Książka Donalda Trumpa „Sztuka negocjacji”. Można ją kupić w wersji papierowej na www.amazon.pl lub pobrać wersję elektroniczną za darmo z archiwum internetowego: https://archive.org/details/TrumpTheArtOfTheDeal/
Wyjaśniło się wreszcie, o co chodzi z tą Grenlandią. Zresztą zdrowy rozsądek cały czas na to wskazywał i byli tacy, którzy od początku się orientowali w sprawie. Uważni obserwatorzy podczas tego straszliwego konfliktu widzieli, jak Dania spokojnie prowadziła z USA interesy, kupując uzbrojenie za miliardy dolarów. Zatem trudno było mówić o ochłodzeniu stosunków. Dane były cały czas dostępne na oficjalnych stronach internetowych rządu USA, czyli również dostępne dla rzekomych ekspertów i tych pseudodziennikarzy, którym chciałoby się zajmować dziennikarstwem. O dwustronnych kontraktach zbrojeniowych pisały także czasopisma specjalistyczne dostępne dla wszystkich.
Szczegóły transakcji nie zostały ujawnione, więc nie wiadomo, ile zawarto w nich warunków, rabatów i upustów ani na jaką skalę. Jednakże Stany Zjednoczone zatwierdziły co najmniej sześć dużych umów zbrojeniowych z Danią w ciągu sześciu tygodni, począwszy od połowy listopada 2025 r. Obejmują one 318 mln USD na pociski AIM-9X (14 listopada), 730 mln USD na pociski AIM-120C-8 (11 grudnia), 951 mln USD na pociski AMRAAM-ER (23 grudnia), 1,8 mld USD na samoloty P-8A (29 grudnia), 45 mln USD na pociski Hellfire (8 stycznia 2026 r.). To jest kolosalny wzrost w porównaniu z latami poprzednimi.
Po groteskowych akcjach bezsilnych Europejczyków i burzliwych reakcjach mediów po cichu została zawarta dwustronna umowa. Powiedział o niej Donald Trump dopiero podczas wystąpienia na WEF. Szczegóły techniczne umowy pozostają nieznane z oczywistych powodów, gdyż chodzi o obronność. Oto warunki tak zwanych ram umowy, na podstawie postów Trumpa, przecieków od amerykańskich urzędników i doniesień mediów korporacyjnych:
Umowa obejmuje więcej niż Grenlandię i USA. Obejmuje NATO, prawa do budowy tarczy antyrakietowej Złota Kopuła i rozciąga się na całą Arktykę będącą poza kontrolą Rosji.
Stany Zjednoczone nie będą właścicielami wyspy, ale otrzymają strefy suwerenności, na których będą mogły budować bazy wojskowe i być może prowadzić inną działalność, np. górniczą lub badawczą.
Stany Zjednoczone w jakiś sposób wezmą udział w rozwoju wydobycia pierwiastków ziem rzadkich lub będą je kontrolować.
Chiny i Rosja nie mają wstępu do Grenlandii.
Stany Zjednoczone nie płacą Danii ani Grenlandczykom, a przynajmniej nie wspomniano o żadnych płatnościach.
Trump powiedział, iż umowa będzie miała nieokreślony okres obowiązywania, czyli będzie stała.
Gdzie jest tu to straszliwe łamanie prawa międzynarodowego i suwerenności, o którym najgłośniej krzyczeli europejscy niewybrani władcy z upodobaniem łamiący prawo i suwerenność państw unii? Na dobrą sprawę jest to potwierdzenie stanu, jaki powstał podczas II wojny światowej i trwał do dzisiaj. W 1940 roku 9 kwietnia po całych 6 godzinach zaciekłej obrony armia niemiecka opanowała Danię. niedługo potem pojawiła się też na Grenlandii.
Wtedy duński ambasador wbrew kolaboracyjnemu rządowi podpisał z USA porozumienie o amerykańskim protektoracie nad Grenlandią, co niedługo stało się faktem. Po wojnie wyspa została „zwrócona” Danii, ale chyba nie potrzeba nikogo przekonywać, iż to nie militarna potęga Królestwa Danii powstrzymuje Chiny lub Rosję od zajęcia tego terytorium. Podobnie jak to nie armia Królestwa Norwegii powstrzymuje je od ściślejszego zainteresowania się archipelagiem Svalbard.
Karzełki mogą sobie administrować psimi zaprzęgami i ruchem turystycznym, a choćby prowadzić badania i eksplorację ropy, ale gdy w grę wchodzą interesy mocarstw, mają kilka do gadania. Moim zdaniem tak jak Rosja miała prawo się bronić przed umieszczeniem baz NATO na Ukrainie, tak USA mają prawo dążyć do kontroli nad terytoriami kluczowymi dla ich bezpieczeństwa. Kto myśli inaczej jest ofiarą złudzeń.
Dobrze jest pamiętać, co się działo, gdy ZSRR próbował wykorzystać Kubę do ulokowania swoich rakiet blisko USA. Od czasów JFK technika poszła naprzód i rakiety pokonują większe odległości w krótkim czasie, a to właśnie czas na reakcję jest kluczowym elementem obrony. Zatem skuteczna obrona wymaga coraz większych odległości.
Paradoksalnie w pewien sposób amerykańska obecność na Grenlandii zwiększa nasze bezpieczeństwo, gdyż stabilizuje status quo i odsuwa groźbę III wojny światowej, na której skraj zaprowadził nas wychwalany przez media demencyjny figurant Joe Biden. Sterowany przez niewidocznych globalistów i lobbystów przemysłu zbrojeniowego zaspany Joe, zaniedbując ochronę granic USA, równocześnie drażnił Rosję i Chiny w pobliżu ich granic. To nie mogło skończyć się dobrze, ale dla globalistów zysk i władza nad światem są ważniejsze od losów miliardów ludzi.
Powinniśmy pamiętać, iż Polska miała być po Ukrainie kolejnym polem walk w celu osłabienia Rosji bez angażowania armii amerykańskiej. Artykuł 5. paktu NATO nic by nam nie pomógł. W warszawskim namiocie Joe bałakał z telepromptera do polskich parlamentarzystów swoje podobno historyczne słowa, szykując rzucenie nas przeciwko Rosji. A te głupole i bezdennie ciemni dziennikarze kazali nam się zachwycać pajacykiem globalistów. Nie oddamy ani guzika.
Niech żyje wieczna nienaruszalna przyjaźń i kooperacja pomiędzy narodem radzieckim i kubańskim. Wtedy Kuba, teraz Wenezuela.
Obecna umowa wygląda całkiem rozsądnie, więc można się zapytać, w jakim celu Trump opowiadał o kupnie Grenlandii lub przejęciu jej siłą? Tymczasem to jest klasyka sztuki zawierania transakcji w wydaniu Trumpa. W wielkim skrócie można jeden z jej elementów streścić następująco.
Trump czegoś chce, czemu druga strona jest bardzo oporna, zatem na wstępie prosi o dziesięć razy więcej, a wtedy druga strona wpada w furię lub przerażenie. Przeżywają to intensywnie i obnoszą się ze swoimi emocjami, aż stanie się to wielkim newsem. W końcu składają mu ofertę, na którą on się łaskawie zgadza. Ta oferta jest mniej więcej tym, na co mogliby umówić się od samego początku, działając racjonalnie, ale są zadowoleni, bo myślą, iż uniknęli najgorszego. A bałwany z mediów wtórują.
Co rusz pojawiają się różne tego typu newsy. Media, politycy i oczywiście eksperci coś tam bajdurzą, a potem okazuje się, iż chodziło o całkiem coś innego. Zanim towarzystwo ochłonie, Trump już podąża w innym kierunku, pojawiając się tam, gdzie nikt się go nie spodziewa. Po jakimś czasie wyłania się obraz, iż to wszystko było tylko przygotowaniem gruntu pod coś znacznie większego.
Tymczasem podobnie jak w opisanym powyżej przypadku Grenlandii kluczowa wiedza często leży na widoku, dostępna dla wszystkich. I gdyby eksperci i dziennikarze okazali nieco pokory, uznając swoją niewiedzę oraz poważnie zabrali się do swojej pracy, zamiast powtarzać propagandę, ich oceny mogłyby być bliższe rzeczywistości.
Ważnym elementem układanki jest wydana w 1987 roku książka Donalda Trumpa pod tytułem Sztuka negocjacji (The Art of The Deal). Zdjęcie okładki książki można podziwiać na początku tego posta. Złośliwcy będą twierdzić, iż Trump sam nic nie napisał, a prawdziwym autorem jest Tony Schwartz. Jednakże niewątpliwie siłą sprawczą był Trump, choćby o ile nie stukał osobiście w klawisze, to dyktował. Widać po przeczytaniu dowolnego kawałka książki, gdyż styl Trumpa jest szczególny i trudny do podrobienia. Zresztą Trump jest autorem dziesięciu innych książek z innymi autorami i za każdym razem pojawiały się podobne zarzuty. Po współautorach słuch zaginął.
Cały drugi rozdział Sztuki negocjacji poświęcony jest, niespodzianka!, właśnie sztuce negocjacji, tak jak ją widzi i stosuje Trump. Zatem wyjaśnia wiele tym zdolnym do czytania ze zrozumieniem. Osoby władające angielskim zachęcam do przeczytania fragmentów książki, natomiast tutaj zamieszczam streszczenie rozdziału drugiego. prawdopodobnie w działaniach Trumpa czytelnicy rozpoznają elementy z poniższej listy pomimo wysiłków mediów dążących do zafałszowania obrazu.
Filozofia negocjacji Donalda Trumpa — główne zasady z The Art of the Deal
Myśl na wielką skalę (Think Big)
Trump odrzuca małe ambicje. Uważa, iż energia, czas i wysiłek potrzebne na średni projekt są niemal takie same jak na ogromny, więc warto celować wysoko.
Wielki cel przyciąga uwagę, partnerów i kapitał.
Chroń się przed negatywizmem i pesymizmem
Otoczenie pełne sceptyków i „realistów” może zabić entuzjazm.
Trump uważa, iż wiara w sukces i pewność siebie działają jak samospełniająca się przepowiednia.
Miej opcje — nigdy nie bądź zablokowany jedną drogą
Najgorsza pozycja negocjacyjna to brak alternatywy.
Trump zawsze rozwijał różne scenariusze: dzięki temu mógł powiedzieć „nie” bez strachu przed stratą.
Używaj leverage (przewagi, dźwigni)
Negocjuj z pozycji siły — prawdziwej lub wykreowanej percepcyjnie.
Czasem wystarczy przekonanie drugiej strony, iż masz lepsze opcje, żeby zmienić dynamikę rozmów.
Bądź nieprzewidywalny, nie odsłaniaj się całkowicie
Ludzie próbują odczytać twoje intencje — jeżeli jesteś przejrzysty, mogą cię ograć.
Trump często stosuje strategiczną mgłę: połowiczne informacje, zaskakujące zwroty, testowanie reakcji.
Negocjacje to teatr — wykorzystuj emocje i wizerunek
Równie ważne, jak fakty są percepcja, ton głosu, gesty i dramaturgia sytuacji.
Trump uczynił z negocjacji show, by wpływać na psychikę partnerów.
Znasz swoją wartość, ale szanuj fakty
Trump podkreśla siłę pewności siebie, jednakże zawsze zbiera fakty, dane i liczby.
Wiedza o każdym detalu inwestycji czy projektu pozwalała mu „przycisnąć” partnerów bez emocji.
Nie zakochuj się w transakcji
Emocjonalne przywiązanie do jednego dealu to śmierć negocjatora.
Trump potrafi odejść od stołu choćby w ostatnim momencie.
Wykorzystuj media jako narzędzie nacisku
Słynne „kontrolowanie narracji”: Trump rozumie, iż opinie publiczne wpływają na decyzje inwestorów i polityków.
Buduje wizerunek zwycięzcy, który sam w sobie daje przewagę w kolejnych negocjacjach.
Zawsze myśl długoterminowo — ale działaj szybko
Trump łączy dwie na pozór sprzeczne cechy: strategiczne planowanie i błyskawiczne decyzje.
Uważa, iż zdecydowanie jest walutą siły.
Zadbaj o wizerunek twardego, ale sprawiedliwego partnera
Ludzie muszą wiedzieć i wierzyć, iż dotrzymujesz słowa — choćby jeżeli jesteś bezwzględny w negocjacjach.
To daje ci reputację, która działa jak kredyt zaufania przy kolejnych transakcjach.
Zwycięża ten, kto kontroluje rytm rozmów
Trump często przeciąga rozmowy, zmienia tempo, albo nagle działa błyskawicznie — by dezorientować drugą stronę.
Czas jest narzędziem negocjacyjnym, a nie neutralnym czynnikiem.
Negocjacje to sztuka postrzegania. jeżeli druga strona wierzy, iż potrzebuje cię bardziej niż ty jej — już wygrałeś.
Jak wspomniałem, Trump jest współautorem innych książek. Na CIA-pedii w haśle o książce Sztuka powrotu można przeczytać takie komentarze ówczesnych mediów:
Fred Andrews z „The New York Times” napisał: „Ten człowiek łączy wyobraźnię z siłą. Gdyby tylko potrafił trzymać język za zębami” i zauważył, iż „Trump ciągle powtarza oczywiste rzeczy, jakby jego spostrzeżenia były oryginalne lub ważne”[14]. Tymczasem Craig Offman z „Salon” zauważył, iż Trump „przyznaje, iż cierpi na jeszcze większe polityczne obciążenie: uczciwość” [15] .
Jak to się ma do obecnej nieustannej nagonki. Mogą sobie gadać, co chcą, ale jakby uważnie przeczytali jego książki, mogliby sami więcej zrozumieć i przestać nam wciskać ciemnotę. Jednak propaganda jest ważniejsza. Czy po tym, jak Trump wykazał nicość carycy Europy jaśnie Ursuli von der Leyen i paru innych przywódców jakiekolwiek europejskie media mogą pisać o nim obiektywnie?
Dziękuję za lekturę Substacka Jacka! Subskrybuj za darmo, aby otrzymywać nowe posty i wspierać moją pracę.













