Sławomir Cenckiewicz poinformował w mediach społecznościowych, iż policja i straż pożarna pojawiły się przed jego mieszkaniem na podstawie zgłoszenia "prowokatorów". Były szef BBN napisał, iż służby nie weszły do jego domu, gdyż udało im się do niego dodzwonić. Policja przekazała, iż po przyjeździe funkcjonariuszy nie potwierdzono zagrożenia.
Interwencja służb u Cenckiewicza. "Spektakularna, strażacy z dachu wbili się na balkon"

"Tak więc prowokatorzy sięgnęli również i po adres mojego prywatnego mieszkania i pod pozorem samobójstwa i zaczadzenia dzieci ściągnęli policję, straż pożarną a całe osiedle postawili na nogi! Interwencja była spektakularna bo strażacy z dachu osiedla wbili się na balkon…" - relacjonował w mediach społecznościowych Sławomir Cenckiewicz.
Cenckiewicz o "spektakularnej interwencji". Policja komentuje
Były szef BBN dodał, iż do akcji służb doszło podczas jego nieobecności w domu, a służby nie weszły do mieszkania, gdyż funkcjonariuszom udało się do niego dodzwonić.
- Policjanci otrzymali zgłoszenie o zagrożeniu i pojawili się pod wskazanym adresem wraz funkcjonariuszami Państwowej Straży Pożarnej i nie potwierdzili zgłoszenia i zagrożenia - powiedział w rozmowie z polsatnews.pl mł. asp. Bartłomiej Śniadała z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji.
ZOBACZ: Przesłuchanie Sakiewicza. Prokuratura o szczegółach
W dalszej części swojego wpisu Cenckiewicz zaapelował do premiera Donalda Tuska, szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego i ministra-koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka, aby "coś z tym zrobić".
"To nie są 'prywatne sprawy pana SC', Sakiewicza czy Republiki! Jestem w drodze do domu. Za dobre słowa i solidarność dziękuję!" - dodał, nawiązując do niedawnej interwencji policji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza, prezesa telewizji Republika.
Akcja policji, Cenckiewicz wymienia Sakiewicza. "To nie są prywatne sprawy"
W poprzedni piątek policjanci interweniowali, gdy Sakiewicz przebywał w mieszkaniu z asystentką, której po wejściu do lokalu funkcjonariusze nałożyli kajdanki. "Policja siłą wtargnęła do mojego domu i aresztowała asystentkę" - przekazał wtedy Sakiewicz.
Policja przekazała, iż funkcjonariusze "zastali kobietę, która nie chciała się przedstawić i współpracować", a "na czas wyjaśnienia sytuacji, mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki".
ZOBACZ: "Ważny interes publiczny". Policja zapowiada kroki ws. TV Republika
Jak się okazało, policja podjęła działania na podstawie fałszywej wiadomości o zagrożeniu życia i zdrowia ludzi, która miała na celu wywołanie reakcji służb ratunkowych.
"Po przeprowadzeniu niezbędnych ustaleń policjanci zakończyli interwencję. Nikt nie został zatrzymany" - przekazano wówczas.
"Czynności procesowe prowadzone są intensywnie, z wykorzystaniem wszystkich dostępnych narzędzi i zasobów. Policja współpracuje w tym zakresie również z podmiotami świadczącymi usługi informatyczne, w tym dostawcami Internetu. Pozostajemy także w ścisłej współpracy z Prokuraturą, do której przekazano materiały sprawy" - dodano w sobotnim komunikacie.













