To coś podobnego jak „okey” – makaronizm zaśmiecający mowę polską. Tym razem spolszczono także słowo angielskie – hate oznaczające nienawiść ze wszystkimi jej implikacjami. W postaci zaadaptowanej do języka polskiego wyraża ono akt wrogości, chęci pognębienia, choćby oczernienia bliźniego. Przy tym w krytyce stosowanej wobec konkretnej osoby nie odróżnia się zawartej w niej prawdy od rzeczywistych racji stojących za krytyką. Żeby nie sięgać zbyt daleko, sławna pod pewnym względem pani Mróz-Gorgoń żali się z powodu hejtu, jaki ją dotyka, tymczasem jest to uzasadniona krytyka jej budzących dezaprobatę poczynań „naukowych” na temat Marki Polska. bo tak powinno brzmieć hasło promujące to, co polskie. Otóż nasuwa się zaraz inny casus bardziej adekwatny przy wyjaśnianiu czym jest hejt. Oto wyczyn Newsweeka: „Aż trudno uwierzyć”! Newsweek grzmi o prezydencie Nawrockim. Poszło o… notatnik. Prezydent Karol Nawrocki spotkał się z przedstawicielami świata nauki, sztuki i mediów, a „Newsweek” postanowił zrobić z tego niemal sensację. Powód? Zamiast politycznych fajerwerków głowa państwa miała przyjść na spotkanie z… notatnikiem, słuchać, zapisywać uwagi i zadawać pytania. Tygodnik opisał to w tonie, który wywołał falę kpin w sieci. Internauci gwałtownie zauważyli, iż „szokujące” zachowanie prezydenta sprowadzało się do tego, iż był przygotowany do rozmowy. (Anna Zyzak). To nie tylko styl tego pisma, ale miara ocen obecnej lumpenelity (Anna Pawełczyńska), która nie widzi nic złego w tym, iż ktoś ze stanowiskiem profesorskim (nie mylić z tytułem) podaje jako swoją analizę produkt IE. Ale rozdziera szaty, bo ktoś inny poważnie traktuje swych rozmówców. Bo tak właśnie postąpił Prezydent. Wytykanie mu tego, to właśnie jest hejt, a nie jak ocena wyczynu pani profesor. Żurek aż 100 prokuratorów zmobilizował, by ścigali niechętnych Ukraińcom, będąc niewrażliwym na nienawiść jaką manifestują media polskojęzyczne wobec Polaków (ostatnio „Wyborcza” o polskiej winie za rzeź wołyńską). I na takiej naukowości żeruje fala kłamstwa i bylejakości najgorszy rodzaj hejtu, bo fala ta jest dziś widoczna gołym okiem, ogłupiając społeczeństwo i obrzucając błotem ludzi, którzy chcą Polskę od tego błota osłonić.
Do wyborów 2027 r. „znaczna część elektoratu trzynastogrudniowej władzy do szczęścia nie potrzebuje niczego poza utrzymaniem się Donalda Tuska u władzy. I ewentualnie nieustannych pogróżek oraz prześladowań PiS”. „Rzadko kto się zastanawia, jak tragikomiczny to widok – parodii liberalnego społeczeństwa obywatelskiego”. Gawkowski tylnymi drzwiami zamontował w Polsce haniebną praktykę promowania związków homoseksualnych nazywanych w sposób bluźnierczy małżeństwami. Bo Unia Europejska jest pomad Dekalogiem i ludzką naturą!?
To wszystko nic, gdy zważy się jak bezmiar afer, kradzieży, nieudanych inwestycji, kłamstw już nie tylko w wykonaniu Tuska, ale także jego alter ego ministra obrony i innych peeselowców, a przy tym bankructwa państwa nie może przebić stwardniałych mózgownic „twardego elektoratu” Tuska, by wreszcie wygasić nadzieje tegoż na dalsze przygotowywanie Polski pod kolejny rozbiór? Może uda się wsunąć w buty Prezydenta aferę Zondakrypto, co powierzono Giertychowi i Jackowi Dubois. Ale zbytnio na to liczyć nie mogą, bo wiadomo jaką ci mecenasi cieszą się opinią. Muszą się też liczyć z tym, iż a nuż „żelazny elektorat” nawali?! Wtedy nie pomoże ani Żurek ani Tusk, ani Giertych. Przecież choćby najgłupsi wielbiciele Tuska muszą w końcu dostrzec, iż kupony od tego szkodzącego Polsce interesu odcinają tylko wybrani przez niego celebryci. Cała reszta to ślepy i głuchy tłum.
Beznadziejność wychyla swe mroczne oblicze z każdego kąta. A nuż jakiś zryw narodu wymiecie śmieci?. Ale jakże to ma uczynić skoro trucizna wciska się w żywą tkankę Narodu? Istnieje także obawa, iż choćby jeżeli w wyborach zwycięży ta część narodu, która dziś musi bezradnie się przypatrywać, jak niszczeje dorobek obecny jeszcze za rządów PiSu, a perspektywa obrastania w piórka nomenklatury koalicyjnej i ubożenia Polski nabiera coraz szybszego tempa? Odrobienie strat poniesionych po 2023 roku wymagać będzie ogromnego wysiłku i czasu. PiSowi mimo, iż Tusk skupia całą swą inwencję na mściwej nagonce, nie zdołano udowodnić nieudolnie kleconych oskarżeń. Ściganie ludzi za to, iż zdaniem Tuska, źle wydawali pieniądze publiczne, czego dowieść nie mogły jakże kosztowne komisje sejmowe, żeby wymienić tylko tę, w której rej wodziła pani Sroka, także okazało się tylko chwytem piarowym. Ludziom z opozycji zabierano immunitety, a cieszą nimi podejrzani o ciemne interesy. Panowie Ziobro i Romanowski nie mogą liczyć na uczciwe procesy, zmuszeni szukania azylu poza krajem.
Kiedy ekipa Tuska pożegna się z władzą, kolejny raz bezprawie, zemsta, bezkarność według doktryny Neumanna nie zostaną ukarane, bo ileż czasu i nakładu sił wymagać będzie oczyszczenie tej stajni Augiasza, jaką Polska stała się pod rządami Tuska, w których szarogęsili się ludzie bez wiedzy, talentu i twórczej inicjatywy, zaspakajając tylko autorytarne zapędy Unii Europejskiej? Jad rozpadu przez cały czas będzie toczył nasze życie publiczne. Dopóki ambicje rozpierać będą kolejnych „führerów” kanapowego partyjnictwa naprawa Polski napotykać będzie na skuteczny, niestety, opór sejmowych trolli, a reformy tak pilnie wyczekiwane, będą trafiać do zamrażarek, obsługiwanych przez kolejnych czarzastych.
Oby obawy te były płonne! I oby słowo hejt zniknęło ze słownika języka polskiego. Potrzebne jest zwycięstwo podobne do tego z roku 1920.










