Hiszpania bezradna wobec okupas, brutalna dla staruszki

magnapolonia.org 3 часы назад

Hiszpanią wstrząsnęła śmierć 87-letniej Maricarmen Abascal, kobiety, która przez ponad siedem dekad mieszkała w tym samym mieszkaniu w madryckiej dzielnicy Retiro. We wrześniu została eksmitowana. Policja i służby, które są bezradne wobec imigrantów i tzw. „okupas” wykonały decyzję sądu, a starszą, schorowaną kobietę wyprowadzono z mieszkania na noszach. Kilka tygodni później Maricarmen zmarła w szpitalu. Nie ogłoszono oficjalnie bezpośredniej przyczyny jej śmierci, ale wiadomo, iż po eksmisji trafiła do szpitala z powodu skrajnego wyczerpania, stresu i lęku. Jej historia stała się symbolem i wywołała masowe protesty.

Hiszpania jest bezradna wobec okupas, ale brutalna dla staruszki. Nie sposób patrzeć na tę historię wyłącznie jak na pojedynczy dramat lokatorki. Jest ona bowiem symbolem dla państwa, które przez lata rozbudowywało system socjalnych regulacji, mnożyło deklaracje o ochronie lokatorów i przekonywało obywateli, iż lewicowe państwo opiekuńcze jest najlepszą odpowiedzią na problemy społeczne. Tymczasem kiedy przychodzi moment próby, okazuje się, iż cały ten system potrafi być bezwzględny wobec człowieka, który znalazł się w sytuacji skrajnej.

Skrajnie lewicowy rząd Pedro Sáncheza od lat przedstawia się jako obrońca zwykłych ludzi przed wielkim kapitałem, funduszami inwestycyjnymi i spekulantami. A jednak w przypadku Maricarmen państwo nie zdołało zapewnić jej rozwiązania, które pozwoliłoby 87-letniej kobiecie przeżyć spokojnie ostatnie lata życia w miejscu, które było jej domem od 1956 roku.

Hiszpania stworzyła system, w którym państwo jest jednocześnie niezwykle aktywne w regulowaniu rynku mieszkaniowego i zadziwiająco bezradne w sytuacji, gdy potrzebne jest po prostu znalezienie ludzkiego rozwiązania.

Jak to możliwe, iż państwo dysponujące potężną administracją, służbami socjalnymi, aparatem sądowym i rozbudowanym systemem świadczeń nie było w stanie zagwarantować 87-letniej kobiecie dachu nad głową bez wywoływania scen przypominających operację policyjną? Jak to możliwe, iż człowiek w podeszłym wieku może zostać wyprowadzony ze swojego domu na noszach, podczas gdy politycy przez lata zapewniają, iż ich nadrzędnym celem jest ochrona najbardziej potrzebujących?

To szczególnie gorzkie pytania w państwie, w którym problem tzw. okupas, czyli nielegalnego zajmowania cudzych nieruchomości, od lat wywołuje ogromne emocje. Debata wokół okupas stała się jednym z symboli niewydolności hiszpańskiego państwa w ochronie prawa własności. Rządzący odpowiadają, iż problem jest „złożony”, a prawo już przewiduje instrumenty ochrony właścicieli. Faktem pozostaje jednak, iż w 2026 roku hiszpański parlament musiał zajmować się kolejnymi projektami mającymi usprawnić walkę z nielegalnym zajmowaniem nieruchomości.

Powstaje więc obraz państwa pełnego sprzeczności. Z jednej strony zwykły właściciel mieszkania może przez długi czas zmagać się z problemem nielegalnego zajęcia nieruchomości, a z drugiej strony aparat państwa potrafi z całą stanowczością wykonać eksmisję 87-letniej kobiety, która mieszkała w swoim lokalu od czasów, gdy Hiszpania wyglądała zupełnie inaczej niż dzisiaj.

To nie jest argument za tym, żeby pozwalać komukolwiek bezprawnie zajmować cudzą własność. Jest dokładnie odwrotnie. Państwo powinno być jednocześnie bezwzględne wobec bezprawia i rozsądne wobec ludzi znajdujących się w dramatycznej sytuacji życiowej. Problem polega na tym, iż hiszpański system najwyraźniej ma coraz większy kłopot z osiągnięciem jednej i drugiej rzeczy naraz.

Lewica uwielbia opowiadać o państwie, które ma chronić obywatela przed pazernym, kapitalistycznym rynkiem. Tyle iż rynek mieszkaniowy nie znika dlatego, iż uchwali się kolejne regulacje. jeżeli mieszkań brakuje, czynsze rosną, a buduje się zbyt mało, samo dokładanie kolejnych ograniczeń nie rozwiąże problemu. Hiszpania już dziś walczy z ogromnym deficytem mieszkań, a według szacunków może on sięgnąć miliona lokali do 2028 roku. Ceny najmu w ciągu dekady niemal się podwoiły.

W tej sytuacji państwo zamiast ułatwić zwiększenie podaży mieszkań, ułatwić ich budowę i ewentualnie tworzyć realny zasób mieszkań komunalnych, coraz częściej próbuje administracyjnie regulować skutki własnej polityki, tłamsząc prywatną inicjatywę.

Najbardziej kuriozalne jest jednak to, iż po śmierci Maricarmen hiszpańscy lewacy znów obiecują reformy. Rząd Sáncheza przedstawił nowe rozwiązania mające chronić osoby zagrożone eksmisją i zwiększyć dostępność mieszkań. Wcześniejsze propozycje mieszkaniowe rządu zostały jednak odrzucone w Kongresie. Teraz, pod presją ulicy i przedterminowych wyborów, temat stał się jednym z najważniejszych punktów hiszpańskiej polityki.

Historia pani Maricarmen pokazuje więc coś znacznie ważniejszego niż jeden spór o mieszkanie. Pokazuje państwo, które przez lata próbowało być odpowiedzią na wszystkie problemy społeczne, a ostatecznie samo stało się częścią problemu. Kiedy 87-letnia kobieta opuszcza swój dom na noszach, a kilka tygodni później umiera, trudno nie zapytać, czy państwo, które miało być opiekuńcze, nie okazało się po prostu bezduszne. Tak jest zawsze, gdy w jakimś kraju rządzi lewica. Nie ma od tego wyjątków.

Polecamy również: Bartoszewski złodziejem? Komisja sejmowa nie ma złudzeń

Читать всю статью