Gotówka jest legalna, ale bankomatu nie ma. Czy UOKiK dopilnuje, żeby było skąd ją wypłacić?

instytutsprawobywatelskich.pl 1 час назад

Wyobraź sobie kobietę mieszkającą na wsi. Emeryturę dostaje na konto, w pobliskim sklepie może zapłacić gotówką, ale najbliższy bankomat znajduje się dziesięć kilometrów dalej. Samochodu nie ma, autobus nie jeździ. Czy ta kobieta naprawdę ma dostęp do gotówki? Na papierze – tak. W praktyce – nie.

Właśnie w taki sposób zaczyna się wykluczenie. Nie od zakazu, ustawy czy komunikatu, iż od jutra nie wolno używać banknotów. Zaczyna się znacznie mniej spektakularnie – od znikającej infrastruktury. Przerabialiśmy to już w Polsce z transportem publicznym. Od trzydziestu lat słyszę, iż jakiegoś autobusu nie opłaca się utrzymywać, na danej trasie jest za mało pasażerów, a samorządu nie stać na dopłacanie do kolejnego połączenia. Jeden kurs znikał, potem następny. Na papierze człowiek przez cały czas miał pełne prawo pojechać do lekarza, pracy czy urzędu. Problem polegał na tym, iż nie miał czym. Z ogólnopolskiego badania przedstawionego w marcu 2026 roku wynika, iż wykluczenie komunikacyjne dotyczy ponad 10 mln Polek i Polaków, czyli 27 proc. populacji.

Gotówka w świecie technofeudalnym Jan Oleszczuk-Zygmuntowski, Paweł Jaworski

Z gotówką może wydarzyć się coś podobnego. o ile jedynym kryterium utrzymania bankomatu będzie jego rentowność, każda pojedyncza decyzja o zamknięciu urządzenia może być biznesowo racjonalna. Operator zlikwiduje bankomat, który przynosi stratę, bank zamknie oddział z kasą, z której korzysta za mało klientów, kolejna placówka bankowa ograniczy obsługę gotówkową do kilku godzin dziennie. Po kilku latach możemy obudzić się w rzeczywistości, w której prawo do płacenia gotówką przez cały czas istnieje, ale po własne pieniądze trzeba jechać dziesięć kilometrów – o ile ma się samochód.

Swoboda wyboru sposobu płacenia istnieje tylko wtedy, gdy zarówno gotówka, jak i płatności cyfrowe są realnie dostępne.

Samo formalne dopuszczenie gotówki nie wystarczy, jeżeli infrastruktura potrzebna do jej wypłaty stopniowo znika. jeżeli banknotami można płacić, ale trzeba po nie jechać dziesięć kilometrów, wybór staje się pozorny.

Piszemy o Ludziach, a nie o władzy

Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

Scott ostrzegał przed znikającą infrastrukturą

Kiedy w 2022 roku rozmawiałem z Brettem Scottem, antropologiem ekonomicznym i autorem książki „Cloudmoney. Gotówka, karty, krypto – wojna o nasze portfele”, zwrócił uwagę właśnie na ten mechanizm. Przekonywał, iż spadku znaczenia gotówki nie można wyjaśniać wyłącznie opowieścią o konsumentach, którzy spontanicznie wybierają wygodniejsze technologie. Wielkie instytucje również kształtują środowisko, w którym dokonujemy tych wyborów.

Scott mówił o degradacji infrastruktury gotówkowej.

Im trudniej skorzystać z gotówki, tym wygodniejsze wydają się systemy cyfrowe. Im więcej ludzi przechodzi do świata cyfrowego, tym łatwiej uzasadnić kolejne ograniczenia infrastruktury gotówkowej.

Powstaje sprzężenie zwrotne. W naszej rozmowie Scott mówił wprost o „ataku na infrastrukturę gotówkową, jej redukcji”. Kilka lat później tę diagnozę antropologa systemów finansowych można sprowadzić do bardzo przyziemnego pytania: gdzie jest najbliższy bankomat?

Nie jest to problem wymyślony przez przeciwników cyfryzacji. Narodowy Bank Polski w Narodowej Strategii Bezpieczeństwa Obrotu Gotówkowego używa określenia „pustynie bankomatowe” i łączy problem dostępu do gotówki z bezpieczeństwem obrotu gotówkowego. To ważne rozróżnienie. Nie mówimy jedynie o wygodzie klienta, który nie chce przejść kilku ulic dalej. Mówimy o infrastrukturze, której dostępność bank centralny uznał za istotną.

Awarie, klęski, cyberataki. Gotówka i nasze bezpieczeństwo finansowe Andżelika Kaczorowska

Dziesięć kilometrów po własne pieniądze

Strategia przyjmuje jako jeden z mierników sytuację, w której 90 proc. mieszkańców Polski ma dostęp do bankomatu albo oddziału bankowego z obsługą kasową w odległości nie większej niż 10 kilometrów. Na mapie 10 kilometrów może wyglądać całkiem rozsądnie. Inaczej wygląda dla seniora bez samochodu albo mieszkańca gminy, w której transport publiczny praktycznie nie istnieje. Kobieta z początku tego tekstu, mająca bankomat dziesięć kilometrów od domu, mieściłaby się więc w tym kryterium dostępności. Tylko co z tego, skoro nie ma czym do tego bankomatu dojechać?

Problem nie jest teoretyczny. Na koniec marca 2026 roku w Polsce funkcjonowało 20 337 bankomatów, wobec 20 622 rok wcześniej. Co istotne, NBP już w informacji za I kwartał 2025 roku wskazywał, iż według informacji przekazanych przez jednego z operatorów spadek liczby urządzeń wynikał z likwidowania nierentownych bankomatów, zlokalizowanych zwykle w małych miejscowościach.

I bankomaty są tylko częścią problemu. Kurczy się również fizyczna sieć bankowa.

Z danych KNF (Komisja Nadzoru Finansowego) wynika, iż między marcem 2025 a marcem 2026 roku liczba oddziałów spadła z 4912 do 4877, a liczba filii, ekspozytur i innych placówek obsługi klienta – z 2207 do 2166. Łącznie to spadek z 7119 do 7043 placówek. Przy czym sama obecność placówki na mapie jeszcze niczego nie rozstrzyga: nie każda prowadzi klasyczną obsługę kasową, a obsługa gotówkowa może działać krócej niż sama placówka.

W walce o zachowanie gotówki Robert Azembski

W wydanej w 2025 roku przez Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego monografii Arkadiusza Manikowskiego i Rafała Zbyrowskiego „Uwarunkowania zarządzania siecią bankomatów w Polsce – analiza rentowności” autorzy wyznaczyli akceptowalną odległość do bankomatu na około 5 kilometrów na terenach wiejskich oraz mniej niż 3 kilometry w miastach i miejscowościach. Z wykorzystanych przez nich danych wynika również, iż w promieniu 5 kilometrów dostęp do bankomatu miało 99,99 proc. mieszkańców gmin miejskich, ale tylko 74,59 proc. mieszkańców gmin wiejskich. Najłatwiej więc powiedzieć, iż bankomatów w Polsce jest wystarczająco dużo, jeżeli patrzy się na kraj z perspektywy centrum dużego miasta. Byłem ostatnio na Kongresie Obsługi Gotówki w Warszawie i znów miałem wrażenie, iż w dyskusji o dostępie do gotówki zbyt łatwo dominuje właśnie perspektywa dużego miasta.

Można też spojrzeć na Wielką Brytanię. Tam polityka dostępu do gotówki zakłada, iż co najmniej 95 proc. mieszkańców powinno mieć dostęp do usług wypłaty i wpłaty gotówki w odległości około 1,6 kilometra na terenach miejskich i około 4,8 kilometra na terenach wiejskich. Nie chodzi wyłącznie o bankomaty, ale różnica między takim podejściem a naszym kryterium 10 kilometrów daje do myślenia. Dlaczego w Polsce 10 kilometrów mamy uznać za realny dostęp do własnych pieniędzy?

Co UOKiK ustalił przez dwa lata?

To pytanie prowadzi mnie do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. 18 czerwca 2024 roku, po głośnym proteście Euronetu, Prezes UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające dotyczące rynku bankomatowego. Jeszcze w marcu 2025 roku Urząd informował, iż sprawa trwa i iż bada możliwe naruszenia związane z działalnością organizacji płatniczych lub banków przy ustalaniu, rozliczaniu lub pobieraniu opłat przy transakcjach bankomatowych. Nie znalazłem późniejszej publicznej informacji, z której wynikałoby jednoznacznie, jak postępowanie wszczęte ponad dwa lata temu się zakończyło i co UOKiK ustalił.

Dlatego Instytut Spraw Obywatelskich występuje do UOKiK o informacje. Nie dlatego, iż chcę zostać rzecznikiem Euronetu. Zresztą Euronet nie jest jedynym dużym niezależnym operatorem – drugim jest ITCARD, operator sieci Planet Cash. To, czy konkretny operator chciałby zarabiać więcej, nie jest moim punktem odniesienia. Interesuje mnie pytanie bardziej podstawowe: czy ekonomiczny model rynku bankomatowego może prowadzić do likwidowania urządzeń właśnie tam, gdzie są one dla mieszkańców najbardziej potrzebne?

Pytamy więc UOKiK między innymi o to, czy badał sposób ustalania opłat przez Visa i Mastercard, wynagradzanie za wypłaty BLIK, rzeczywiste koszty działalności bankomatowej, wpływ tych warunków na utrzymywanie sieci oraz ryzyko rozszerzania się „pustyń bankomatowych”. Pytamy również, co Urząd zrobił z raportem ATM Cost Project przygotowanym przez zespół Uniwersytetu Warszawskiego, który – jak informują jego autorzy – został UOKiK przekazany.

Sprawa robi się jeszcze ciekawsza, kiedy zajrzymy do decyzji UOKiK z grudnia 2025 roku dotyczącej odrębnej sprawy – przejęcia przez SIBS International kontroli nad ITCARD, operatorem sieci Planet Cash.

Tu pojawia się techniczny skrót, który warto przetłumaczyć z języka świata finansowego na polski: CDF, czyli Cash Disbursement Fee. Mechanizm jest prosty. Kiedy klient banku wypłaca pieniądze z bankomatu niezależnego operatora, bank płaci operatorowi za wykonanie tej wypłaty. Ta opłata to właśnie CDF. Nie należy jej mylić z prowizją, którą bank może pobierać od swojego klienta – CDF jest rozliczeniem pomiędzy bankiem a operatorem bankomatu.

UOKiK napisał, iż domyślny poziom opłaty CDF ustalają organizacje płatnicze, takie jak Visa i Mastercard, a domyślne warunki transakcji w dużej mierze wpływają na warunki konkurencji na rynku bankomatowym.

Mówiąc jeszcze prościej: CDF określa, ile operator bankomatu otrzymuje od banku za wypłatę gotówki dokonaną przez klienta.

Jeżeli wynagrodzenie przez lata nie nadąża za kosztami utrzymania urządzenia, transportu i ochrony gotówki, serwisowania, energii czy telekomunikacji, w pewnym momencie pojawia się pytanie: po co utrzymywać nierentowny bankomat?

Z kolei autorzy wspomnianej monografii UW wskazują, iż stawki obowiązujące w systemach Visa i Mastercard stają się punktem odniesienia również dla wielu umów zawieranych bezpośrednio między bankami i operatorami.

Jeżeli więc strony formalnie negocjują cenę, ale negocjacje realizowane są wokół poziomu wcześniej wyznaczonego przez globalne korporacje płatnicze, to na ile mamy do czynienia z rzeczywiście swobodnym mechanizmem rynkowym? Nie znam odpowiedzi i nie chcę udawać, iż ją znam. Od odpowiadania na takie pytania mamy między innymi UOKiK.

Do wykluczenia nie potrzeba spisku

Warto tu wrócić do Scotta, bo w naszej rozmowie bardzo wyraźnie odcinał się od spiskowego tłumaczenia świata, w którym kilku prezesów spotyka się za zamkniętymi drzwiami i postanawia zlikwidować gotówkę. Jego diagnoza jest ciekawsza. Duzi gracze realizują własne interesy, konkurują, automatyzują procesy i odpowiadają na bodźce ekonomiczne. Do powstania systemu, który stopniowo wypiera gotówkę, nie jest potrzebny żaden centralny plan. Scott mówił wręcz, iż „nie potrzebujesz spisku”, żeby takie procesy następowały.

To ponownie przypomina mi transport publiczny. Żaden samorządowiec likwidujący nierentowny kurs autobusu nie musi chcieć stworzyć w Polsce wykluczenia komunikacyjnego. Każda decyzja z osobna może być racjonalna. Problem pojawia się wtedy, gdy spojrzymy na sumę tych decyzji i zobaczymy całe obszary kraju bez transportu. Z bankomatami może być podobnie.

Dlatego sprawa nie kończy się dla mnie na pytaniu, ile powinien zarabiać Euronet albo kto powinien zapłacić dodatkowe kilkadziesiąt groszy za wypłatę.

Chodzi o to, kto patrzy na cały system i we właściwym momencie zauważy, iż z pozornie racjonalnych decyzji pojedynczych podmiotów zaczyna powstawać problem społeczny.

Gotówka na czas kryzysu

Jest jeszcze jeden powód, dla którego nie możemy patrzeć na bankomaty wyłącznie przez tabelę z kosztami – kryzys.

Gotówka – wybawienie w czasach kryzysu czy przeżytek do likwidacji? Justyna Pierzyńska

Po rozpoczęciu wojny na Ukrainie, w ciągu ośmiu dni operacyjnych od 28 lutego do 7 marca 2022 roku, banki pobrały z Narodowego Banku Polskiego 42,1 miliarda złotych gotówki. NBP pisał później o jej stabilizującej roli. W Ukrainie, w odpowiedzi na ataki na infrastrukturę energetyczną i długotrwałe przerwy w dostawach energii, utworzono sieć POWER BANKING – placówki przygotowane do świadczenia podstawowych usług finansowych również podczas blackoutów.

Blackout w Hiszpanii i Portugalii 28 kwietnia 2025 roku ponownie przypomniał nam, jak gwałtownie mogą pojawić się problemy z płatnościami elektronicznymi i działaniem części bankomatów. Banco de España opisał później, iż płatności elektroniczne przestały działać, część bankomatów była nieczynna z powodu braku zasilania lub łączności, a część działających urządzeń została opróżniona z banknotów. Banknot ma bowiem jedną cechę, o której łatwo zapomnieć, kiedy wszystko działa: nie potrzebuje internetu, aplikacji, baterii ani działającego terminala. Gotówka jest trochę jak gaśnica w domu. Na co dzień możemy uważać, iż tylko zajmuje miejsce. Do pierwszego pożaru.

Blackout? Tylko gotówka nas uratuje! Robert Azembski

Nie oznacza to oczywiście, iż państwo powinno utrzymywać każdy bankomat bez względu na koszty. Tak samo jak nie ma sensu wysyłać pustego autobusu co pół godziny do każdej wsi.

Ale pomiędzy utrzymywaniem wszystkiego za wszelką cenę a pozostawieniem całej infrastruktury wyłącznie rachunkowi opłacalności istnieje jeszcze coś takiego jak minimalny standard dostępności.

I właśnie o ten standard warto się spierać. Czy dostęp do gotówki w promieniu 10 kilometrów jest wystarczający? Czy pięć kilometrów byłoby bardziej rozsądne? Czy na obszarach zagrożonych wykluczeniem powinny istnieć mechanizmy wspierające utrzymanie infrastruktury? A może uznajemy, iż żadnego standardu nie potrzebujemy i o tym, gdzie Polacy będą mogli wypłacić swoje pieniądze, powinien decydować wyłącznie rynek? To też jest możliwa odpowiedź. Tylko powiedzmy ją wtedy Polkom i Polakom wprost.

Od Dnia Płacenia Gotówką do bibliotek i UOKiK

16 sierpnia po raz piąty obchodziliśmy Dzień Płacenia Gotówką. Tegoroczne hasło brzmiało „STOP wykluczeniu gotówkowemu!”. Instytut Spraw Obywatelskich, ESG PRO i Koalicja dla Gotówki zwracały uwagę na prosty paradoks: gotówka może pozostawać legalna, a jednocześnie stawać się coraz trudniejsza do wypłacenia i używania.

V Dzień Płacenia Gotówką – 16 sierpnia. STOP wykluczeniu gotówkowemu Małgorzata Jankowska, Rafał Górski

Tego dnia rozpoczęliśmy również nabór bibliotek publicznych i ich filii, do których trafi 3000 bezpłatnych egzemplarzy książki Bretta Scotta „Cloudmoney. Gotówka, karty, krypto – wojna o nasze portfele”, wydanej przez Instytut po polsku. Chcemy, żeby rozmowa o przyszłości gotówki nie odbywała się wyłącznie pomiędzy bankami, operatorami, globalnymi korporacjami płatniczymi i urzędnikami. Powinna toczyć się również w bibliotekach, lokalnych społecznościach i między zwykłymi ludźmi, którzy każdego dnia dokonują prostego wyboru: gotówka, karta czy telefon.

Nie chodzi przy tym o namawianie kogokolwiek do wyrzucenia karty płatniczej czy telefona. Chodzi o zachowanie alternatywy i zrozumienie systemu, od którego stajemy się coraz bardziej zależni. Brett Scott zwraca uwagę właśnie na tę pułapkę: jeżeli jedna infrastruktura jest stopniowo rozbudowywana, a druga ograniczana, w pewnym momencie trudno już mówić o równorzędnym wyborze.

W tym samym kierunku idą działania Koalicji dla Gotówki, do której należą zarówno Instytut Spraw Obywatelskich, jak i ESG PRO. ESG PRO realizuje projekt „Stop wykluczeniu gotówkowemu – partycypacja obywateli w obronie prawa do wyboru płatności”. Edukacja, książki trafiające do bibliotek, mobilizowanie obywateli i pytania kierowane przez Instytut do instytucji publicznych dotyczą w gruncie rzeczy jednego problemu: czy wybór sposobu płacenia pozostanie wyborem rzeczywistym.

Możemy ustanawiać Dzień Płacenia Gotówką, rozdawać książki i powtarzać ludziom: masz gotówkę, masz wybór.

Ale jeżeli jednocześnie z mapy będą znikały miejsca, w których można wypłacić banknoty, prędzej czy później trzeba będzie zapytać, ile z tego wyboru jeszcze zostało.

Trzydzieści lat działań na rzecz lepszego transportu nauczyło mnie, iż wykluczenie nie zaczyna się w momencie, kiedy ktoś odbiera człowiekowi formalne prawo do dojazdu do lekarza, szkoły czy pracy. Zaczyna się wtedy, gdy przestaje przyjeżdżać autobus. Z gotówką może być podobnie. Nikt nie musi jej zakazywać. Wystarczy, iż stopniowo znikną miejsca, w których można ją dostać lub zapłacić nią bez usłyszenia od sprzedawcy „nie mam wydać”.

Dlatego pytam UOKiK nie tylko o Euronet, Planet Cash, Visa, Mastercard, BLIK czy wysokość opłat. Pytam o coś bardziej podstawowego: czy ktoś w Polsce pilnuje, żeby prawo do gotówki nie zostało nam tylko na papierze?

Читать всю статью