Gen wojownika

polska-zbrojna.pl 9 часы назад

W boksie nie zawsze wygrywa najsilniejszy czy najszybszy, często wygrywa ten, kto potrafi podnieść się po porażce, wyciągnąć wnioski i iść dalej – mówi st. szer. spec. Aneta Rygielska, wicemistrzyni świata w boksie i żołnierz Wojska Polskiego. Sportsmenka opowiada o zwycięstwach, trudnych momentach w karierze, godzeniu służby ze sportem i o chłodnej głowie na ringu.

Aneta Rygielska (z prawej) i Maria Horche Martinez podczas walki w ramach gali Suzuki Boxing Night 31. Gala Boksu Olimpijskiego, Kraków, listopad 2024 r. Fot. Marcin Golba / Forum

Jest Pani jedną z najbardziej utytułowanych bokserek w Polsce, a zarazem żołnierzem. Najpierw był sport, a potem pojawiło się wojsko czy może odwrotnie?

St. szer. spec. Aneta Rygielska: Trenuję już od dziecka, więc na samym początku był sport. Przed boksem zajmowałam się judo i karate. Miałam 14 lat, gdy trafiłam na salę bokserską. To był przypadek. Pewnego razu mój kolega przyniósł do szkoły rękawice bokserskie i mi je po prostu pokazał. Bardzo chciałam je założyć i spróbować swoich sił. Koledzy zaproponowali, iż po lekcjach mogą mnie nauczyć podstaw boksu. Okazało się, iż mam dryg do tego sportu. Później trafiłam do MKSW Pomorzanin Toruń. I tak się to wszystko zaczęło.

REKLAMA

Od zawsze ciągnęło mnie też do armii. Ukończyłam co prawda studia cywilne, ale na kierunku bezpieczeństwo wewnętrzne na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Cały czas wtedy trenowałam i osiągałam już wyniki na mistrzostwach Europy czy świata. W końcu pojawiła się możliwość, żebym łączyła sport wraz ze służbą. Dostałam propozycję połączenia kariery sportowej z wojskiem. I tak to się zaczęło. Już trzy lata służę jako żołnierz w Centralnym Wojskowym Zespole Sportowym, z czego jestem bardzo dumna, bo z jednej strony nie każdy sportowiec może trafić do CWZS-u – trzeba mieć znakomite wyniki, a z drugiej strony służę naszemu krajowi, tak jak od zawsze chciałam.

W 2025 roku zdobyła Pani tytuł wicemistrzyni świata, później był srebrny i brązowy medal w Pucharze Świata w Brazylii, a wcześniej dwukrotne wicemistrzostwo Europy i złoto w mistrzostwach młodzieżowych. Którą z walk medalowych uważa Pani za najtrudniejszą?

Akurat najtrudniejsza nie była żadna z walk o medal. Najgorzej wspominam tę z 2024 roku na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 1/8 finału z Turczynką Busenaz Sürmeneli. Była to dla mnie emocjonalnie najtrudniejsza walka. Sürmeneli uważano wtedy za najlepszą zawodniczkę na świecie, ale ja wiedziałam, iż mogę ją pokonać. Po pierwszej rundzie byłam pewna, iż wygrałam, ale sędziowie dali 4:1 dla mojej przeciwniczki. To mnie od razu ścięło, wciąż jednak wierzyłam, iż wszystko może się jeszcze zmienić.

Druga runda skończyła się wynikiem 3:2 dla mnie, choć uważam, iż walczyłam w niej perfekcyjnie i sędziowie powinni przyznać mi pięć punktów. O wszystkim miała zadecydować trzecia runda i wtedy puściły mi emocje. Ostatecznie przegrałam walkę. Emocjonalnie ta przegrana była dla mnie trudniejsza choćby niż walki finałowe. Ta walka bardzo dużo mi dała. Na pewno wyciągnęłam z niej takie wnioski, iż trzeba walczyć do samego końca, zachować zimną krew, nie dać się ponieść emocjom, co jest bardzo trudne na igrzyskach olimpijskich. Takie są właśnie cechy mistrza – nieważne, co się dzieje, czy wygrywa, czy przegrywa, jest w stanie zachować stabilne emocje przez całą walkę.

Ma Pani swoje metody motywacji, gdy przeciwnik w ringu jest za silny?

Staram się podchodzić do walki jak najbardziej zadaniowo. jeżeli wiem, iż przegrywam i nie da się już tego odwrócić, to po prostu do końca chcę walczyć jak najlepiej i nauczyć się jak najwięcej. Testować różne warianty, sprawdzać, co może zadziałać, poznać słabe punkty przeciwniczki. Staram się być sfokusowana na celu do samego końca.

Podchodzę do walki trochę jak do gry. Takie szachy na pięści. Myślę, iż ostatnio bardzo mocno uwierzyłam w siebie i to jest coś, co musiałam wypracować. Wcześniej nie do końca tak było. Otaczam się trenerami i ludźmi ze sztabu szkoleniowego, i to jest super, bo bardzo lubię pracę z profesjonalistami. Ale ostatnio faktycznie w każdym momencie, kiedy tylko mogę, czy to w ringu, czy podczas treningu, ufam po prostu sobie.

Na przykład robi Pani coś innego, niż sugeruje trener?

Nie o to chodzi. Ale w trakcie walki trener nie jest przy nas cały czas, wychodzimy do ringu sami. Trener coś nam podpowie, ale to nie zawsze zadziała i po prostu trzeba wszystko bardzo gwałtownie przeanalizować. o ile w trakcie danej walki nie wychodzi, to zamiast trzymać się kurczowo jego sugestii czy przyjętego schematu, dobrze jest wdrażać swoje pomysły. Właśnie wtedy warto zaufać sobie i zrobić po prostu to, co nam podpowiada ciało. Zresztą moi trenerzy, Kamil Gorząd w klubie MKSW Pomorzanin Toruń i Tomasz Dylak w kadrze, bardzo chwalą taką postawę – umiejętność reagowania w ringu na sytuację.

A co zrobić, żeby zachować tę chłodną głowę w ringu i rozegrać bokserskie szachy, o których Pani mówiła?

Nie mam jakichś wyjątkowych sposobów. Oczywiście jestem w stałym kontakcie z moim psychologiem, przed każdą walką i po jej zakończeniu rozmawiamy, omawiamy jej przebieg, wytyczamy cele na przyszłość itp. W okresie przygotowawczym, a już zwłaszcza na zawodach, staram się maksymalnie odcinać od social mediów, w ogóle od internetu. Utrzymuję kontakt z najbliższymi, a po zawodach odpisuję moim kibicom na wiadomości.

A tuż przed walką? Jakieś specjalne zabiegi motywacyjne?

Stosuję wizualizacje.

Że przeciwniczka leży na macie?

Nie. Ogólnie nie przepadam za nokautowaniem. Wolę wygrywać na punkty. Wizualizuję sobie przebieg samej walki, swoje zachowanie, odpowiednie uderzenia, uniki – scenariusz, jak ma to wyglądać już w ringu. Bardzo ważna jest dla mnie aktywność w okresach roztrenowania, gdy nie ma przygotowań ani zawodów. Wtedy oczywiście odpoczywam od boksu i od treningów, ale chcę cały czas pozostać sprawna motorycznie, fizycznie. Dlatego w wolnym czasie uprawiam – już dla siebie – inne dyscypliny. Lubię się wspinać, jeżdżę na rowerze, trenuję też akrobatykę itp. Ogólnie uważam, iż ta „poboczna” działalność sportowa bardzo dużo mi daje, także później już w boksie. Zwiększa koordynację, motorykę, oczywiście czyści głowę.

Jak przygotowuje się Pani do zawodów? Jak wygląda cykl treningowy?

Zaczynamy około trzech, czterech miesięcy przed walkami. Najpierw budujemy siłę i wytrzymałość, później wraz z trenerami większy nacisk kładziemy na technikę, a potem już stricte przed zawodami przechodzimy w szybkość i dynamikę.

Ile czasu dziennie poświęca Pani na treningi?

Trenuję zwykle dwa razy dziennie po około półtorej, dwie godziny. jeżeli chodzi o ćwiczenia siłowe, są to np. zarzuty i rwania. Sporo mam ćwiczeń rozwijających motorykę: skoki na skrzynie, przeskoki przez pachołki i inne podobne ćwiczenia. jeżeli chodzi o wytrzymałość, kondycję, to w grę wchodzą interwały biegowe czy sparingi. Oczywiście w programie mam też basen.

Skoki na skrzynię w ramach treningu bokserskiego?

Tak, jak najbardziej. Skoki na skrzynię, skoki przez pachołki oraz rzuty piłką lekarską to ćwiczenia plyometryczne, które rozwijają dynamikę, eksplozywność, zwinność, koordynację i moc ruchów. Są one bardzo ważnym elementem treningu bokserskiego, ponieważ pomagają poprawić szybkość pracy nóg oraz siłę i dynamikę uderzeń.

A poza treningami? Spytam bardziej filozoficznie: co trzeba w sobie mieć, by być dobrym bokserem?

Oczywiście znaczenie mają predyspozycje fizyczne, motoryka czy talent. Jednak nie odkryję Ameryki, jeżeli powiem, iż najważniejsza jest głowa. Trzeba umieć radzić sobie z presją, zachować spokój w trudnych momentach i konsekwentnie dążyć do celu mimo przeciwności. W boksie nie zawsze wygrywa najsilniejszy czy najszybszy – często wygrywa ten, kto potrafi podnieść się po porażce, wyciągnąć wnioski i iść dalej.

Gen wojownika?

Tak, można to tak nazwać. Często spotyka się zawodników, którzy świetnie prezentują się na treningach, sparingach czy podczas pracy na tarczach z trenerem, a kiedy przychodzi czas walki, nie potrafią pokazać swoich umiejętności w ringu. Najczęściej wynika to właśnie z presji, stresu lub strachu, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Dlatego przygotowanie mentalne jest w boksie tak ważne. Chodzi o to, żeby w ringu robić dokładnie to, co wypracowało się na treningach, i zaufać swoim umiejętnościom. Ring nie powinien paraliżować – powinien być miejscem, w którym można pokazać efekty swojej pracy.

Co doradziłaby Pani osobom, które chcą wejść na ścieżkę profesjonalnego boksu?

Przede wszystkim odnaleźć w sobie gen wojownika. Wierzę, iż każdy go ma, choć czasami jest po prostu uśpiony i trzeba dać sobie czas, żeby go odkryć. Ważne jest, żeby się nie poddawać i konsekwentnie iść do przodu, choćby wtedy, gdy pojawiają się zwątpienie czy porażki. Boks uczy pokory i cierpliwości. Nie wszystko przychodzi od razu, warto skupić się na codziennej pracy, a nie tylko na odległym celu, oddawać tej drodze całe serce, ufać procesowi i być gotowym na wyrzeczenia. jeżeli do talentu dołoży się systematyczność i determinację, sukces prędzej czy później się pojawi.


Aneta Rygielska, wicemistrzyni świata w boksie, jest wielokrotną medalistką mistrzostw Polski, Europy i świata, od lat związaną ze sportem wyczynowym.

Marcin Moneta
Читать всю статью