Państwa NATO i Unii Europejskiej naciskają na Hiszpanię i Grecję, by przekazały Ukrainie pociski przechwytujące Patriot PAC-2. Sprawa ma być omawiana 1 i 2 września podczas spotkań ministrów w Irlandii, ale decyzja nie zapadła. Dla Polski stawka jest jasna: pomoc Ukrainie nie może oznaczać osłabienia własnej obrony powietrznej.
Rozmowy o zapasach Patriotów
Madryt i Ateny mają jedne z większych zapasów pocisków Patriot wśród europejskich sojuszników Ukrainy. Według informacji Bloomberga część rakiet przechwytujących zbliża się do końca okresu eksploatacji. Na stole leży pomysł, by przekazać je na Ukrainę, zamiast później kierować do utylizacji. Sojusznicy zabiegają przede wszystkim o wariant PAC-2.
Temat trafił na rozmowy ministrów obrony i spraw zagranicznych 1 i 2 września w hrabstwie Wicklow w Irlandii. W spotkaniach uczestniczą przedstawiciele państw Unii Europejskiej, a także Ukrainy, Wielkiej Brytanii, Norwegii, Islandii i Szwajcarii. Nie ma jednak informacji o zgodzie Hiszpanii lub Grecji na transfer.
Norwegia jako pośrednik
Jedna z omawianych konstrukcji zakłada zakup pocisków przez Norwegię, a następnie przekazanie ich Kijowowi. Pozwoliłoby to uniknąć prostego darowania sprzętu i dać właścicielom zapasów środki na późniejsze odtworzenie zdolności. Szczegóły finansowe ani liczba rakiet nie zostały podane.
Mechanizm ma sens tylko wtedy, gdy stan techniczny pocisków pozwala na bezpieczne użycie, a ich oddanie nie tworzy luki w obronie państwa przekazującego. Kończący się resurs nie oznacza, iż rakieta jest zbędna. Do ostatniego dnia dopuszczonej eksploatacji może pozostawać elementem planu obronnego i zapasem na sytuację kryzysową.
Ateny bronią własnego nieba
Grecja już wcześniej sprzeciwiała się oddaniu rakiet Patriot, wskazując na własne potrzeby bezpieczeństwa i wieloletnie napięcia z Turcją. To argument, którego nie wolno lekceważyć. Sojusz nie polega na tym, iż jedno państwo pod polityczną presją rozbraja swoją obronę, a pozostali obiecują uzupełnienie braków w nieokreślonej przyszłości.
Hiszpania zapowiedziała na 2026 rok pomoc wojskową dla Ukrainy o wartości 1 mld euro. Wielkość wsparcia finansowego nie rozstrzyga jednak, czy konkretny zapas rakiet można bezpiecznie uszczuplić. Odpowiedzialność za obronę własnego terytorium pozostaje po stronie rządu w Madrycie.
Ukraina potrzebuje ochrony przed pociskami
Kijów domaga się kolejnych przechwytujących rakiet, ponieważ system Patriot ma szczególne znaczenie w obronie przed rosyjskimi pociskami balistycznymi. Europejskie poszukiwanie Patriotów dla Ukrainy pokazuje jednak szerszy problem: zapasy sojuszu są ograniczone, a produkcji nie da się zwiększyć samą deklaracją polityczną.
Wcześniejsze dostawy były często spóźnione i zbyt małe wobec skali rosyjskich ataków. Opisywaliśmy już, dlaczego Patrioty i Crotale trafiające na Ukrainę nie zamykają luki obronnej. Europa płaci dziś za lata zaniedbań przemysłu zbrojeniowego i przekonanie, iż zapas amunicji można zastąpić kolejnym dokumentem strategicznym.
Polska nie może oddawać zdolności potrzebnych do obrony
Polska ma własną, bezpośrednią granicę z obszarem wojny i odpowiada za istotny odcinek wschodniej flanki NATO. Nasze wyrzutnie oraz pociski muszą w pierwszej kolejności osłaniać polskie miasta, bazy, lotniska i infrastrukturę krytyczną. Spór o ryzyko dla polskiego nieba nie jest przejawem obojętności wobec Ukrainy, ale elementarnym pytaniem o hierarchię obowiązków rządu.
Rozsądna pomoc może obejmować finansowanie produkcji, wspólne zakupy oraz przekazywanie zapasów rzeczywiście nadmiarowych, z jednoczesnym kontraktem na szybkie uzupełnienie. Presja polityczna nie może zastąpić wojskowej kalkulacji. Każda stolica ma obowiązek policzyć własne potrzeby, bo w chwili próby za brak rakiet zapłacą jej obywatele.
Źródło: Bankier.pl, Bloomberg
Źródło: Bankier.pl
















