Ministrowie obrony UE obradują 31 sierpnia i 1 września w irlandzkim Wicklow, a Hiszpania i Grecja mają zostać wezwane do przekazania Ukrainie części pocisków Patriot. Kijów szacuje potrzeby przed zimą na 300 sztuk. Dla Polski stawka jest jasna: wspierać obronę Ukrainy, ale nie kosztem własnego nieba.
Patrioty na stole w Wicklow
Nieformalne spotkanie ministrów obrony państw Unii Europejskiej rozpoczęło się 31 sierpnia w hrabstwie Wicklow. Zgodnie z oficjalnym programem irlandzkiej prezydencji pierwsza sesja robocza 1 września dotyczy wsparcia dla Ukrainy. Obradom przewodniczą irlandzka minister obrony Helen McEntee i wysoka przedstawiciel UE Kaja Kallas.
Według Euronews Komisja Europejska ma naciskać zwłaszcza na Hiszpanię i Grecję, aby przekazały część zapasów pocisków przechwytujących systemu Patriot. Rozmowy mają charakter nieformalny, dlatego nie należy traktować ich jako zapowiedzi gotowej decyzji. Presja jest jednak realna, bo Ukraina potrzebuje amunicji zdolnej do zwalczania rosyjskich rakiet balistycznych.
Prezydent Wołodymyr Zełenski ocenił, iż przed kolejną zimą potrzebnych jest 300 pocisków przechwytujących. Jednocześnie dostawy spadają, a Rosja nasila uderzenia na ukraińskie miasta i infrastrukturę. Każda luka w obronie powietrznej oznacza większe ryzyko dla ludności cywilnej, energetyki i zdolności państwa do prowadzenia wojny.
Ateny i Madryt liczą własne zapasy
Grecja posiada sześć baterii Patriot, ale premier Kyriakos Mitsotakis odmawiał ich przekazania, wskazując na konieczność ochrony greckiej przestrzeni powietrznej. Obecna rozmowa dotyczy przede wszystkim pocisków, a nie całych baterii. To ważne rozróżnienie, choć nie usuwa problemu: wyrzutnia bez odpowiedniego zapasu amunicji jest zdolnością tylko na papierze.
Hiszpania wcześniej zadeklarowała pięć pocisków Patriot dla Ukrainy. Teraz Madryt ma usłyszeć oczekiwanie kolejnego ruchu. Oba państwa znajdują się jednak w regionie obciążonym własnymi napięciami. Grecja patrzy na wschodnie Morze Śródziemne, a deficyt amunicji dotyczy już całego NATO, nie wyłącznie frontu na Ukrainie.
Associated Press podała 27 sierpnia, powołując się na urzędników USA i NATO, iż amerykańskie zapasy zaawansowanych pocisków przechwytujących w Europie są na krytycznie niskim poziomie. Wojna z Iranem dodatkowo obciążyła rezerwy Stanów Zjednoczonych. Europa znalazła się więc w sytuacji, w której ten sam pocisk jest potrzebny do ochrony Kijowa, baz sojuszniczych i własnych miast państw NATO.
Pieniądze nie zastąpią gotowej amunicji
Unia zatwierdziła 6,1 mld euro na zakup dla Ukrainy obrony powietrznej i przeciwrakietowej, pocisków, amunicji oraz radarów. Finansowanie jest potrzebne, ale uchwała nie napełnia magazynów. Produkcja wymaga czasu, mocy przemysłowych i długich kontraktów. Zaniedbań z wielu lat nie da się odrobić jednym pakietem.
Ten sam deficyt opisywaliśmy już w analizie, dlaczego Europa liczy Patrioty dla Ukrainy, a Polska musi pilnować własnej tarczy. Obecny nacisk na Ateny i Madryt potwierdza, iż problem nie leży w braku deklaracji politycznych. Brakuje fizycznych pocisków i pewności, kiedy zapasy zostaną odtworzone.
Polska racja stanu wymaga dwóch zabezpieczeń
Rosyjska ofensywa rakietowa na Ukrainie jest zagrożeniem również dla Polski. Zatrzymywanie rosyjskich pocisków dalej od naszej granicy ogranicza swobodę Moskwy i pomaga utrzymać ukraińskie państwo zdolne do walki. To leży w naszym interesie narodowym.
Warszawa nie może jednak zgodzić się na prosty mechanizm opróżniania magazynów wschodniej flanki bez natychmiastowego uzupełnienia. Polska powinna popierać dostawy dla Ukrainy, a równocześnie żądać pierwszeństwa w odbudowie zapasów, zwiększenia produkcji i trwałej obecności obrony sojuszniczej na naszym terytorium. Bez tego solidarność zamienia się w rachunek wystawiony państwom najbardziej narażonym na rosyjską presję.
Spór o hiszpańskie i greckie pociski obnaża wieloletnią słabość europejskiej polityki obronnej. Mówiono o strategicznej autonomii, ale nie zbudowano odpowiednich magazynów. Dziś rozsądna polityka musi połączyć pomoc Ukrainie z twardą ochroną Polski. Jedno bez drugiego oznaczałoby ryzyko, na które nie możemy sobie pozwolić.
Źródła: Euronews, irlandzka prezydencja w Radzie UE, Associated Press, Kresy.pl.
Źródło: Kresy.pl














