Tekst dr. Artura Wolskiego opublikowany z okazji 81. rocznicy zakończenia niemieckiej okupacji Piotrkowa Trybunalskiego rozczarowuje – i to tym bardziej, im wyższe są oczekiwania wobec jego autora. Mówimy bowiem o historyku i politologu, wykładowcy Akademii Piotrkowskiej, a nie o anonimowym twórcy informacji z lokalnego portalu.
Tymczasem otrzymujemy wpis – „81 rocznica wyrzucenia Niemców z Piotrkowa. Skończyło się ponad 5 lat okupacji hitlerowskiej” – który zamiast rzetelnej analizy historyczne,j operuje publicystycznymi skrótami, uproszczeniami i hasłami, znanymi raczej z internetowych komentarzy niż z warsztatu naukowego.
Już sam tytuł, posługujący się sformułowaniem „wyrzucenie Niemców z Piotrkowa”, ustawia narrację na poziomie języka potocznego i emocjonalnego. To określenie nie tylko nieprecyzyjne, ale i intelektualnie leniwe – rezygnujące z elementarnej odpowiedzialności terminologicznej, jakiej należałoby oczekiwać od zawodowego historyka. W tekście sygnowanym nazwiskiem naukowca takie skróty myślowe nie są stylistyczną swobodą, ale rezygnacją z dyscypliny pojęciowej.
Użycie zwrotu „wyrzucenie Niemców” pozwala postawić dr. Wolskiego w jednym szeregu z innym „dziennikarzem” – osobą pozbawioną zarówno tytułów naukowych, jak i elementarnej kultury historycznej, który pisała o „wyparciu Niemców”.
Jeszcze bardziej problematyczne jest bezrefleksyjne mieszanie faktu historycznego z oceną ideologiczną. Zakończenie okupacji niemieckiej w styczniu 1945 roku zostaje w tekście Wolskiego niemal automatycznie sprowadzone do tezy o „czerwonym terrorze” i nowej opresji, bez próby rozróżnienia etapów, mechanizmów czy realiów pierwszych powojennych miesięcy. To nie jest analiza – to schemat.
Historyk, zwłaszcza zajmujący się XX wiekiem, ma obowiązek oddzielać procesy od haseł, a zjawiska od publicystycznych etykiet. W tekście Wolskiego tego rozróżnienia zabrakło. Zamiast tego pojawia się narracja czarno-biała, pozbawiona niuansu, w której historia służy jedynie potwierdzeniu z góry przyjętej tezy.
Rażąca jest również powierzchowność opisu wydarzeń militarnych. Wyliczanie jednostek, strat czy kierunków natarcia – podane bez szerszego kontekstu – sprawia wrażenie przypadkowej kompilacji, a nie przemyślanego skrótu analitycznego. W efekcie tekst nie jest ani rzetelnym opracowaniem wojskowym, ani klarowną syntezą popularnonaukową.
Największym problemem tego artykułu jest jednak coś innego: brak ambicji poznawczej. Piotrków Trybunalski – miasto o złożonej historii okupacyjnej i powojennej – potraktowany został jako pretekst do powtórzenia znanych klisz, a nie jako przedmiot pogłębionej refleksji. Perspektywa lokalna, doświadczenie mieszkańców, realne skutki stycznia 1945 roku dla życia miasta – wszystko to ginie pod warstwą ogólników.
W rezultacie materiał, który mógł i powinien być rzetelnym, lokalnie osadzonym komentarzem historycznym, okazuje się powierzchowną publicystyką o charakterze ideowym, napisaną językiem uproszczonym i pozbawioną elementarnej precyzji analitycznej. W przypadku autora będącego nie tylko historykiem, ale także wykładowcą Akademii Piotrkowskiej, jest to kompromitujące. Tego rodzaju twórczość nie świadczy bowiem wyłącznie o poziomie konkretnego tekstu, ale pośrednio obnaża niski standard merytoryczny środowiska akademickiego, które ją toleruje i firmuje.
Nie chodzi tu o spór polityczny ani o różnice interpretacyjne, bo te są naturalnym elementem debaty historycznej. Chodzi o elementarny warsztat badawczy: odpowiedzialność za używane pojęcia, rozróżnienie faktu od publicystycznej tezy oraz szacunek dla czytelnika. Gdy wykładowca uczelni wyższej rezygnuje z tych podstaw, problem przestaje być jednostkowy i staje się pytaniem o realny poziom nauczania i kultury intelektualnej instytucji, w której pełni on funkcję dydaktyczną. W omawianym tekście tego standardu zabrakło w sposób niedopuszczalny.
Szczególnie rażący jest rozdźwięk między deklarowanym zapleczem źródłowym a faktycznym poziomem refleksji zaprezentowanym w tekście. Dr Artur Wolski informuje, iż artykuł został opracowany m.in. na podstawie „Dziejów Piotrkowa Trybunalskiego” – obszernego, liczącego 768 stron tomu, bogatego w materiał źródłowy i ilustracyjny, stanowiącego jedno z fundamentalnych opracowań historii miasta. Odwołanie się do takiej publikacji sugerowałoby ambicję syntezy, precyzję pojęciową i ostrożność interpretacyjną.
Tymczasem końcowe partie tekstu nauczyciela akademickiego całkowicie temu zaprzeczają. Zamiast wniosków wynikających z analizy źródeł pojawia się przywołanie publicystycznych tez w rodzaju: „wiele środowisk prawicowych podkreśla, iż to nie było wyzwolenie, ale początek kolejnej okupacji”, po czym następuje zestaw ideologicznych punktów – o „instalacji reżimu”, „nowej formie zniewolenia”, „terrorze Armii Czerwonej”, „sowietyzacji” i „kontynuacji podziału z 1939 roku”. To nie jest podsumowanie historyczne, ale mechaniczne powtórzenie gotowego schematu narracyjnego, funkcjonującego w debacie politycznej od lat.
Problem nie polega na tym, iż takie interpretacje istnieją – problem polega na tym, iż zostają one wprowadzone bez krytycznego namysłu, bez rozróżnienia porządków i bez odniesienia do lokalnego kontekstu Piotrkowa Trybunalskiego. W efekcie monumentalne dzieło historyczne służy tu jedynie jako dekoracja autorytetu, podczas gdy realne wnioski artykułu oparte są na myślowych kliszach, a nie na warsztacie badawczym.
To właśnie w tym miejscu tekst Wolskiego obnaża swoją zasadniczą słabość: pozór naukowości przykrywa ideologiczną tezę, a cytowanie poważnych opracowań nie przekłada się na jakość analizy. Dla wykładowcy Akademii Piotrkowskiej jest to szczególnie kompromitujące, ponieważ sugeruje nie tylko niedbalstwo autorskie, ale także instrumentalne traktowanie historiografii – jako zbioru argumentów do potwierdzania z góry założonych ocen, a nie pola rzetelnego namysłu.
Sam tytuł naukowy nie przesądza o tym, iż ktoś jest naukowcem w sensie warsztatowym. Teksty Wolskiego – powierzchowne, podszyte ideologią i źle udokumentowane – nie odpowiadają standardom, które powinny reprezentować wykładowcę choćby w trzeciorzędnej Akademii Piotrkowskiej.
W tej sytuacji nie jest przesadą postulować, by dr Wolski wrócił do tematów, które mieszczą się w jego warsztacie dziennikarskim i nie wymagają badawczej staranności: relacji z wypadków drogowych, efektów „Akcji Zima”, zmian w kursowaniu autobusów czy sprawozdań z „Męskiego Różańca” . W takich materiałach ryzyko poważnych błędów merytorycznych jest znacznie mniejsze, a poziom wymaganej refleksji – niższy.
→ I.R. Parchatkiewicz
18.01.2026
• collage: barma / Gazeta Trybunalska
• więcej tekstów autora: > tutaj
• więcej o Wolskim: > tutaj












