Musimy budować zdolności, które pozwolą nam utrzymać przewagę nad przeciwnikiem. Zgodnie z obowiązującymi nas dokumentami i przeznaczeniem, wojska specjalne mają szczególne zadania do wypełnienia właśnie we wczesnych fazach konfliktu, poprzedzających pełnoskalową wojnę – mówi gen. dyw. Michał Strzelecki, dowódca Komponentu Wojsk Specjalnych.
Od kilku lat jesteśmy celem cyberataków, przypadków naruszenia przestrzeni powietrznej i innych licznych rosyjskich prowokacji, które eksperci określają mianem działań poniżej progu wojny. Czy Pana zdaniem tego typu operacje, na jakie jesteśmy narażeni ze strony Federacji Rosyjskiej, mogą być zapowiedzią pełnoskalowego konfliktu?
Gen. dyw. Michał Strzelecki: Mogą, chociaż nie muszą. To od reakcji kraju, wobec którego jest prowadzona tego typu wroga działalność, zależy, czy konflikt będzie eskalował w kierunku scenariusza wojennego, czy też odporność społeczeństwa i sprawność służb oraz sił zbrojnych doprowadzi do jego wygaszenia. Jako wojskowi, zgodnie z zasadą „oczekuj najlepszego, przygotuj się na najgorsze”, musimy oczywiście brać pod uwagę najgroźniejszy wariant. Cały czas trwa dynamiczny rozwój Sił Zbrojnych RP, ponieważ z jednej strony chcemy się do zapewnienia bezpieczeństwa naszego kraju lepiej przygotować, a z drugiej musimy budować zdolności, które pozwolą nam utrzymać przewagę nad przeciwnikiem również w przyszłości. Zgodnie z obowiązującymi nas dokumentami i przeznaczeniem, wojska specjalne mają szczególne zadania do wypełnienia właśnie we wczesnych fazach konfliktu, poprzedzających pełnoskalową wojnę.
Czy w tej chwili prowadzicie już jakieś operacje, czy raczej koncentrujecie się na szkoleniu?
Na tym etapie koncentrujemy się przede wszystkim na szkoleniu i współpracy ze służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo wewnętrzne naszego kraju: Policją, Strażą Graniczną i służbami specjalnymi. Jednak na podstawie incydentów, które miały miejsce na terenie naszego kraju w ciągu ostatnich kilku miesięcy, takich jak wysadzenie torów kolejowych na trasie Warszawa–Lublin, zmasowany atak dronów, zatrzymania członków siatek szpiegowskich, możemy zakładać, iż już jesteśmy we wczesnej fazie konfliktu z Rosją.
Gen. dyw. Michał Strzelecki, dowódca Komponentu Wojsk Specjalnych.
Jeżeli będzie on narastał, przydatne może okazać się doświadczenie zgromadzone przez operatorów jednostek wojsk specjalnych podczas udziału w konfliktach asymetrycznych, choćby w Iraku czy Afganistanie. Zdolność do prowadzenia działań, opisanych pochodzącym z języka angielskiego skrótem F3EAD [Find, Fix, Finish, Exploit, Analyze, Disseminate, czyli znajdź, namierz, zneutralizuj, wykorzystaj, przeanalizuj, rozpowszechnij], może okazać się kluczowa w zapewnieniu bezpieczeństwa na terytorium naszego kraju. Postępując zgodnie z tą procedurą, jesteśmy w stanie prowadzić działania rozpoznawcze, operacyjne, analityczne, planistyczne oraz kinetyczne, których celem może być np. fizyczna neutralizacja zbrojnej grupy dywersyjnej. Nie chciałbym jednak, by wojska specjalne postrzegano tylko przez pryzmat widowiskowych działań kinetycznych. Spektakularna akcja bezpośrednia to wierzchołek góry lodowej, której trzon stanowią czasami dni lub miesiące żmudnego wysiłku planistów, analityków, logistyków, specjalistów od rozpoznania i wsparcia dowodzenia.
W Wielkiej Brytanii jednostki specjalne najwyższej gotowości, a więc 22 Special Air Service i Special Boat Service, zreformowano tak, by w większym stopniu koncentrowały się na zwalczaniu zagrożeń o charakterze asymetrycznym i hybrydowym niż na dotychczasowych zadaniach kontrterrorystycznych. Czy i u nas prawo oraz zakres zadań dla wojsk specjalnych powinny się zmienić?
Owszem, można doprecyzować lub zmienić pewne regulacje prawne, dzięki czemu użycie wojsk specjalnych na terenie kraju w czasie pokoju byłoby łatwiejsze. W wielu krajach NATO, tak jak we wspomnianej Wielkiej Brytanii, już się to zmienia i jest większa otwartość na wykorzystanie operatorów np. do zwalczania terroryzmu czy ograniczenia swobody manewru jednostek pływających, tzw. floty cieni. Decyzje w tej sprawie leżą jednak w kompetencjach zwierzchników sił zbrojnych. o ile pojawi się taka inicjatywa, Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych jest gotowe, żeby przedstawić rekomendacje.
Wspomniał Pan o operacjach kontrterrorystycznych. Gdzie jeszcze jednostki wojsk specjalnych mogłyby się sprawdzić?
Najbardziej oczywisty przykład dotyczy ochrony infrastruktury krytycznej na Bałtyku. Należy oczywiście pamiętać, iż obowiązek jej zabezpieczenia leży przede wszystkim w kompetencjach operatora jednostki. W drugiej kolejności powinny zostać zaangażowane służby podległe Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji, koordynowane przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Następnie mogą zostać wezwane siły zbrojne, w tym wojska specjalne. Nie jest przecież tajemnicą, iż mamy rozbudowane zdolności w prowadzeniu morskich operacji specjalnych. Ta kooperacja pomiędzy wojskami specjalnymi a służbami trwa i jest systematycznie pogłębiana poprzez ćwiczenia, w których udział biorą wszystkie odpowiedzialne za ten obszar jednostki i instytucje.
Ze względu choćby na umiejętność precyzyjnego operowania w różnych obszarach, także miejskich, wojska specjalne odgrywają szczególną rolę w trakcie działań przeciwhybrydowych i w przeciwdziałaniu operacjom poniżej progu wojny. A jaką rolę odgrywałyby w przypadku wystąpienia pełnoskalowego konfliktu?
Gdyby wydarzył się scenariusz najgroźniejszy i doszłoby do otwartej konfrontacji zbrojnej, priorytetowym wyzwaniem dla nas stałoby się prowadzenie rozpoznania specjalnego, a zwalczanie wrogiej działalności dywersyjnej oraz wsparcie ochrony infrastruktury krytycznej, chociaż byłyby kontynuowane, zeszłyby na dalszy plan. Prowadzilibyśmy rozpoznanie na rzecz pozostałych komponentów Sił Zbrojnych RP oraz sojuszników z Sojuszu Północnoatlantyckiego w ramach tzw. targetingu połączonego, wykrywając cele wysokowartościowe oraz prowadząc ocenę skutków uderzeń. W uzasadnionych przypadkach samodzielnie przeprowadzalibyśmy akcje bezpośrednie na cele objęte najwyższym priorytetem.
Chciałbym również przypomnieć, iż Dowództwo Komponentu Wojsk Specjalnych uzyskało zdolność do dowodzenia operacjami specjalnymi NATO w konflikcie pełnoskalowym. Możemy zatem jednocześnie dowodzić operacjami specjalnymi w układzie narodowym i sojuszniczym.
Od czterech lat trwa pełnoskalowa wojna w Ukrainie. Jakie wnioski wyciągają z niej polskie wojska specjalne?
Polskie wojska specjalne współpracują z ukraińskimi partnerami już od dziesięciu lat. Korzyści są obustronne. Przekazywaliśmy naszym partnerom wiedzę i umiejętności w wybranych obszarach i rozwijaliśmy nasze kompetencje do prowadzenia tzw. wsparcia militarnego. Z drugiej strony mieliśmy dostęp do unikatowej wiedzy i doświadczeń zdobywanych przez naszych ukraińskich partnerów w bezpośredniej walce z przeciwnikiem. Po wybuchu pełnoskalowego konfliktu ta kooperacja zmieniła charakter, ale jest kontynuowana. Jednak jej szczegóły muszą pozostać niejawne.
Które doświadczenia z wojny w Ukrainie miały bezpośredni wpływ na programy szkoleniowe polskich operatorów? Czy może Pan podać jakieś konkretne przykłady?
Pierwsza sfera to medycyna pola walki. Wojna w Ukrainie przypomniała nam, iż doświadczenia wyniesione z działań asymetrycznych w Iraku i Afganistanie, dotyczące udzielania pomocy medycznej na polu walki, nie sprawdzą się w pełnoskalowym konflikcie. Zasada „złotej godziny” znana z misji zagranicznych, która zakładała udzielenie poszkodowanemu szybkiej pomocy na polu walki, a następnie jego błyskawiczny transport do szpitala polowego, jest w tej chwili bardzo trudna w realizacji. Dlatego wyciągamy wnioski ze sposobu udzielania pomocy poszkodowanym na polu walki przez naszych ukraińskich partnerów. Stawiamy na budowanie kompetencji do prowadzenia wydłużonej w czasie opieki nad rannymi w sytuacji, gdy ewakuacja poszkodowanych z linii frontu nie jest możliwa.
Druga sfera to użycie systemów bezzałogowych na polu walki. Ukraińcy pokazują, iż narzędzie to jest niezwykle skuteczne i można je wykorzystać na wiele sposobów. Ale to nie jest tak, iż operatorzy WS zaczęli używać dronów dopiero po 2022 roku – mamy spore doświadczenie w stosowaniu tego typu systemów już od lat. Nie ulega jednak wątpliwości, iż w tej dziedzinie nastąpił ogromny rozwój. Dodatkowo w dwóch naszych jednostkach powstały laboratoria dronowe, w których żołnierze uczą się konstruowania własnych dronów uderzeniowych i rozpoznawczych oraz dostosowywania ich do swoich potrzeb.
Trzecia sfera to budowanie wartościowych rezerw osobowych dla wojsk specjalnych. Wnioski z wojny w Ukrainie jednoznacznie wskazują, jak ważna jest zdolność do uzupełniania bezpowrotnych strat na polu walki. Korzystamy z doświadczeń sąsiadów i dlatego chcemy już teraz, w czasie pokoju, poszukać rozwiązań, które zadziałają w sytuacji realnego zagrożenia.
Czy macie już pomysł, jak rozwiązać ten problem?
W strukturze wojsk specjalnych funkcjonuje jednostka powoływana na czas wojny, mająca służyć uzupełnianiu strat osobowych. Jednak zarówno proces wyznaczania do niej żołnierzy pasywnej rezerwy, którzy otrzymują przydziały mobilizacyjne, jak i ich szkolenie muszą się zmienić. Zaproponujemy niedługo rozwiązanie umożliwiające nam otwarcie się na ochotników, którzy będą chcieli przejść szkolenie jako rezerwiści wojsk specjalnych. Będziemy szukać ludzi młodych, odpowiednio zmotywowanych, sprawnych fizycznie, gotowych do intensywnego szkolenia. Ludzi z potencjałem, którzy w przypadku wojny i dużych strat osobowych będą mogli zastąpić operatorów zespołów bojowych.
Myśli Pan, iż znajdą się chętni?
Mam nadzieję, iż tak. Obserwujemy duże zainteresowanie różnymi formami szkolenia wojskowego, skierowanymi zarówno do kandydatów na żołnierzy zawodowych, do aktywnej rezerwy, terytorialnej służby wojskowej, rezerwy pasywnej, jak i cywilów. Mam nadzieję, iż wśród rezerwistów lub kandydatów na rezerwistów znajdą się osoby, które podejmą wyzwanie, by poddać się weryfikacji, sprawdzić swoje predyspozycje i przejść ciekawe, acz wymagające szkolenie. Myślę, iż w naszym społeczeństwie nie brakuje ludzi ambitnych, którzy są zdeterminowani, by troszczyć się o bezpieczeństwo kraju, a jednocześnie takich, którzy z przyczyn zawodowych czy rodzinnych nie mogą pełnić służby zawodowej czy terytorialnej.
Nie możecie skorzystać z doświadczenia rezerwistów – byłych żołnierzy wojsk specjalnych?
To jest zupełnie inna kwestia. Wojska specjalne korzystają z doświadczeń rezerwistów, którzy zakończyli służbę zawodową. Wielu z nich ma przydziały mobilizacyjne w naszych jednostkach jako żołnierze pasywnej rezerwy. Spora ich liczba zdecydowała się też kontynuować służbę w rezerwie aktywnej i są dla nas cennym wsparciem.
Dla kandydatów do aktywnej rezerwy, byłych żołnierzy zawodowych i absolwentów różnych form szkolenia wojskowego mamy inną propozycję. Na bazie doświadczeń wojsk specjalnych niektórych państw NATO, przede wszystkim USA i Wielkiej Brytanii, chcemy zaproponować stworzenie zespołu bojowego przeznaczonego dla żołnierzy aktywnej rezerwy, nazwanego roboczo zespołem bojowym R. Kryteria naboru i szkolenia dla kandydatów do służby w tym pododdziale będą identyczne z tymi, jakie stawiamy kandydatom w zawodowych zespołach bojowych. Będą ich obowiązywały selekcja i kurs szkolenia bazowego. Ten ostatni, dla żołnierzy zawodowych, w trybie ciągłym trwa średnio rok, a dla aktywnych rezerwistów zostanie podzielony na bloki i prowadzony w takim trybie, by kandydaci mogli pogodzić udział w wymagającym szkoleniu z innymi zobowiązaniami.
Wiele jednostek wojsk specjalnych ma problemy z naborem kandydatów do służby. Jak zatem ukompletować zespół bojowy R?
Do zespołu bojowego R nie potrzeba tysięcy, ani choćby setek aktywnych rezerwistów. Wśród obywateli RP nie brakuje patriotów, którzy podejdą do szkolenia wojskowego po prostu z pasją. Wielu z nich już teraz, w swoim czasie wolnym, uczestniczy w szkoleniach obejmujących taktykę, strzelanie czy medycynę pola walki; niektóre z nich prowadzone są na zaskakująco wysokim poziomie. Jestem przekonany, iż znajdziemy pośród nich wystarczającą liczbę kandydatów, którzy będą gotowi zamienić swoje dotychczasowe hobby na służbę ojczyźnie w ramach aktywnej rezerwy w zespołach bojowych wojsk specjalnych.
Dla wojsk specjalnych wyzwaniem pozostają nabór i selekcja adekwatnych kandydatów do służby. I nie ma znaczenia, czy mówimy o żołnierzach zawodowych, czy rezerwistach. Potrzebujemy ludzi, którzy gwałtownie się uczą i bardzo gwałtownie adaptują się do nowych warunków. Wiemy, przed jakim zagrożeniem stoimy. Musimy być gotowi na najtrudniejsze i najmniej przewidywalne scenariusze. Dlatego chcemy zaproponować możliwość rozwoju w wojskach specjalnych zarówno żołnierzom zawodowym, jak i rezerwistom.