Golla: O lewicy ideologicznie

myslpolska.info 3 часы назад

Historia niemieckiej Lewicy i Socjaldemokratycznej Partii Niemiec jest jedną z najbardziej pouczających narracji nowoczesnej Europy, ponieważ w jej dziejach jak w soczewce skupiają się zasadnicze napięcia nowoczesności: między klasą a narodem, między emancypacją a władzą, między demokracją a ideologią.

SPD nie jest jedynie partią polityczną – jest instytucją cywilizacyjną, która w różnych epokach przyjmowała odmienne funkcje: od reprezentanta klasy robotniczej, przez partię państwową, aż po współczesnego operatora normatywnej przebudowy społeczeństwa.

Geneza: marksizm, Prusy, państwo jako wróg i obiekt pożądania

SPD wyrosła z dziewiętnastowiecznego ruchu robotniczego w realiach pruskiego państwa narodowego, które łączyło autorytarną strukturę polityczną z dynamiczną industrializacją. Ferdinand Lassalle, August Bebel i Wilhelm Liebknecht nie byli rewolucjonistami w sensie bolszewickim; ich marksizm miał charakter organizacyjny i edukacyjny, nie insurekcyjny. Już na tym etapie widać zasadniczą cechę niemieckiej socjaldemokracji: ambiwalentny stosunek do państwa. Z jednej strony państwo pruskie było narzędziem represji (Sozialistengesetze Bismarcka), z drugiej – obiektem przyszłego przejęcia i przekształcenia.

SPD od początku budowała równoległe społeczeństwo: związki zawodowe, prasę, kluby, systemy samopomocy. Nie był to projekt destrukcji państwa, ale projekt alternatywnej hegemonii społecznej. Już wtedy SPD funkcjonowała jako „państwo w państwie” – model, który po ponad stu latach powróci w zupełnie innej, kulturowej formie.

Karl Kautsky, główny teoretyk SPD przełomu wieków, legitymizował marksizm jako naukowy światopogląd, ale jednocześnie odrzucał rewolucję jako drogę polityczną. To rozróżnienie – marksizm jako rama Interpretationsnummer, nie jako program natychmiastowego działania – okaże się najważniejsze dla dalszych losów partii.

Republika Weimarska: zdrada rewolucji czy wybór państwa?

Rok 1918 był momentem prawdziwej próby. SPD stanęła wobec alternatywy: rewolucja socjalistyczna, albo państwo narodowe w formie republiki. Wybór Friedricha Eberta i Gustava Noskego był jednoznaczny: państwo ponad klasą, porządek ponad utopią. Brutalne stłumienie powstania spartakusowców i konflikt z KPD do dziś jest przez radykalną lewicę interpretowane jako „zdrada”. Z punktu widzenia konserwatywnej politologii był to jednak moment konstytutywny: SPD stała się partią systemu, a nie ruchem rewolucyjnym. To w Weimarze ukształtował się etos SPD jako „ostatniego obrońcy republiki” – etos, który później stanie się fundamentem jej moralnej legitymizacji. Jednocześnie jednak SPD nie potrafiła stworzyć pozytywnej narracji narodowej. Republika była przez nią broniona proceduralnie, nie tożsamościowo. Ten deficyt powróci w XXI wieku w postaci postnarodowego liberalizmu.

III Rzesza i mit antyfaszystowski

SPD była jedyną dużą partią, która w Reichstagu głosowała przeciwko pełnomocnictwom dla Adolfa Hitlera. Fakt ten stał się po 1945 roku fundamentem moralnego mitu założycielskiego partii. Jednak – jak zauważa Ernst Nolte – antyfaszyzm SPD był negatywny, a nie pozytywny: partia wiedziała, czemu się sprzeciwia, ale nie potrafiła zaproponować alternatywnej wizji wspólnoty narodowej. Ten mit antyfaszystowski będzie później wielokrotnie instrumentalizowany.

Współczesna SPD nie tylko wywodzi swoją legitymizację z oporu wobec nazizmu, ale rozszerza pojęcie „faszyzmu” na wszelką prawicową krytykę liberalnego porządku. To, co w III Rzeszy było realnym zagrożeniem totalitarnym, w XXI wieku staje się kategorią moralnej delegitymizacji.

Po 1945 roku: SPD kontra NRD i paradoks antykomunizmu

W RFN SPD była początkowo bardziej sceptyczna wobec integracji zachodniej niż CDU, ale jednoznacznie odrzucała model NRD. Kurt Schumacher widział w SED „najgorszą formę faszyzmu” – co pokazuje, jak daleko ówczesna SPD była od komunizmu. Antykomunizm SPD był realny, państwowy i narodowy.

Ten fakt jest dziś często przemilczany, ponieważ burzy narrację o rzekomej ciągłości „lewicowej solidarności”. W rzeczywistości SPD była w latach 1950. partią narodowej opozycji, a nie postępowej awangardy.

Bad Godesberg: zwycięstwo czy kapitulacja?

Program z Bad Godesberg był historycznym kompromisem: SPD zaakceptowała kapitalizm, ale chciała go cywilizować. Był to moment szczytowy socjaldemokracji jako projektu realistycznego. Jednak – jak zauważa Götz Aly – był to także początek długiego procesu ideowego rozbrojenia, w którym SPD porzuciła własną antropologię społeczną na rzecz liberalnego indywidualizmu.

Brandt i Schmidt: Realpolitik przed moralizmem

Willy Brandt prowadził Ostpolitik nie z miłości do komunizmu, ale z przekonania, iż państwo narodowe musi działać w realnym układzie sił. Helmut Schmidt był wręcz technokratą państwowym, sceptycznym wobec ideologii i ruchów społecznych. Dla Schmidta kwestie obyczajowe były sprawą prywatną, nie przedmiotem polityki.

To ostatni moment, w którym SPD funkcjonowała jako partia państwowa w klasycznym sensie.

Schröder: destrukcja bazy i otwarcie na liberalizm kulturowy

Agenda 2010 zniszczyła więź SPD z klasą robotniczą. W miejsce polityki społecznej pojawiła się polityka „nowego środka”. To wtedy SPD zaczęła rekompensować straty społeczne radykalizacją kulturową.

Gerhard Schröder był ostatnim kanclerzem SPD, który myślał geopolitycznie (Rosja!), ale jednocześnie otworzył drogę do ideowego rozkładu partii.

SPD po 2010 roku: LGBT, Antifa, BLM i Zieloni

Współczesna SPD jest już inną formacją. Jej centrum ciężkości przesunęło się z gospodarki na inżynierię normatywną. Poparcie dla ideologii LGBT+, afirmacja gender jako kategorii prawnej, tolerancja wobec Antify, adaptacja narracji BLM – wszystko to świadczy o przejściu od socjaldemokracji do lewicy kulturowej.

Andreas Rödder pisze wprost, iż mamy do czynienia z „nową lewicą moralną”, która nie rządzi poprzez interesy, ale poprzez normy. Eckhard Jesse wskazuje na asymetrię w traktowaniu ekstremizmów. Herfried Münkler ostrzega przed rozpadem państwa narodowego pod presją postkolonialnych narracji. Sojusz z Zielonymi przypieczętował ten proces. SPD stała się aparatem wykonawczym ideologii Zielonych: klimatycznej, migracyjnej, obyczajowej. Partia nie reprezentuje już klasy ani narodu, ale projekt transformacyjny.

SPD, Rosja i geopolityka: od realizmu państwowego do moralizmu postnarodowego

Relacja SPD z Rosją stanowi jeden z najbardziej konsekwentnych, a zarazem najbardziej zniekształconych wątków w debacie o niemieckiej lewicy. Aby ją zrozumieć, należy całkowicie odrzucić publicystyczne skróty o „prorosyjskości” SPD i cofnąć się do fundamentów niemieckiej kultury strategicznej. Ostpolitik nie była projektem ideologicznym ani lewicowym internacjonalizmem; była wyrazem klasycznego realizmu kontynentalnego, zakorzenionego w przekonaniu, iż stabilność Europy Środkowej wymaga uwzględnienia Rosji jako trwałego czynnika geopolitycznego.

Willy Brandt i Egon Bahr wychodzili z założenia, iż podział Niemiec nie może zostać zniesiony siłą ani moralnym potępieniem ZSRR. Formuła „Wandel durch Annäherung” była strategią minimalizacji konfliktu, a nie legitymizacji komunizmu. Brandt uznawał granice na Odrze i Nysie nie dlatego, iż były „sprawiedliwe” w sensie historycznym, ale dlatego, iż ich nieuznawanie blokowało możliwość jakiejkolwiek suwerenności RFN w polityce wschodniej. Był to akt rezygnacji symbolicznej w zamian za przestrzeń manewru politycznego. Helmut Schmidt poszedł jeszcze dalej w realizmie. Był sceptyczny wobec moralizowania polityki zagranicznej, otwarcie krytykował pacyfizm i ruchy pokojowe lat 1980., a ZSRR traktował jako przeciwnika, z którym należy utrzymywać stabilny konflikt, a nie ideologiczną krucjatę. Schmidt był jednym z ostatnich polityków SPD, którzy myśleli kategoriami równowagi sił, a nie „wartości”.

Ten realizm uległ erozji po 1990 roku. Zjednoczenie Niemiec nie doprowadziło do powrotu klasycznej polityki mocarstwowej, ale do moralizacji niemieckiej tożsamości międzynarodowej. SPD – podobnie jak całe niemieckie elity – zaczęła postrzegać politykę zagraniczną jako przedłużenie polityki pamięci i etyki. Rosja przestała być aktorem geopolitycznym, a stała się projekcją moralną. Gerhard Schröder jest figurą przejściową. Z jednej strony był ostatnim kanclerzem SPD, który myślał kategoriami interesu narodowego, energetyki i suwerenności strategicznej. Partnerstwo z Rosją, Nord Stream, sprzeciw wobec wojny w Iraku – wszystko to wpisywało się w klasyczną tradycję kontynentalnego realizmu. Z drugiej strony Schröder, poprzez rozbicie zaplecza socjalnego SPD, otworzył partię na nową hegemonię: liberalno-progresywną, atlantycką i postnarodową.

Po 2014 roku, a szczególnie po 2022, SPD znalazła się w stanie geopolitycznego rozdwojenia. Tradycja Brandta i Schmidta została moralnie zdelegitymizowana jako „naiwność”, „zależność” lub wręcz „wina”. Jednocześnie SPD nie była w stanie wypracować własnej, realistycznej alternatywy. Zamiast tego przejęła język Zielonych: politykę zagraniczną jako projekt moralny, w którym wojna i sankcje stają się narzędziami „edukacji normatywnej”.

Herfried Münkler trafnie zauważa, iż Niemcy po 2022 roku prowadzą politykę zagraniczną „bez teorii państwa”, opartą na emocjach i symbolach. SPD – dawniej partia równowagi i mediacji – stała się częścią bloku moralnego, który nie rozróżnia interesu, odpowiedzialności i skutków długofalowych. W tym sensie zerwanie z Rosją nie było powrotem do Zachodu, ale rezygnacją z autonomii strategicznej.

Die Linke, SED i dziedzictwo NRD: postkomunizm jako struktura mentalna

Jeśli SPD reprezentuje ewolucję socjaldemokracji w stronę liberalizmu kulturowego, to Die Linke reprezentuje zupełnie inny proces: transformację komunizmu w postkomunistyczną lewicę normatywną. Die Linke nie jest ruchem społecznym, ale ciągłością instytucjonalną, której początkiem była przymusowa fuzja SPD i KPD w 1946 roku w radzieckiej strefie okupacyjnej.

SED nie była partią socjaldemokratyczną, ani choćby klasyczną partią komunistyczną. Była aparatem władzy, zorganizowanym wokół kontroli, planowania i represji. NRD nie była „inną drogą modernizacji”, ale projektem zależnym, pozbawionym suwerenności. Co istotne, jej legitymizacja opierała się niemal wyłącznie na antyfaszyzmie – rozumianym nie jako refleksja historyczna, ale jako narzędzie delegitymizacji Zachodu. Po 1990 roku nie doszło do rzeczywistej dekomunizacji mentalnej. SED została przekształcona w PDS, a następnie w Die Linke, zachowując znaczną część kadr, sieci i stylu myślenia. Ilko-Sascha Kowalczuk podkreśla, iż Die Linke jest jedyną dużą partią w Europie Zachodniej, która nie przeszła momentu zerwania założycielskiego ze swoim autorytarnym dziedzictwem.

Ideologicznie Die Linke funkcjonuje jako amalgamat trzech nurtów: nostalgii wschodnioniemieckiej, marksizmu akademickiego oraz zachodniej lewicy tożsamościowej. Ten ostatni element został wchłonięty po 2000 roku, szczególnie w zachodnich landach. W efekcie powstała partia, która łączy radykalną krytykę kapitalizmu z radykalnym liberalizmem obyczajowym – kombinację wewnętrznie sprzeczną, ale politycznie mobilizującą.

Die Linke nigdy nie była realnie zainteresowana przejęciem odpowiedzialności państwowej na poziomie federalnym. Jej funkcją jest utrzymywanie presji ideologicznej na SPD i Zielonych, przesuwanie granic debaty i normalizacja postulatów wcześniej uznawanych za skrajne. W tym sensie Die Linke pełni rolę, którą Ernst Nolte określałby jako „rewolucję bez rewolucji”: permanentną destabilizację norm bez przejęcia odpowiedzialności.

Sahra Wagenknecht była wyjątkiem wewnątrz Die Linke, ponieważ próbowała przywrócić ekonomiczną i państwową racjonalność lewicy. Jej konflikt z aparatem partyjnym ujawnił prawdziwą naturę Die Linke: partii bardziej zainteresowanej polityką tożsamościową, migracją i symboliką niż realnymi warunkami życia klasy pracującej. Rozłam i powstanie BSW są logicznym skutkiem tego procesu.

NRD, Stasi i nierozliczona ciągłość mentalna

Problem NRD w analizie niemieckiej lewicy nie polega wyłącznie na autorytarnym charakterze państwa SED, ale na braku rzeczywistego zerwania kulturowo-instytucjonalnego po 1990 roku. Stasi nie była jedynie służbą bezpieczeństwa; była narzędziem totalnej penetracji społeczeństwa, opartym na logice podejrzenia, prewencji i kontroli dyskursu. To właśnie ta logika – a nie konkretne struktury personalne – okazała się najbardziej trwała.

Ilko-Sascha Kowalczuk i Hubertus Knabe wielokrotnie wskazywali, iż po zjednoczeniu nastąpiła asymetryczna lustracja: elity NRD w znacznej mierze przetrwały w aparacie naukowym, medialnym i partyjnym, podczas gdy w debacie publicznej utrwalono narrację „antyfaszystowskiej niewinności Wschodu”. Die Linke (wcześniej PDS) stała się depozytariuszem tej narracji, a SPD – jej taktycznym sojusznikiem, zwłaszcza na poziomie landowym.

Efektem jest rozmycie pojęcia autorytaryzmu: represyjność NRD bywa relatywizowana, a „antyfaszyzm” – absolutyzowany. To przesunięcie semantyczne umożliwiło późniejsze utożsamienie krytyki migracji, globalizacji czy ideologii gender z „nowymi formami faszyzmu”.

Antifa: od mitu oporu do narzędzia presji ulicznej

Antifa w RFN nie jest jednolitą organizacją, ale parasolowym polem mobilizacji, którego legitymizacja opiera się na micie oporu wobec nazizmu. W praktyce pełni funkcję pozasystemowego ramienia nacisku na debatę publiczną.

SPD – szczególnie na poziomie lokalnym i młodzieżowym (Jusos) – przyjęła wobec Antify postawę tolerancji instrumentalnej: formalnego dystansu przy faktycznej akceptacji. Politolog Eckhard Jesse wskazuje na strukturalną asymetrię: podczas gdy prawicowy ekstremizm jest ścigany jako zagrożenie dla porządku konstytucyjnego, przemoc lewicowa bywa interpretowana jako „reaktywna”. Ten podwójny standard nie jest przypadkiem; wynika z moralnej hierarchii, w której „właściwa strona historii” uzyskuje immunitet interpretacyjny. SPD, akceptując tę hierarchię, zrezygnowała z neutralności państwa.

Migracja i liberalizm obyczajowy jako substytut polityki społecznej

Po erozji bazy robotniczej SPD zaczęła wypełniać próżnię symboliczną polityką tożsamościową. Migracja została przedstawiona nie jako wyzwanie strukturalne, ale jako test moralny. Liberalizm obyczajowy – LGBT+, gender, BLM – stał się językiem zastępczym dla polityki redystrybucyjnej, której SPD nie była już w stanie prowadzić po Agendzie 2010.

Andreas Rödder trafnie opisuje ten proces jako przejście od „polityki interesów” do „polityki norm”. W tej logice sprzeciw wobec multikulturalizmu nie jest błędem politycznym, ale defektem moralnym. SPD, wchodząc w trwały sojusz z Zielonymi, przyjęła ten paradygmat w całości, godząc się na rolę administratora progresywnej transformacji.

BSW – Sahra Wagenknecht i rewolta przeciw lewicy kulturowej

Powstanie Bündnis Sahra Wagenknecht (BSW) stanowi najważniejsze wydarzenie ideowe na niemieckiej lewicy od czasu Bad Godesberg – nie ze względu na skalę elektoratu, ale z powodu rzeczywistego zerwania paradygmatycznego. BSW jest pierwszym projektem lewicowym w RFN, który otwarcie odrzuca liberalizm kulturowy jako dominującą ideologię lewicy.

Wagenknecht wychodzi z założenia, iż współczesna lewica zdradziła swoją bazę społeczną, zastępując konflikt kapitał–praca konfliktem symbolicznym. Jej krytyka migracji masowej, sankcji wobec Rosji, deindustrializacji i polityki klimatycznej nie ma charakteru nacjonalistycznego, ale państwowo-socjalny. W tym sensie BSW jest bliższe tradycji Schmidta niż Brandta, a tym bardziej – Zielonych. Istotne jest to, iż BSW nie odwołuje się do nostalgii NRD ani do postkomunistycznej symboliki. Wręcz przeciwnie: Wagenknecht krytykuje Die Linke za moralizatorstwo, elitaryzm i oderwanie od realnych warunków życia. Konflikt ten obnaża prawdziwy podział niemieckiej lewicy: nie między reformą a rewolucją, ale między realizmem społecznym a progresywną inżynierią kulturową.

Z perspektywy konserwatywnej BSW jest zjawiskiem ambiwalentnym. Z jednej strony odrzuca wiele elementów „zgnilizny obyczajowej”, z drugiej – pozostaje zakorzenione w etatyzmie i antyliberalnej krytyce rynku. Nie jest to powrót do klasycznej socjaldemokracji, ale lewica bez liberalizmu kulturowego, co czyni ją potencjalnie atrakcyjną dla elektoratu robotniczego i postindustrialnego.

Migracja: od kwestii społecznej do narzędzia hegemonii normatywnej

Polityka migracyjna stała się w RFN głównym polem, na którym dokonała się transformacja niemieckiej lewicy z projektu społecznego w projekt normatywny. Dla klasycznej socjaldemokracji migracja była problemem rynku pracy, integracji i solidarności państwowej. Dla współczesnej SPD – podobnie jak dla Zielonych – stała się testem moralnym, w którym sprzeciw jest delegitymizowany jako deficyt etyczny.

Decydujący moment przypadł na lata 2015–2016. SPD nie była inicjatorem polityki „Willkommenskultur”, ale stała się jej instytucjonalnym gwarantem. Zamiast domagać się kontroli, selekcji i integracji, partia przyjęła „język humanitarny”, który wyłączył debatę z obszaru racjonalnej polityki. Migracja została wyrwana z kontekstu państwowego i wpisana w narrację postnarodową, w której suwerenność jest traktowana jako relikt przeszłości. Konsekwencją było pęknięcie elektoratu SPD. Tradycyjne środowiska robotnicze – szczególnie na wschodzie i w regionach zdeindustrializowanych – postrzegały masową migrację jako czynnik presji płacowej, konkurencji o mieszkania i rozkładu porządku publicznego. SPD odpowiedziała na te obawy nie polityką, ale moralizacją. W ten sposób problem społeczny został przekształcony w konflikt kulturowy.

Die Linke poszła jeszcze dalej, traktując migrację jako element globalnej sprawiedliwości i „antyrasistowskiego obowiązku”. Jak zauważa Wolfgang Merkel, mamy tu do czynienia z paradoksem: partie, które historycznie reprezentowały klasę pracującą, dziś ignorują empiryczne skutki migracji dla tej klasy, skupiając się na symbolicznym kapitale moralnym.

BSW stanowi jedyny lewicowy projekt, który przywraca migracji wymiar państwowy i socjalny. Krytyka Wagenknecht nie ma charakteru etnicznego, ale strukturalny: masowa migracja bez integracji osłabia solidarność, a solidarność jest warunkiem redystrybucji. To stanowisko zbliża BSW do konserwatywnej krytyki liberalizmu, choć bez jej narodowej metafizyki.

Ukraina i wojna: moralizacja konfliktu i kres niemieckiego realizmu

Wojna na Ukrainie stała się momentem definitywnego zerwania SPD z własną tradycją geopolityczną. Ostpolitik Brandta i Schmidta opierała się na założeniu, iż Europa Środkowa jest strefą konfliktu interesów, a rolą Niemiec jest mediacja i stabilizacja. Po 2022 roku SPD porzuciła tę logikę na rzecz moralnego binarnego podziału świata.

W nowej narracji konflikt nie jest już sporem geopolitycznym, ale starciem „demokracji z autorytaryzmem”. Taki język eliminuje możliwość negocjacji i kompromisu, a politykę zagraniczną redukuje do gestów symbolicznych. SPD – dawniej partia odpowiedzialności państwowej – zaakceptowała rolę junior partnera atlantyckiego moralizmu, rezygnując z autonomii strategicznej.

Herfried Münkler podkreśla, iż Niemcy znalazły się w sytuacji „wojny bez strategii”: podejmują decyzje o historycznych konsekwencjach bez jasnego określenia celów politycznych. SPD, zamiast pełnić funkcję stabilizującą, stała się częścią koalicji emocji i presji medialnej. Die Linke w tej kwestii ujawniła swoje wewnętrzne sprzeczności. Część partii pozostała przy pacyfistycznym antyamerykanizmie, inna – szczególnie skrzydło miejskie – przyjęła narrację liberalno-interwencyjną. Brak spójności potwierdził, iż Die Linke nie jest zdolna do myślenia w kategoriach państwa i bezpieczeństwa.

BSW natomiast konsekwentnie broni stanowiska negocjacyjnego, co wywołało oskarżenia o „prorosyjskość”. W rzeczywistości jest to powrót do kontynentalnego realizmu, który w niemieckiej tradycji lewicy był normą, a nie wyjątkiem.

SPD – Die Linke – KPD – BSW: ciągłość i zerwania

SPD jest dziś partią postspołeczną. Jej rdzeń ideowy nie leży już w konflikcie klasowym ani w redystrybucji, ale w zarządzaniu transformacją normatywną: klimatem, tożsamością, migracją. To nie neokomunizm w sensie strukturalnym, ale miękki postmarksizm kulturowy, pozbawiony projektu gospodarczego.

Die Linke stanowi ciągłość mentalną komunizmu, choć bez jego rewolucyjnej energii. Jest to partia protestu normatywnego, która łączy antykapitalizm z liberalizmem obyczajowym, reprodukując paradoks współczesnej lewicy: radykalizm symboliczny przy braku odpowiedzialności państwowej.

KPD (historyczna) była partią rewolucyjną, zakorzenioną w internacjonalizmie i podporządkowaniu Moskwie. Jej znaczenie polega dziś nie na ciągłości organizacyjnej, ale na dziedzictwie pojęciowym: antyfaszyzm jako narzędzie delegitymizacji, prymat ideologii nad państwem, wrogość wobec pluralizmu.

BSW jest projektem heterodoksyjnym: lewicowym gospodarczo, konserwatywnym społecznie w sensie funkcjonalnym, realistycznym geopolitycznie. Nie jest ani socjaldemokracją w klasycznym sensie, ani neokomunizmem. Jest próbą rekonstrukcji lewicy państwowej po epoce liberalnego progresywizmu.

Konserwatywna perspektywa

Andreas Rödder opisuje SPD jako partię, która porzuciła „republikański środek ciężkości” na rzecz „moralnej polityki tożsamości”. Eckhard Jesse wskazuje na strukturalną asymetrię w traktowaniu ekstremizmów, co podważa neutralność państwa. Herfried Münkler ostrzega przed zanikiem myślenia strategicznego i powrotem „polityki sumienia” zamiast polityki interesów. Götz Aly akcentuje, iż lewica niemiecka historycznie miała skłonność do moralnego absolutyzmu, który w różnych epokach prowadził do katastrof politycznych.

Autorzy związani z nurtem konserwatywnym (WerteUnion, Neue Rechte) podkreślają, iż SPD przestała być partią klasy pracującej, a stała się częścią postnarodowej elity zarządzającej, oderwanej od realnych konfliktów społecznych. choćby „skrajna prawica” (NPD w analizach ideowych) trafnie – choć ideologicznie wypaczając – diagnozowała rozpad socjalnej bazy lewicy, co jednak wykorzystywała w sposób destrukcyjny i antysystemowy.

Socjaldemokracja czy neokomunizm?

W odniesieniu do współczesnej SPD nie mamy do czynienia ani z klasyczną socjaldemokracją, ani z neokomunizmem w sensie historycznym. Jest to projekt postspołeczny, w którym kategorie klasowe zostały zastąpione kategoriami normatywnymi. W tym sensie SPD nie jest partią lewicy społecznej, ale lewicą liberalną.

Die Linke reprezentuje miękki postkomunizm kulturowy, pozbawiony ambicji państwowych. KPD pozostaje punktem odniesienia historycznego jako ostrzeżenie przed ideologicznym absolutyzmem.

BSW natomiast otwiera nową możliwość: lewicę bez liberalizmu kulturowego, ale też bez rewolucyjnego komunizmu.

Z perspektywy konserwatywnej najważniejszy wniosek jest jeden: niemiecka socjaldemokracja nie została „zdradzona” – ona sama porzuciła swój przedmiot. W miejsce społeczeństwa wprowadziła normę, w miejsce państwa – moralną narrację, w miejsce realizmu – ideologię.

Eurazjatyzm Aleksandra Dugina a niemiecka lewica: strukturalna niekompatybilność

Recepcja myśli Aleksandra Dugina i szerzej eurazjatyzmu w Niemczech jest zjawiskiem asymetrycznym i silnie spolaryzowanym.

Niemiecka lewica – zarówno SPD, jak i Die Linke – wykazuje wobec tej doktryny niemal całkowitą niezdolność recepcyjną, podczas gdy zainteresowanie nią pojawia się selektywnie po prawej stronie spektrum, szczególnie w kręgach Nowej Prawicy, części AfD oraz marginalnie w środowiskach postnarodowych dawnej NPD.

Powód tej asymetrii nie ma charakteru doraźnego, ale strukturalny. Eurazjatyzm Dugina jest doktryną antyliberalną w sensie ontologicznym: odrzuca liberalizm nie tylko jako system polityczny, ale jako antropologię, opartą na jednostce, prawach indywidualnych i uniwersalizmie.

Tymczasem współczesna niemiecka lewica – choćby gdy krytykuje neoliberalizm gospodarczy – pozostaje fundamentalnie liberalna kulturowo. Jej aksjomatami są emancypacja jednostki, pluralizm tożsamości, konstruktywizm kulturowy i normatywny uniwersalizm. Eurazjatyzm natomiast opiera się na pojęciach całkowicie obcych tej formacji: cywilizacja jako byt organiczny, pierwotność wspólnoty przed jednostką, sakralny wymiar polityki, hierarchia, tradycja, geopolityka jako los. Z tego względu dla SPD i Die Linke myśl Dugina jest nie tylko „kontrowersyjna”, ale nieprzetłumaczalna na ich język pojęciowy. Nie istnieje tu wspólna płaszczyzna dyskursu.

Co więcej, eurazjatyzm podważa samo jądro powojennej tożsamości niemieckiej lewicy: antyfaszyzm jako uniwersalny paradygmat moralny. Dugin odrzuca antyfaszyzm jako mit liberalny, traktując XX wiek nie w kategoriach moralnych, ale cywilizacyjnych. Taka perspektywa jest dla niemieckiej lewicy nie do przyjęcia, ponieważ antyfaszyzm pełni w niej funkcję metapolitycznego immunitetu – zabezpiecza ją przed krytyką i umożliwia delegitymizację przeciwnika bez sporu merytorycznego.

Dlaczego eurazjatyzm interesuje niemiecką prawicę (Nowa Prawica, AfD, NPD)

Zainteresowanie eurazjatyzmem po prawej stronie niemieckiej sceny politycznej ma charakter selektywny i instrumentalny, a nie doktrynalny. Nie polega ono na prostym przejęciu tez Dugina, ale na wykorzystaniu pewnych wspólnych punktów krytyki wobec liberalnego porządku Zachodu.

Nowa Prawica (w sensie intelektualnym, nie partyjnym) interesuje się eurazjatyzmem przede wszystkim jako antytezą atlantyzmu i liberalnego uniwersalizmu. Dugin oferuje język, który pozwala mówić o świecie w kategoriach wielobiegunowości, cywilizacji i konfliktu wartości – co rezonuje z krytyką liberalnej hegemonii kulturowej, Unii Europejskiej jako projektu postnarodowego oraz amerykańskiej dominacji normatywnej.

W AfD zainteresowanie to jest niejednorodne. Skrzydło liberalno-konserwatywne pozostaje wobec Dugina sceptyczne, traktując go jako ideologa rosyjskiego imperializmu. Natomiast skrzydło narodowo-suwerenistyczne postrzega eurazjatyzm jako narzędzie krytyczne, umożliwiające zakwestionowanie liberalnego konsensusu bez odwoływania się do klasycznego niemieckiego nacjonalizmu, który pozostaje obciążony historycznie.

W środowiskach skrajnych (dawna NPD) eurazjatyzm bywał interpretowany w sposób uproszczony, często sprzeczny z jego rzeczywistą treścią, jako ideologiczne uzasadnienie antyzachodniego resentymentu. Nie była to recepcja intelektualna, ale symboliczna.

Kluczowe jest jednak to, iż prawica interesuje się eurazjatyzmem nie jako projektem rosyjskim, ale jako negacją liberalizmu. To zasadnicza różnica względem lewicy, która liberalizm krytykuje selektywnie, ale nigdy ontologicznie. Współczesna niemiecka lewica nie odrzuca eurazjatyzmu dlatego, iż jest „autorytarny”, „rosyjski” czy „reakcyjny”. Odrzuca go dlatego, iż demaskuje jej własną pustkę ontologiczną. Eurazjatyzm – niezależnie od tego, czy uznać go za błędny, niebezpieczny czy utopijny – stawia pytania o sens, cywilizację, granice, los i wspólnotę. Niemiecka lewica nie jest już zdolna na takie pytania odpowiadać.

SPD, Die Linke i ich intelektualne zaplecze funkcjonują w świecie, w którym polityka została zredukowana do zarządzania normami, a państwo do egzekwowania poprawności moralnej. To świat bez tragizmu, bez konfliktu cywilizacyjnego, bez historii rozumianej jako los. W takim świecie nie ma miejsca na Dugina – nie dlatego, iż jest groźny, ale dlatego, iż przypomina, iż polityka nie jest terapią. Paradoks polega na tym, iż niemiecka lewica, obsesyjnie walcząc z „faszyzmem”, sama stworzyła porządek antypolityczny, w którym wszelka alternatywa ontologiczna musi zostać wykluczona jako niemoralna. To nie jest już pluralizm – to jest hegemonia.

Z tego punktu widzenia zainteresowanie eurazjatyzmem po prawej stronie nie jest wyrazem „zdrady Zachodu”, ale symptomem intelektualnej próżni, jaką pozostawiła lewica po porzuceniu własnych korzeni społecznych i państwowych. Gdy jedna strona przestaje zadawać pytania o sens, druga – choćby błądząc – zaczyna je zadawać za nią.

Na koniec słowa Oswalda Spenglera, które w kontekście całej tej analizy brzmią jak ostrzeżenie, a nie sentencja: „Nie ideologie zwyciężają, ale formy życia. A gdy forma się wyczerpie, żadna moralność nie uratuje cywilizacji”.

To zdanie pozostaje kluczem do zrozumienia zarówno kryzysu niemieckiej socjaldemokracji, jak i nerwowej reakcji lewicy na wszelkie alternatywy cywilizacyjne.

Matthäus Golla

Bibliografia niemiecka (wybór)

– Andreas Rödder, Der falsche Liberalismus, München 2020;

– Eckhard Jesse, Formen des Extremismus, Baden-Baden 2018;

– Herfried Münkler, Die neue Spaltung der Gesellschaft, Berlin 2023;

– Karl-Rudolf Korte, Wahlen in der Erlebnisgesellschaft, Frankfurt a.M. 2019;

– Werner Patzelt, Populismus und Demokratie, Wiesbaden 2017;

– Ilko-Sascha Kowalczuk, Die Übernahme. Wie Ostdeutschland Teil der Bundesrepublik wurde, München 2019;

– Götz Aly, Unser Kampf, Frankfurt a.M. 2017.

Читать всю статью