Islandia odrzuca rozmowy z UE. 52,8 proc. broni własnego kursu

dzienniknarodowy.pl 2 часы назад
Zdjęcie: Islandia odrzuca rozmowy z UE. 52,8 proc. broni własnego kursu


Islandczycy 29 sierpnia odrzucili wznowienie negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. Przeciw zagłosowało 52,8 proc., za 47,2 proc., przy frekwencji 82,6 proc. Wynik zatrzymuje rządowy plan zbliżenia z Brukselą i pozostawia w rękach Islandii kontrolę nad rybołówstwem, choć napięcia wokół Grenlandii obnażyły słabość jej bezpieczeństwa.

Wyraźna większość przeciw wznowieniu rozmów

Islandzka Państwowa Komisja Wyborcza podała wyniki liczenia ze wszystkich okręgów. Na "nie" oddano 118 040 głosów, a na "tak" 105 339. W referendum uczestniczyło 225 031 spośród 272 591 uprawnionych. Głosowanie miało charakter doradczy, ale premier Kristrún Frostadóttir zapowiedziała poszanowanie wyniku i rezygnację rządu ze wznowienia negocjacji.

Oficjalny komunikat komisji wyborczej mówi o 223 379 głosach ważnych oraz 1652 kartach pustych i nieważnych. Skala frekwencji pokazuje, iż Islandczycy potraktowali decyzję poważnie. To nie był techniczny spór dyplomatów, ale wybór dotyczący kontroli nad gospodarką, walutą i zasobami morza.

Ryby ważniejsze niż obietnice Brukseli

Najsilniejszym argumentem przeciwników negocjacji była obrona łowisk. Rybołówstwo pozostaje jednym z filarów islandzkiej gospodarki i elementem narodowej tożsamości. Wejście do Unii oznaczałoby rozmowy o wspólnej polityce rybołówstwa, a więc o zasadach ustalanych z udziałem instytucji i państw spoza wyspy. Dla narodu, który od pokoleń żyje z morza, byłaby to realna zmiana zakresu suwerenności.

Islandia już korzysta z dostępu do jednolitego rynku przez Europejski Obszar Gospodarczy i należy do strefy Schengen. Zwolennicy członkostwa wskazywali na szansę większej stabilności gospodarczej, niższych stóp procentowych oraz ewentualnego przyjęcia euro. Przeciwnicy odpowiadali, iż korzyści gospodarcze nie wymagają oddania Brukseli kolejnych kompetencji. Wynik potwierdził siłę tego argumentu.

Nie oznacza to zerwania z Europą. Islandczycy wybrali współpracę bez uruchamiania procesu, którego polityczna logika prowadzi do coraz głębszej integracji. To trzeźwy wybór małego państwa, świadomego wartości własnych zasobów.

Grenlandia i amerykańska presja

Rząd przyspieszył referendum, pierwotnie planowane na 2027 rok, po napięciach międzynarodowych wywołanych zapowiedziami Donalda Trumpa dotyczącymi przejęcia Grenlandii. Prezydent USA kilkakrotnie pomylił przy tym Grenlandię z Islandią. Dla mieszkańców wyspy nie była to błaha pomyłka, ponieważ państwo nie ma własnej armii i opiera bezpieczeństwo na NATO oraz relacjach ze Stanami Zjednoczonymi.

Spór o przyszłość Grenlandii pokazał, iż choćby sojusznik może używać języka presji wobec mniejszego narodu. Zwolennicy rozmów z UE przekonywali więc, iż bliższa integracja europejska da Islandii dodatkowe oparcie. Większość wyborców nie uznała jednak, by odpowiedzią na niepewność jednego sojuszu miało być przekazanie kompetencji drugiemu ośrodkowi.

Bezpieczeństwo nie może opierać się na jednym filarze

Wynik referendum nie usuwa problemu bezpieczeństwa w Arktyce. Islandia pozostaje członkiem NATO, a region nabiera znaczenia z powodu szlaków morskich, surowców i rywalizacji mocarstw. Debata o gotowości państw Sojuszu dotyczy także krajów, które nie utrzymują własnych rozbudowanych sił zbrojnych.

Lekcja dla Polski jest czytelna. Sojusze są potrzebne, ale nie zastępują własnej zdolności obrony interesów. Dotyczy to wojska, energii, żywności i strategicznych zasobów. Islandczycy pokazali, iż presja geopolityczna nie musi automatycznie prowadzić do federalizacji. Można odrzucić nacisk Waszyngtonu i jednocześnie nie oddawać kolejnych kompetencji Brukseli.

Naród zachował prawo do decyzji

Islandia złożyła wniosek o członkostwo w UE w 2009 roku, po kryzysie finansowym. Negocjacje trwały w latach 2010–2013, po czym zostały zatrzymane. Referendum z 29 sierpnia miało otworzyć tę drogę ponownie, a ewentualna umowa akcesyjna wymagałaby jeszcze drugiego głosowania. Wyborcy przerwali proces na pierwszym etapie.

Dla Polaków stawka wykracza poza islandzkie łowiska. Państwo, choćby niewielkie, zachowuje podmiotowość wtedy, gdy umie nazwać swój interes i nie wymienia go na mgliste obietnice ochrony. Islandczycy wybrali własny kurs. Bruksela musi ten wybór uszanować.

Źródła: Państwowa Komisja Wyborcza Islandii, rząd Islandii, Associated Press

Читать всю статью