Francuskie Zgromadzenie Narodowe przyjęło ustawę wprowadzającą eutanazję stosunkiem głosów 295 do 232. To kolejny etap batalii, która toczy się we Francji od ponad roku i która w połowie lipca może zakończyć się definitywnym otwarciem drogi do legalnego zabijania chorych i cierpiących ludzi.
Głosowanie w Paryżu to efekt kilkunastu miesięcy przeciągającej się rozgrywki między Zgromadzeniem Narodowym a Senatem. Jak relacjonował z Francji Sebastien Ostertag, izba niższa poparła projekt już 27 maja 2025 roku (305 głosów za, 199 przeciw), jednak Senat 21 stycznia 2026 roku zablokował ustawę stosunkiem głosów 181 do 122. Deputowani nie zamierzali jednak odpuścić i 25 lutego 2026 roku ponownie przegłosowali projekt, a Senat po raz kolejny go odrzucił 11 maja 2026 roku (151 do 118), zgadzając się większością 325 do 18, na część ustawy dotyczącą rozwoju opieki paliatywnej.
Teraz projekt wraca do Senatu. Ale choćby jeżeli izba wyższa po raz trzeci powie „nie”, francuska konstytucja daje Zgromadzeniu Narodowemu prawo do przegłosowania ustawy ponad głowami senatorów. Decydujące głosowanie zaplanowano na 15 lipca 2026 roku, a przeciwnikom eutanazji zostały, jak podaje Ostertag, zaledwie dwa tygodnie na przekonanie 32 deputowanych do zmiany zdania.
Co grozi Francji, jeżeli ustawa wejdzie w życie
Skala zagrożeń, jakie niesie ze sobą ten projekt, jest ogromna, a wielu komentatorów po obu stronach Atlantyku porównuje ją do najbardziej radykalnych rozwiązań przyjętych w Kanadzie. Wśród najpoważniejszych konsekwencji wymienia się:
- Zamknięcie katolickich i innych chrześcijańskich domów opieki oraz placówek medycznych, instytucje wyznaniowe nie zostały objęte klauzulą sumienia, więc mogą zostać zmuszone do zaprzestania działalności albo do współudziału w zabijaniu podopiecznych.
- Presję na pielęgniarki i farmaceutów, którzy w przeciwieństwie do lekarzy nie otrzymają prawa do odmowy udziału w procedurze eutanazji ze względu na przekonania.
- Realne ryzyko, iż osoby ubogie i cierpiące, pozbawione dostępu do opieki paliatywnej, zostaną praktycznie zepchnięte w stronę śmierci jako „rozwiązania” swojego cierpienia, ponieważ dostęp do takiej opieki wciąż nie jest we Francji powszechny.
- Zaledwie 48-godzinny okres namysłu przed wykonaniem eutanazji. To czas stanowczo zbyt krótki, by można było mówić o świadomej i przemyślanej decyzji.
- Brak możliwości interwencji sądowej ze strony rodziny, która nie będzie mogła zaskarżyć decyzji o zakończeniu życia bliskiej osoby.
Francuskie szacunki, o których informuje Ostertag, są alarmujące: przy uwzględnieniu liczby ludności kraju, na skutek eutanazji może umierać choćby 50 tysięcy osób rocznie.
Znajomy scenariusz: dziś dorośli cierpiący, jutro dzieci i chorzy psychicznie
Doświadczenie innych krajów, które otworzyły furtkę do „śmierci na życzenie”, pokazuje wyraźny wzorzec. Najpierw prawo ogranicza się do przypadków skrajnych i wyjątkowych, a z czasem granice są systematycznie przesuwane. Zwolennicy francuskiej ustawy najprawdopodobniej pójdą tą samą drogą, będą dążyć do rozszerzenia eutanazji na dzieci oraz osoby chore psychicznie, a jednocześnie do karania tych, którzy będą próbowali odwieść kogoś od odebrania sobie życia. To nie jest czarnowidztwo, ale powtarzający się schemat, znany choćby z Belgii czy Holandii.
Warto przy tym pamiętać, iż próba poddania sprawy eutanazji pod głosowanie w drodze odrębnej procedury parlamentarno-konstytucyjnej została zablokowana przez Conseil Constitutionnel, francuski odpowiednik Sądu Najwyższego. Oznacza to, iż lipcowe głosowanie będzie miało charakter ostateczny, przynajmniej do czasu kolejnych wyborów prezydenckich we Francji.
Macron i elity polityczne po stronie „kultury śmierci”
Nie powinno dziwić, iż za ustawą stoi cały ciężar establishmentu politycznego znad Sekwany. Rząd Francji od początku otwarcie popiera legalizację eutanazji i jak wynika z relacji Ostertaga, wywierał presję na deputowanych, by głosowali zgodnie z jego wolą. Prezydent Emmanuel Macron oraz przewodnicząca Zgromadzenia Narodowego Yaël Braun-Pivet konsekwentnie opowiadają się za wprowadzeniem prawa do zabijania chorych. To kolejny dowód na to, jak głęboko ideologia autonomii jednostki oderwanej od jakiegokolwiek odniesienia do godności życia ludzkiego, zakorzeniła się we francuskich elitach władzy.
Lekcja z Quebecu, której Paryż nie chce się nauczyć
Zanim francuscy parlamentarzyści oddadzą decydujący głos, powinni uważnie przyjrzeć się temu, co stało się w kanadyjskiej prowincji Quebec. To właśnie tam w 2015 roku, powołując się na rzekomo „wyjątkowe okoliczności”, zalegalizowano eutanazję. Dziś francuskojęzyczna prowincja ma najwyższy wskaźnik eutanazji na świecie, dobitny dowód na to, iż raz otwartych drzwi do zabijania „w imię współczucia” praktycznie nie da się już zamknąć.
Francja stoi dziś przed wyborem, który zaważy na losie tysięcy najsłabszych obywateli, osób starszych, przewlekle chorych, samotnych i pozbawionych realnego wsparcia. Zamiast inwestować w rozwój opieki paliatywnej i towarzyszenie choremu do naturalnej śmierci, francuski parlament może w ciągu kilku dni otworzyć drogę do państwowo usankcjonowanego zabijania. Decydujące głosowanie 15 lipca pokaże, czy głos rozsądku i troski o życie zdoła jeszcze przeważyć nad presją polityczną paryskich elit.
jb
Źródło: www.lifenews.com











