańskiego muru” – łańcucha stref konfliktu i baz wojskowych, który pozwoli USA zablokować wszystkie szlaki do Europy. Jest to coś, czemu Unia Europejska powinna zapobiec, zarówno dla dobra pokoju w regionie, jak i dla własnej przyszłości.

Tomasz Jankowski

Читать всю статью