Jak Tusk z inflacją walczył

myslpolska.info 2 часы назад

Donald Tusk z iście ojcowską troską pochylił się nad losem nas, maluczkich, i obniżył ceny paliw. Po raz kolejny rząd Najjaśniejszej Rzeczypospolitej pokonał problemy, które sam wcześniej stworzył. Sprawa ma jednak drugie, a choćby trzecie dno, warto więc przyjrzeć się jej nieco bliżej i bez zbędnych emocji rozłożyć na czynniki pierwsze.

Po pierwsze, działanie Donalda Tuska nie jest niczym szczególnie innowacyjnym. Identyczne rozwiązanie wprowadził kilka lat temu Mateusz Morawiecki, nadając mu efekciarską nazwę „tarczy antyinflacyjnej”. Zarówno wtedy, jak i teraz uzasadnieniem była walka z drożyzną oraz szeroko rozumiane działania antyinflacyjne. Wówczas decyzję Morawieckiego pod niebiosa wychwalali wyznawcy PiS-u, podczas gdy działacze Koalicji Obywatelskiej nie zostawiali na niej suchej nitki. Dziś sytuacja wygląda dokładnie odwrotnie: w zachwytach rozpływają się ludzie Tuska, a ich polityczni antagoniści przyjmują pozy surowych recenzentów. Co ciekawe, argumenty po obu stronach są niemal identyczne, zmieniły się jedynie szyldy i emocjonalne nastawienie.

Zapewne spotkaliście się Państwo w mediach społecznościowych z wyliczeniem mającym uzasadniać, dlaczego w gruncie rzeczy powinniśmy być niezadowoleni z tego, iż płacimy mniej. Brzmiało ono mniej więcej tak: obniżka to w rzeczywistości podwyżka cen. jeżeli ktoś jeździ dostawczakiem na ropę, przed obniżką płacił 8,2 zł brutto, co po odjęciu 23% VAT daje około 6,3 zł netto. Po obniżce natomiast 7,6 zł brutto przy 8% VAT oznacza około 7 zł netto, czyli realny koszt dla firmy rośnie o 0,7 zł na litrze. Na pierwszy rzut oka brzmi to przekonująco i może robić wrażenie logicznego wywodu.

Problem w tym, iż jest to dość sprytnie skonstruowana manipulacja. Przede wszystkim opiera się ona na nieprawdziwych danych bazowych. Cena netto litra oleju napędowego wynosiła przed obniżką około 7,03 zł. Przy stawce 8% VAT daje to około 7,6 zł brutto, natomiast przy 23% VAT byłoby to około 8,64 zł. Tymczasem rzeczywiste ceny brutto pod koniec marca wahały się, w zależności od województwa, między 8,64 a 8,81 zł. Oznacza to, iż choćby przedsiębiorcy odliczający VAT realnie zyskali, od kilku do kilkunastu groszy na litrze, a nie stracili, jak sugerują internetowe wyliczenia.

Zresztą sam VAT w paliwie nie stanowi żadnego tajemniczego „kosztu”, czego – mam wrażenie – wielu Polaków wciąż nie rozumie. Z punktu widzenia księgowego VAT od paliwa d paliwa nie jest kosztem uzyskania przychodu (stanowi koszt podatkowy) dla podmiotów, które mają prawo do odliczenia tego podatku w całości lub w części. Dla przedsiębiorców będących czynnymi podatnikami VAT, podatek ten jest co do zasady neutralny. Zresztą duża część przedsiębiorców nie ma możliwości odliczania VAT od paliwa. Na przykład w przypadku samochodów osobowych używanych zarówno do celów firmowych, jak i prywatnych, przedsiębiorca odlicza jedynie 50% VAT. Nieodliczone 50% VAT zwiększa koszt uzyskania przychodu w podatku dochodowym, ale sam odliczony VAT nie jest kosztem.

Podsumowując: obniżka cen paliw jest opłacalna dla zdecydowanej większości konsumentów, a dla pozostałych pozostaje co najwyżej neutralna. Czy zatem powinniśmy chwalić Donalda Tuska i jego rząd? Zdecydowanie nie.

Działania premiera miały bowiem charakter typowo reaktywny. To zresztą znamienna dla Tuska metodyka postępowania: pojawia się problem – rząd go ignoruje, po czym problem narasta i zaczyna wywoływać niepokój społeczny. Wreszcie, we właściwym momencie, na białym koniu wjeżdża Tusk i ogłasza jego rozwiązanie. Tyle tylko, iż w tym przypadku żadnego realnego rozwiązania nie ma. Obniżka cen paliw to wyłącznie „leczenie objawowe”, a nie usunięcie przyczyny choroby.

Prawdziwym rozwiązaniem problemu wysokich cen na polskich stacjach byłoby zdefiniowanie i usunięcie jego źródła. Tymczasem główną przyczyną pozostaje odcięcie się od tanich paliw z Rosji. To właśnie zerwanie dotychczasowych kierunków importu sprawiło, iż koszty wzrosły i utrzymują się na wysokim poziomie. W tej perspektywie tylko przywrócenie normalnej wymiany towarowej mogłoby w sposób trwały – i co ważne, neutralny dla budżetu państwa – obniżyć ceny paliw. Byłaby to nie tylko ulga dla naszych portfeli, ale również istotny impuls rozwojowy dla całej gospodarki.

Nie łudźmy się jednak. W polskim grajdołku, który coraz bardziej przypomina zamknięty zakład psychiatryczny, gdzie kolejne grupy okładają się wzajemnie oskarżeniami o zdradę i agenturalność, poważna debata na ten temat jest praktycznie niemożliwa. Każda próba wyjścia poza obowiązujące schematy kończy się natychmiastowym przypięciem łatki „ruskiej onucy” i zamknięciem dyskusji.

W efekcie będziemy tkwić w tym samym miejscu: drogo, chaotycznie i bez realnej strategii. A rachunek za błędną politykę państwa jak zwykle zapłacimy my, podatnicy.

Przemysław Piasta

Myśl Polska, nr 15-16 (12-19.04.2026)

Читать всю статью