NATO i europejscy partnerzy naciskają na Grecję oraz Hiszpanię, by przekazały Ukrainie pociski lub elementy systemów Patriot. Informacje o ponowionej presji pojawiły się 31 sierpnia, ale Ateny i Madryt nie ogłosiły decyzji. Dla Polski oznacza to trudny rachunek: pomoc Kijowowi nie może rozbroić wschodniej flanki Sojuszu.
Grecja i Hiszpania mają zasoby, których szuka Kijów
Europejscy sojusznicy i NATO ponownie kierują uwagę na Grecję i Hiszpanię. Oba państwa dysponują systemami Patriot, a Ukraina pilnie potrzebuje pocisków zdolnych zwalczać rosyjskie rakiety balistyczne. Według doniesień Bloomberga rozmowy dotyczą zasobów, które Ateny i Madryt mogłyby przekazać bez trwałego pozbawienia się własnej obrony powietrznej. Żaden z dwóch rządów nie podał jednak, iż zgodził się na transfer.
Grecja już w lipcu znajdowała się pod naciskiem sojuszników. Ukraińska prośba miała obejmować do 200 starszych pocisków PAC-2 używanych przez greckie siły powietrzne. Wcześniejsze rozmowy o przekazaniu części spośród sześciu greckich baterii nie przyniosły porozumienia. Ateny argumentują, iż Patrioty są potrzebne do ochrony własnego terytorium i zobowiązań sojuszniczych.
Rosyjski ostrzał nie daje czasu
Potrzeby na Ukrainie są realne. Patriot należy do nielicznych zachodnich systemów zdolnych przechwytywać rosyjskie pociski balistyczne. Każdy brak pocisków oznacza większe ryzyko dla miast, elektrowni i infrastruktury wojskowej. NATO podkreśliło w sierpniu, iż bezpieczeństwo Ukrainy wzmacnia bezpieczeństwo państw Sojuszu. To nie jest slogan. Rosja wiąże ukraińską obronę, a zarazem sprawdza odporność Europy.
Problem polega na skali zapasów. Produkcja rakiet nie nadąża za potrzebami Ukrainy, zamówieniami państw NATO i zużyciem pocisków w innych regionach świata. Program rozwoju PAC-3 i zwiększenia produkcji daje perspektywę na przyszłość, ale wojna trwa dziś. Dlatego europejskie stolice liczą każdą baterię i każdy sprawny pocisk.
Południe Europy też ma własne obawy
Grecja patrzy na napięcia z Turcją, bezpieczeństwo wysp i wschodnią część Morza Śródziemnego. W sierpniu przeniosła baterię Patriot na Kretę w związku z zagrożeniem dla bazy w zatoce Suda. Hiszpania również nie chce oddawać zdolności bez gwarancji szybkiego uzupełnienia sprzętu. Te argumenty należy traktować poważnie. Państwo odpowiedzialne za obronę własnych obywateli nie może opierać się na obietnicy, iż luka zostanie kiedyś wypełniona.
Nie zwalnia to bogatszych państw południa Europy z solidarności. Ciężar pomocy dla Ukrainy przez lata spoczywał w dużej mierze na krajach położonych bliżej Rosji oraz na Niemczech i państwach nordyckich. jeżeli Grecja lub Hiszpania mają pociski, których część może bezpiecznie przekazać, powinny przedstawić uczciwy bilans i warunki zastąpienia zapasów. Presja zza zamkniętych drzwi nie zastąpi wspólnego planu produkcji.
Polska nie może oddać własnej tarczy
Warszawa ma szczególne położenie. Jesteśmy państwem frontowym NATO, zapleczem logistycznym dla Ukrainy i możliwym celem rosyjskich prowokacji. Polska pomoc dla Kijowa służy naszemu bezpieczeństwu, ale granicą musi pozostać zdolność obrony polskiego nieba. Wcześniejsza dyskusja o Patriotach dla Ukrainy pokazała, iż nie wolno przerzucać największego ryzyka na państwa wschodniej flanki.
Rozsądny model jest prosty: południowi sojusznicy przekazują to, co faktycznie mogą wydzielić, Stany Zjednoczone i europejski przemysł gwarantują uzupełnienie zapasów, a NATO pilnuje minimalnych zdolności każdego państwa. Wspieranie Ukrainy i obrona Polski nie są sprzeczne. Sprzeczne z polskim interesem byłoby pomaganie bez planu, terminów dostaw i zabezpieczenia własnego terytorium.
Źródło: Kathimerini, NATO














