Czy Donald Trump oszalał, czy „tylko” miota się nie wiedząc, co robić? Niezależnie od odpowiedzi na pytanie profesora Mearsheimera liczne aspekty polityki Trumpa są korzystne dla globalnych elit finansowych.
Największy na świecie podmiot zarządzający aktywami, czyli fundusz inwestycyjny BlackRock dobrze zainwestował środki. W cyklu wyborczym 2024 roku nieprzypadkowo rozdzielił fundusze swojego Komitetu Akcji Politycznej (PAC) niemal po równo: około 51% dla Republikanów i 49% dla Demokratów.
Pieniądz nie ma ojczyzny
Nieczęsto wspomina się słowa Natana Rothschilda wypowiedziane u progu epoki demokratycznej: „Nie dbam o to, jaka marionetka jest umieszczana na tronie królewskim, by panować nad tym wielkim imperium nad którym nigdy nie zachodzi słońce. Ten, kto kontroluje podaż pieniądza w Imperium Brytyjskim, ten kontroluje Imperium Brytyjskie. A tym człowiekiem jestem ja!”. Powtarzał zresztą słowa swego ojca Mayera Rothschilda: „Dopóki jestem jestem w stanie kontrolować emisję pieniądza w danym kraju, nie dbam o to, kto stanowi w nim prawo”. Słuszność filozofii Rothschildów potwierdzało wielu kupowanych przez nich polityków. Na przykład Napoleon Bonaparte w 1815 roku stwierdził, iż „gdy dany rząd jest zależny od pieniędzy bankierów, to właśnie bankierzy, a nie przywódcy rządu kontrolują przebieg wydarzeń. Ręka która daje pieniądze, zawsze jest ważniejsza od ręki, która je bierze. Pieniądz nie ma ojczyzny, finansiści nie wiedzą, czym jest cnota i miłość ojczyzny ich jedynym celem jest osiąganie zysków”. Zaś brytyjski premier Benjamin Disareli w 1844 roku oznajmił, iż „królowie i ministrowie wszystkich państw Europy postępują tak, jak dyktują im Rothschildowie” (S. Hongbing, „Wojna o pieniądz”, t.1, str. 23).
Otóż podaż pieniądza w USA od 1913 roku całkowicie kontroluje prywatne konsorcjum nazywane Rezerwą Federalną. A jego władza dzięki zasadom demokratycznym jest znacznie szersza niż kiedykolwiek była władza Rothschildów nad królami, co zresztą należy uważać za jeden z powodów wprowadzenia rzeczonej demokracji. Finansowanie demokracji zamiast monarchów umożliwia kontrolę nad stanowieniem prawa. Daje to interesujące możliwości, które w przeciwieństwie do Mayera Rothschilda, bardzo cenił sobie David Rockefeller. W 1991 roku powiedział: „Nowa, realna władza polityczna, wykraczająca poza suwerenne państwa narodowe, zostanie zbudowana z elity intelektualnej i międzynarodowych bankierów, co z pewnością będzie znacznie lepsze niż dotychczasowa, trwającą od stuleci władza państwowa” (S. Hongbing, tamże, str. 160).
Szaleństwo czy strategia?
Demokracja ma również tę zaletę, iż można z jej pomocą ideologicznie „przykryć” rzeczywistą władzę pieniądza. „BlackRock nie musi wydawać poleceń ani narzucać rządom swoich decyzji – wystarczy, iż Aladdin, używany przez kluczowych graczy rynku, zinterpretuje dane w określony sposób. W świecie zdominowanym przez jednolite modele oceny ryzyka, ta interpretacja staje się faktem rynkowym: kapitał przepływa, waluty się umacniają lub słabną, obligacje drożeją albo tracą na wartości. […] W efekcie państwa, choćby te o największych gospodarkach, zaczynają dostosowywać własną politykę fiskalną, monetarną czy inwestycyjną do rytmu narzuconego przez algorytm – a to oznacza subtelne, ale realne przesunięcie suwerenności w stronę prywatnego systemu decyzyjnego. […] Nieprzenikalny dla nikogo z zewnątrz kod to tylko jeden sposób unikania nadzoru jakichkolwiek organów. Inny, mniej rzucający się w oczy, ale równie skuteczny, to wykorzystanie istniejącej architektury prawnej i umiejętnego jej wykorzystywania, a zwłaszcza omijania. Pozycja i spryt BlackRocka pozwala mu decydować, gdzie i w jakim zakresie podlega on prawu. Technologia i prawo splatają się tu w jeden mechanizm: kod jest niedostępny, a miejsce, w którym jest uruchamiany, może być poza zasięgiem lokalnego nadzoru” (M. Trojanowska, „BlackRock. Jak przejąć świat tak, by nikt się nie zorientował”, 2026).

Nie ma powodu uważać, iż proces budowania „nowej, realnej władzy”, o której mówił Rockefeller, zatrzymał się na skutek domniemanej suwerenizacji władzy politycznej (zob. M. Kuź: „Globalizm, lokalizm i nowe średniowiecze”, 2024). W 2025 i 2026 roku administracja Trumpa podjęła kroki w celu złagodzenia wymagań kapitałowych niemrawo wdrażanych po kryzysie z 2007 roku („Basel III Endgame”), co przekłada się na wyższe zyski sektora bankowego. Mimo napięć relacje z liderami finansowymi na przykład Larrym Fink’em z BlackRock pozostają pragmatyczne. Największy globalny zarządca aktywów finansowych wspiera takie inicjatywy rządowe, jak program „Trump Accounts” dla dzieci, który ma zapewnić masowy dopływ kapitału do systemów finansowych a sam Fink stał się jednym z kluczowych doradców finansowych Trumpa w ramach jego drugiej administracji. BlackRock, podobnie jak inni giganci finansowi (Vanguard, State Street itd.), nabywa udziały w Trump Media & Technology Group a Donald Trump rozważa przedstawicieli BlackRocka na najważniejsze stanowiska państwowe, m.in. Ricka Riedera jako kandydata na szefa Rezerwy Federalnej (FED).
Monetyzacja chaosu
Mimo, iż agresywne cła wywołały obawy Międzynarodowego Funduszu Walutowego o spowolnienie wzrostu gospodarczego do 3,1% w 2026 roku a protekcjonizm jest postrzegany jako inflacyjny to jednak koncentracja kapitału w rękach elit uległa w 2025 roku dalszemu przyśpieszeniu. Globalna finansjera realizuje swoje interesy niezależnie od aktualnej opcji politycznej a ma po temu nieistniejące wcześniej możliwości. Dzięki technologii można w tej chwili monetyzować polityczną nieprzewidywalność. Systemy takie jak Aladdin (w posiadaniu BlackRocka i … rządu Izraela) przetwarzając ogromne ilości danych historycznych i bieżących oraz wykorzystując sztuczną inteligencję do prognozowania scenariuszy rynkowych i optymalizacji, umożliwiają zarządzanie portfelami obejmującymi akcje, obligacje i instrumenty pochodne na jednej platformie. Dysponując takim narzędziem jak Aladdin, nie trzeba już zapobiegać kryzysom. Wystarczy je tylko wyprzedzać o milisekundę. To wprowadza nową jakość do polityki, zwłaszcza w państwie, które po swojej deindustrializacji opiera się na zarządzaniu systemami finansowymi, czyli w zasadzie na zarządzaniu zinsytytucjonalizowaną lichwą.
Dla systemów AI zmienność jest cenna sama w sobie. choćby jeżeli realna gospodarka stoi w miejscu, to kursy giełdowe mogą skakać o dziesiątki procent na skutek politycznego chaosu a finansjera może zarabiać na opcjach, spreadach i prowizjach od tych ruchów. W tradycyjnej gospodarce zyski bierze się z rozwoju, czyli produkcji nowych dóbr. Jednak kapitał spekulacyjny zarabia głównie na stracie u swojej konkurencji a nie dywidendach od zysku. Rynki finansowe w ich obecnej odsłonie to gra o sumie zerowej, co jest prostą konsekwencją logiczną założeń ekonomii klasycznej, równie powszechnie co niesłusznie mylonej z wolnym rynkiem. Rynek wymaga istnienia szerokiej klasy średniej, rozproszonej informacji (Hayek), produkcji i konsumpcji. Gdy AI koncentruje i monopolizuje informację a klasa średnia znika, systemy w rodzaju Aladdina zaczynają szukać zysku w pożeraniu mniejszych graczy wewnątrz samej finansjery. Zamiast zysku w rynkowym sensie pozostaje w końcu dążenie do przejęcia bezpośredniego władania zasobami: ziemią, energią i technologią. Aladdin to po prostu monstrualne narzędzie analityczne do uprawiania hazardu w skali globalnej.
Przejąć kontrolę
Ponieważ fizyczna produkcja przeniosła się do Chin i innych państw Azji, spóźniony onshoring Trumpa napotyka olbrzymie bariery (np. brak wykwalifikowanych kadr). USA zostały zatem pozbawione dochodu z realnej produkcji i stabilności politycznej. Rozwinięty sektor finansowy przy atrofii fizycznej gospodarki skazuje USA na zarządzanie długiem, ryzykiem, zmiennością i kryzysami. jeżeli jedynym sprawnym narzędziem jest giełda i systemy AI to polityka, która wywołuje chaos jest racjonalna z punktu widzenia właścicieli narzędzi, umożliwiających zarabianie na chaosie. Mówiąc obrazowo, każdy tweet Trumpa to tysiące transakcji, na których BlackRock zarabia prowizje niezależnie, czy kurs rośnie, czy spada. Tradycyjnie imperia upadały broniąc swego stanu posiadania. Wygląda na to, iż globalistyczne elity w USA, pomne słów Davida Rockefellera z 1991 roku robią coś odwrotnego. One zarabiają na likwidacji masy upadłościowej, co szczególnie dobrze widać w Europie. A każdy kryzys to również szansa na przejęcie realnych aktywów (ziemi, surowców, technologii). Powstaje tylko pytanie, kto przejmie rolę żywiciela, gdy Zachód zostanie całkowicie wycięty przez własne elity?
Z perspektywy kwietnia 2026 roku można się pokusić o spekulację, iż sytuacja wygląda na wielopoziomową operację finansową, w której systemy zarządzania takie jak Aladdin pełnią rolę konia trojańskiego. Głównym celem ekspansji finansowej wydają się w tej chwili Indie. Larry Fink ogłosił luty 2026 roku początkiem „Ery Indii”, przewidując, iż ten kraj będzie fundamentem wzrostu przez najbliższe 25 lat. BlackRock nie wchodzi tam z fabrykami, ale z technologią. Poprzez spółkę JioBlackRock wprowadza cyfrową platformę zarządzania aktywami. Cel jest prosty: podpiąć oszczędności 1,4 miliarda ludzi pod system finansowy zarządzany przez amerykańskie algorytmy. Agresywna polityka celna (np. 50% cła na indyjskie towary w 2025 roku) mają zmusić Delhi do większej otwartości na amerykański kapitał finansowy w zamian za dostęp do rynku USA.
Inwestując we wroga
Starą prawdę o wojnie jako okazji dla doskonałych interesów potwierdza szesnastokrotny wzrost obrotów w kontraktach na przepływającą przez cieśninę Ormuz ropę, obserwowany po agresji amerykańsko-izraelskiej na Iran. Mimo odzywającej się retoryki wojennej elity finansowe zarabiają na współpracy z Chinami. Gdy Trump uderza cłami, wywołując panikę i spadki cen akcji, Aladdin traktuje to jako sygnał do kupna. BlackRock w swoich prognozach na 2026 rok utrzymuje pozytywne nastawienie do chińskich rynków akcji, uznając strach przed wojną handlową za okazję inwestycyjną. Cel nie polega na militarnym pokonaniu Chin (niemożliwym ze względu na rozmiary Państwa Środka) ale na tokenizacji i cyfryzacji chińskich rynków kapitałowych. „Największej i jednocześnie ukrytej przeszkody na drodze do chińskiego sukcesu gospodarczego należy szukać w miejscu, w którym mało kto się jej spodziewa: w możliwej wielkiej wojnie finansowej. Od chwili przystąpienia Chin do WTO w 2001 roku i otwarcia chińskiego sektora finansowego na świat zagrożenie to z dnia na dzień rośnie. Powstaje więc pytanie: czy chiński system finansowy, funkcjonując w gospodarce coraz bardziej otwartej na świat, ma wystarczającą siłę, doświadczenie, narzędzia i metody finansowe, by skutecznie obronić się przed potencjalnym atakiem?” (S. Hongbing, „Wojna o pieniądz”, t.1, str.7).
Krótko mówiąc gra toczy się o to, czy chińskie aktywa mają być zarządzane przez systemy stworzone na Wall Street. Istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, iż obecna „szalona” polityka USA to próba ustanowienia systemu kontroli finansowej nad Azją. Elity amerykańskie ryzykują, iż zamiast „zmiękczenia” Azji doprowadzą do zacieśnienia sojuszu Indie-Chiny-Rosja w ramach Szanghajskiej Organizacji Współpracy. jeżeli jednak zamiast budować fabryki, zbudują cyfrowe portfele dla całych narodów i zmuszą Chiny i Indie do gry według zasad Aladdina, to wygrają bez jednego wystrzału. jeżeli Azja stworzy skuteczniejsze systemy AI to USA zostaną z pustymi rękami. Dzisiejsza wojna toczy się na polu sztucznej inteligencji o której „demokratyczny suweren” nie ma żadnego pojęcia.
Zderzenie cywilizacji
Chiński generał Sun Tzu nauczał, iż najwyższym osiągnięciem jest pokonanie wroga bez bitwy. Chińczycy wiedzą, iż wejście w pełną interakcję z amerykańskim systemem finansowym to gra na cudzym boisku. Dlatego budują alternatywne systemy finansowe. Cyfrowy pieniądz banków centralnych ma na celu stworzenie obiegu kapitału niewidocznego dla amerykańskich systemów monitoringu ryzyka. jeżeli bank centralny Chin czy Rosji nie korzysta z Aladdina do zarządzania swoimi rezerwami CBDC, system ten nie ma bezpośredniego wglądu w te transakcje. Państwa BRICS budują system, w którym finalny rozrachunek jest widoczny tylko dla stron transakcji, co uniemożliwia systemom zewnętrznym przewidywanie ruchów kapitałowych przed ich faktycznym wystąpieniem.
Drugą strategią jest kontrola surowców i łańcuchów dostaw. Każde cło nałożone przez Trumpa na Indie, czy Europę to okazja dla Chin, by wystąpić w roli racjonalnego partnera i obrońcy wolnego handlu. Ostatecznie Biuro Polityczne Komunistycznej Partii Chin może jednym dekretem wyłączyć cały sektor rynku z gry spekulacyjnej, ignorując straty finansowe w imię interesu narodowego.
Innowacja czy destrukcja?
W ukształtowanym przez nominalizm świecie anglosaskim relacje są arbitralne. To jest to, co pozwala elitom USA wierzyć, iż mogą traktować świat jak plastelinę. Skoro bowiem nie ma obiektywnej natury rzeczy to można ogłosić, iż praca, ziemia i pieniądz są towarami, iż rodzina to kontrakt, który można wypowiedzieć a zmienność kursów to „wolność” a nie forma lichwy. Zdolność do krytyki i kwestionowania zastanej rzeczywistości dawała Zachodowi unikalną innowacyjność. Dzięki zwiększającym produktywność wynalazkom, można było spłacić długi, zaciągane na ich poczet przez ekspansję kredytową pieniądza fiducjarnego – nota bene również stricte zachodni wynalazek. To dodatnie sprzężenie zwrotne dało Zachodowi panowanie nad światem. Nie jest wszakże powiedziane, iż posunięty aż do nihilizmu krytycyzm nie doprowadzi do zniszczenia struktury, na której sam się opiera, na przykład demograficznej (vide: E. Todd: „Klęska Zachodu”, 2026). Okazałaby się wtedy krótkowzrocznym pasożytnictwem a nie długofalową strategią przetrwania.
Włodzimierz Kowalik
fot. wikipedia
Myśl Polska, nr 17-18 (26.04-3.05.2026)
















