Ja już jestem coraz starszy i z moją pamięcią jest nieco gorzej niż kiedyś, więc trudno mi przypomnieć sobie taki mecz Igi jak dziś z Chorwatką. To znaczy żeby Iga aż tak wisiała na włosku. Owszem. Był półfinał US Open 2022 z Sabalenką, był dramatyczny mecz z Osaką w drugiej rundzie RG’24, gdzie Japonka serwowała w trzecim secie przy stanie 5:4 i miała meczbol, było wiele wygranych meczów, gdzie się Idze na początku wyraźnie nie układało. Ale żeby przegrywać 0:1 po secie pierwszym i 2:5 z podwójnym przełamaniem w drugim, to takiej sytuacji nie pamiętam.
Nie oglądałem całego spotkania. Od pewnego czasu nie zrywam się już w nocy, żeby oglądać mecze z udziałem NDN-u. Włączyłem telewizor po szóstej przy stanie 4:6, 1:3. Przytłoczony wynikiem od razu zgasiłem. Po kilku minutach zobaczyłem w komórce, iż jest 4:5 (na szczęście minęło mnie to 2:5 z podwójnym przełamaniem) i 40:0 dla Igi. No to wypadało znów włączyć. I oglądałem już do końca spotkania. Może koncert to nie był, ale bardzo solidna gra na pewno. No i nie wiem czy nie pierwszy w karierze tie-break wygrany do zera! A potem bardzo spokojne i pewne zwycięstwo w secie trzecim. Choć i tu, w drugim gemie, miała miejsce zupełnie nikomu niepotrzebna, dekoncentracja.
Nie wiem jak to będzie w następnych meczach, bo Vekić to nie jest w tej chwili, jak wskazują osiągane przez nią wyniki, zawodniczka czołówki. choćby tej szerzej rozumianej. I na podstawie spotkania z Chorwatką nie można i nie warto wyrokować. Ponadto już w kolejnej rundzie Iga trafia na Jović, która jest aktualnie w naprawdę dobrej dyspozycji. Wygrała ostatni turniej w Guadalajarze (WTA 500), a poprzednio w Nowym Jorku odpadła dopiero w IV rundzie z Gauff. Więc łatwiej na pewno nie będzie. Ale jak się chce grać w listopadzie w Kalifornii, to trzeba wygrywać co i ile się da. Praktycznie wszystko. Nieważne czy z Jović, czy z Gauff czy z kimś jeszcze innym. A i to może nie wystarczyć, bo Muchova, która jest chyba ostatnią z tych, której wyprzedzenie przez Igę przed finałami wydaje się jeszcze realne, też nie zasypia gruszek w popiele. Wygrała wczoraj z Samsonową i w wyścigu o udział w MŚ wciąż ma nad Świątek aż 816 punktów przewagi (dane sprzed 5 minut).
Ale po takim spotkaniu, spotkaniu które się praktycznie przegrało, a gra się w turnieju dalej, można dużo zyskać. Głównie mentalnie. No i niech Iga zyskuje. Aż do niedzieli włącznie, bo chyba wtedy w Pekinie będzie miał miejsce kobiecy finał.
PS
Tymczasem za niecałą godzinę, też w Pekinie, swój półfinał zagra Hurkacz. Faworytem w meczu z De Minaurem nie będzie. Ale z Tienem czy Chaczanowem też nie był, a to on, a nie oni, wychodzi dzisiaj przeciw Australijczykowi.
No to, jak zwykle, po włosku: Forza Iga, forza HuHu!











