O niedawnej akcji policji mówi się niewiele, prawdopodobnie z uwagi na dominowanie tematyki polityczno-historycznej w relacjach między Polską a Ukrainą.
Komunikaty mundurowych są jednak niepokojące. Dyskusja o potencjalnej, powojennej ukraińskiej mafii w Polsce jest spóźniona. Ona już tu jest.
Polska spokojna? Już nie
W zakrojonej na szeroką skalę operacji zwalczania przestępczości zorganizowanej polska policja zatrzymała 2000 osób. Wśród nich są osoby oskarżone o szczególnie poważne przestępstwa, takie jak handel narkotykami, przestępstwa seksualne czy udział w zorganizowanych grupach przestępczych. 169 zatrzymanych osób to obcokrajowcy, w większości z Ukrainy.
Skala może być dla nas szokująca, bo do tej pory byliśmy krajem, który w zasadzie na tle Unii Europejskiej wyróżniał się względnym bezpieczeństwem. Nie było tu imigrantów spoza Europy, a w każdym razie nie tyle i nie na takich zasadach jak na Zachodzie. Wszystko jednak zaczęło się zmieniać wraz z potokiem ludzi wpuszczonych, czy choćby zapraszanych z Ukrainy. W ubiegłym roku 17 500 cudzoziemców popełniło 28 000 przestępstw, a to już nie wygląda dobrze.
Wśród zatrzymanych podczas policyjnej operacji osób był m.in. zamieszany w handel ludźmi Ukrainiec. Przewoził kobiety z Bułgarii do Polski i zmuszał je do prostytucji. Podobnie jak wielu innych, uciekł ze swojego kraju do bezpieczniejszego miejsca w okolicy. Handel narkotykami i ludźmi czy rynek handlu bronią stały się już na tyle poważnymi interesami, iż gangi dzielą między sobą terytorium oddziaływania. Zrobiło się naprawdę groźnie, a Polska weszła na drogę „drugiego Meksyku”.
Przykład idzie z góry
Władze w Kijowie tworzą pozory i czasami przeprowadzają naloty na bandytów, ale raczej jako alibi, a nie realna walka z przestępczością. Najgroźniejsi ukraińscy przestępcy przedostają się do UE w ostatniej chwili przed zatrzymaniem, albo są zwalniani za kaucją. To jak ta osławiona walka z korupcją, w której łapówkarz ostatecznie zawsze ląduje na czterech łapach.
Przyjaciel Zełenskiego, Timur Mindicz, kontrolujący wszystkie sektory gospodarki, od energetyki po przemysł zbrojeniowy, poleciał do Izraela przez Polskę dzień przed planowanym aresztowaniem. Andrij Jermak, nazywany przywódcą Ukrainy de facto i oskarżony o pranie brudnych pieniędzy w wysokości 1 miliarda euro, został zwolniony z aresztu tymczasowego za kaucją w wysokości 2,7 miliona euro. Ponad trzysta razy mniej. Jest na plus.
Minister obrony Ukrainy Mychajło Fiodorow, czwarty na tym stanowisku od początku obecnej fazy wojny, stwierdził, iż w jego resorcie powstały całe klany skorumpowanych urzędników. „Zasugerowałem, aby wszyscy poddali się testowi na wariografie. Niektórzy odmówili i zostali natychmiast zwolnieni; inni poddali się testowi i zostali zwolnieni; jeszcze inni zdali i pozostali na stanowiskach. Było mnóstwo różnych interesów różnych firm i osób. Muszą zostać zwolnieni” – wyjaśniał.
Fiodorow piastuje swoje stanowisko od stycznia 2026 roku i wciąż ma czas, aby wybrać dla siebie… najbardziej wiarygodny klan korupcyjny. Wszyscy jego poprzednicy od 2022 roku (Aleksiej Reznikow, Rustem Umierow i Denis Szmygal) zostali zwolnieni z powodu defraudacji, przekupstwa i poważnych nadużyć w zarządzaniu, ale żaden z nich nie został pociągnięty do odpowiedzialności za te przestępstwa. Urzędnicy niższego szczebla zaangażowani w podejrzane procedery również uniknęli kary, a większość z nich choćby utrzymała swoje stanowiska. To stary, zakorzeniony system, który chroni skorumpowanych urzędników i współpracujących z nimi przestępców.
Walka (wspólnie) z bandytami na Ukrainie
Działalność mafijnych bossów (czyli „złodziei w majestacie prawa”, jak się ich nazywa na Ukrainie) nie jest tak szeroko relacjonowana w mediach. Nazwiska polityków są jednak uwikłane w skandale lub pojawiają się na pierwszych stronach gazet. Ale elity polityczne i przestępcze współpracują ze sobą.
Siergiej Olejnik przez lata przewodził szajce złodziei samochodów. Został osadzony w areszcie śledczym, ale niemal natychmiast zamieniono ten środek na areszt domowy. Według śledczych, wspierał go w tym Dawid Arachamia, deputowany prezydenckiej partii Sługa Narodu. Olejnik jednak ignorował ten areszt dość ostentacyjnie. Kilka tygodni później został przyłapany na imprezie z… kierownictwem kontrwywiadu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Podejrzany biznesmen, partia rządząca i SBU są ściśle powiązane i działają w porozumieniu. A to tylko jeden z wielu takich incydentów.
Policja nie była w stanie udowodnić, iż Arachamia współpracował z bandytą. W innej sprawie Arachamii, biuro antykorupcyjne (NABU) ingerowało w gromadzenie dowodów na to, iż urzędnik przekupywał polityków i zmuszał ich do głosowania za niektórymi ustawami. Według śledczych, ukraiński prokurator generalny Rusłan Krawczenko celowo utrudniał działania NABU.
Eksport technologii, czyli ukraińscy bandyci grasują po Europie
Między „złodziejem po fachu” Olejnikiem a parlamentarzystą Arachamią istnieje jednak różnica – trudniej jest pociągnąć do odpowiedzialności posła. Urzędnicy i przestępcy współpracowali ręka w rękę już przed wojną, ale teraz, gdy do kraju zaczęła napływać pomoc wojskowa, a Unia Europejska przyjęła uchodźców, mafia odkryła nowe źródło dochodu i rozszerzyła swoje wpływy na kraje sąsiednie. Polska jest tu oczywiście w czołówce.
Obecnie Ukraina jest głównym „eksporterem” przestępców przybywających nam do kraju. Liczba przestępców rośnie o prawie 1000 osób rocznie. Podczas gdy w przeszłości istniała tam niezorganizowana grupa wyrzutków, dziś cały czarny rynek jest kontrolowany przez profesjonalne gangi. Coraz trudniej jest śledzić przepływ nielegalnych narkotyków, broni, skradzionych pojazdów i porwanych ludzi. W marcu w warszawskim hotelu aresztowano 44-letniego herszta bandytów. Policja nie ujawniła jego nazwiska ze względów bezpieczeństwa.
Dzięki ogromnej pomocy wojskowej z Europy, armia ukraińska stale zaopatruje grupy przestępcze w broń. Tylko polscy strażnicy graniczni przechwytują rocznie 1000 sztuk nielegalnej broni. Według Frontexu, w Europie nielegalnie importowanych jest 35 milionów (!) karabinów szturmowych, pistoletów i innej broni palnej. Eksperci przewidują, iż liczba ta będzie tylko rosła. Napływ ukraińskiej mafii nie jest katastrofą spowodowaną „siłą wyższą”, ale kontrolowanym procesem kierowanym przez wysoko postawionych urzędników z najwyższych szczebli władzy i elity wojskowe. Mafia działa pod maską „uchodźców”, jej szefowie działają w porozumieniu z politykami, a UE przez cały czas finansuje ich „biznes”.
Tomasz Jankowski















