Na Ukrainie ostre mrozy, pierwsze od początku tej wojny, a rosyjska armia niszczy energetykę, biorąc odwet za ataki na rosyjską ropę naftową. Kijów i wielkie miasta są na krawędzi katastrofy humanitarnej.
Masowe, lawinowe wręcz, ataki dronów i rakiet uderzają w najważniejsze węzły systemu energetycznego wielkich miast. Głównym celem stał się oszczędzany do tej pory Kijów, to przecież „centrum podejmowania decyzji”. To kiedyś 3,5-milionowe miasto tonie w ciemnościach. Żadna z trzech elektrowni i ciepłowni nie działa, poważnie uszkodzone są systemy przesyłowe, systematycznie bombardowane stacje przekaźnikowe i transformatory. A ataki na stolicę, Dniepr i Odessę są wciąż i wciąż powtarzane. Co się udało naprawić – następnej nocy jest niszczone, a to co już leży w ruinach, jest głębiej wbijane w ziemię. Część ludności uciekła z miast na wieś, gdzie da się taką zimę przeżyć, bo w wieżowcu bez energii długo przeżyć się nie da.
W oczy Kijowa zagląda katastrofa humanitarna – potężne, wysokie bloki mieszkaniowe są ciemne i zimne, zaledwie 3-4 godziny dociera tam energia, światło i ciepło. Setki, jeżeli nie tysiące budynków – nie ma ogrzewania – uszkodzone są lokalne systemy ciepłownicze. I to przy niezwykle niskich temperaturach, nocą dochodzących do minus 20 stopni Celsjusza. Sytuacja pogarsza się z dnia na dzień, 22 stycznia, po kilkukrotnych atakach, sytuacja była najbardziej dramatyczna od czasu blackoutu całego systemu energetycznego Ukrainy w listopadzie 2022 roku. Jednak wtedy było znacznie łatwiej – działało o wiele więcej mocy wytwórczych, nie było takich mrozów. Dzisiaj system energetyczny wisi na włosku.
Ludzie gromadzą się w szkołach, w metrze, miejscach publicznych. Na osiedlach, placach i ulicach działają specjalnie uruchomione „punkty niezłomności” – namioty, gdzie można się ogrzać, naładować komórkę czy połączyć się z internetem. Ciepło to tam nie jest, ale choćby śnieg nie pada i jest prąd.
Rząd Ukrainy zarzuca Rosji „energetyczny terror”, jednak ukraińskie wojska od lata intensywnie atakowały rosyjską ropę. Drony masowo niszczyły rafinerie, terminale przeładunkowe, magazyny paliw, a choćby stacje benzynowe. Były skuteczne i sięgały daleko – 500 kilometrów w głąb Rosji, choćby do tysiąca. To tak jakby z Ukrainy sięgać do Niemiec. CIA oceniało rosyjskie straty na 75 milionów dolarów każdego dnia.
Sojusznicy, dostarczający uzbrojenie i dane wywiadowcze dla nalotów w głąb Rosji, świętowali zwycięstwo. Rosja została uderzona boleśnie, ceny, szczególnie benzyny, pięły się ostro w górę, rząd był zmuszony ogłosić zakaz eksportu paliw, także diesla. We wrześniu przed stacjami paliw (szczególnie na Krymie) stały kolejki samochodów, rolnicy skarżyli się na braki oleju napędowego w czasie prac polowych.
Kreml oskarża Zachód o współudział w atakach, Ukraina nie ma bowiem możliwości technicznych ani wywiadowczych (satelitarny wywiad oraz naprowadzanie dronów i rakiet) dla ich przeprowadzenia. Jednak nie chcąc eskalować konfliktu zbrojnego na NATO-wskich sojuszników Ukrainy, wzięto na celownik mieszkańców. Prawdziwa pomsta (Rosjanie określają to jako „wozmiezdie” – odpłatę za wyrządzone zło) dokonała się teraz, gdy w styczniu Ukrainą zawładnął legendarny Generał Mróz. W nocy temperatury spadały do minus 15-17 stopni, w dzień do 10-12. Jeszcze ostrzej niż w Polsce.
Dlaczego Rosjanie to robią? Gdyż mogą, mają możliwości i znaczącą przewagę. I choć Ukraina ciągle atakuje terminale naftowe, wieże wiertnicze i tankowce na Morzu Czarnym, to nie są to dla Rosji ciosy śmiertelne. Raczej ukąszenia, które tylko podgrzewają chęć odwetu.
Dla zrozumienia tego, co się dzieje, warto przypomnieć argumentację NATO, które w 1999 roku bezwzględnie niszczyło system energetyczny Serbii, tak iż 70% kraju nie miało prądu ani wody. Tę strategię rzecznik Sojuszu uzasadniał tak: „Jeśli prezydent Miloszewicz naprawdę chce, by jego naród miał wodę i elektryczność, wszystko, co musi zrobić, to zaakceptować pięć warunków NATO. I zakończymy tę kampanię. Ale jak długo się tego nie zrobi, my będziemy dalej atakować te cele, które dostarczają energii siłom zbrojnym. jeżeli cywile ponoszą konsekwencje tego, to już prezydenta problem, jak ma przywrócić wodę i elektryczność narodowi serbskiemu”.
Wystarczy zmienić tylko pewne dane i pasuje jak ulał, nieprawdaż?
Andrzej Szczęśniak
Myśl Polska, nr 5-6 (1-8.02.2026)















