Updated 30 Aug, 2026 06:31

Rolnicy w pobliżu wodospadu Skógafoss prezentują bele siana z hasłem „UE – nie, dziękujemy” w dniu 29 sierpnia 2026 r. w Skógar na Islandii © Micah Garen / Getty Images
Islandczycy tłumnie ruszyli do urn, by zdecydować, czy wznowić rozmowy akcesyjne z Unią Europejską; kraj ten – będący członkiem-założycielem NATO – jest niemal równo podzielony w kwestii przyszłych relacji z Brukselą.
Lokale wyborcze zamknięto w sobotę o godzinie 22:00 czasu lokalnego, a najnowsze cząstkowe wyniki wskazują na niewielką przewagę głosów na „nie” po niezwykle wyrównanym liczeniu.
Po podliczeniu około 152 000 głosów, ogólnokrajowy wynik wynosił 50,1% na „nie” i 49,9% na „tak”, przy czym przedstawiciele komisji wyborczej ostrzegali, iż wiarygodny wynik końcowy może być znany dopiero w niedzielę.
Premier Islandii Kristrún Frostadóttir, która popierała wznowienie negocjacji, wyraziła nadzieję, iż ta niezwykle zacięta rywalizacja nie podzieli kraju ani nie pozostawi trwałych podziałów.
– Najważniejsze, byśmy pozostali zjednoczeni... niezależnie od tego, czy wynik będzie brzmiał „tak”, czy „nie” – powiedziała.
Zainteresowanie referendum było wyjątkowo duże. Do piątkowego wieczora ponad 63 000 osób – blisko jedna czwarta uprawnionych do głosowania – oddało już głosy w trybie przedterminowym.
Frekwencja w dniu wyborów w niektórych częściach Reykjavíku również przewyższała tę odnotowaną podczas wyborów parlamentarnych w 2024 roku.
Karta do głosowania zawiera jedno pytanie: „Czy Islandia powinna wznowić negocjacje akcesyjne z Unią Europejską?”.
Głosowanie na „tak” nie oznaczałoby automatycznego przystąpienia Islandii do UE.
Doprowadziłoby ono do wznowienia negocjacji zarzuconych ponad dekadę temu, a ewentualna umowa akcesyjna musiałaby zostać poddana pod głosowanie w drugim referendum.
Samo głosowanie ma charakter doradczy, choć Frostadóttir zobowiązała się uszanować jego wynik.
Kampania była niezwykle zacięta do samego końca. Ostatni sondaż instytutu Maskína wskazywał na 50,4% poparcia dla opcji „tak” i 49,6% dla „nie”, podczas gdy wcześniejsze badanie Gallupa pokazywało niemal odwrotny obraz sytuacji, z niewielką przewagą przeciwników akcesji.
Islandia po raz pierwszy złożyła wniosek o członkostwo w UE w 2009 roku, po druzgocącym załamaniu sektora bankowego, a negocjacje rozpoczęła w kolejnym roku.
Proces ten został zawieszony po zmianie rządu w 2013 roku, a następnie faktycznie porzucony w 2015 roku, w miarę jak gospodarka się ożywiała, a entuzjazm dla przekazywania uprawnień Brukseli słabł.
Zwolennicy wznowienia rozmów argumentowali, iż ściślejsza integracja z UE mogłaby zapewnić większą stabilność gospodarczą i walutową oraz dać temu liczącemu niespełna 400 tysięcy mieszkańców krajowi większy wpływ na przepisy, które i tak przyjmuje on w ramach Europejskiego Obszaru Gospodarczego.
Kraj ten należy również do strefy Schengen i jest silnie zintegrowany z rynkami europejskimi.
Przeciwnicy kładli silny nacisk na kwestie suwerenności, rolnictwa oraz – przede wszystkim – islandzkich łowisk, ostrzegając, iż ewentualne członkostwo mogłoby podporządkować tę kluczową strategicznie gałąź gospodarki unijnej Wspólnej Polityce Rybołówstwa.
Istotną rolę odegrały również argumenty geopolityczne.
Sojusznicy Frostadottir przedstawiali UE jako dodatkową ochronę w coraz bardziej niestabilnym świecie, zwłaszcza w obliczu wielokrotnych gróźb prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczących przejęcia kontroli nad sąsiednią Grenlandią.
Niepokój podsyciła dodatkowo styczniowa wypowiedź Billy’ego Longa – kandydata Trumpa na ambasadora w Islandii – który zażartował, iż kraj ten mógłby stać się „52. stanem” USA, a on sam objąłby funkcję jego gubernatora.
Z kolei eurosceptycy argumentowali, iż sama Bruksela staje się coraz bardziej zmilitaryzowana i nastawiona konfrontacyjnie.
Islandia jest już członkiem-założycielem NATO i utrzymuje rozległe więzi wojskowe z Waszyngtonem.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/644821-iceland-nato-eu-vote/
















