Fałszywi prorocy z Doliny Krzemowej (cz. 2)

wiernipolsce1.wordpress.com 1 час назад

foto:Trey Stevens

Jeśli chrześcijaństwo okaże się (przynajmniej w USA) ostatnią realną przeszkodą w podporządkowaniu ludzkiej duszy logice maszyny, to technokraci i byli poganie lepiej by zrobili, gdyby nie niszczyli jej, a raczej zwabili niczego niepodejrzewającą chrześcijańską trzodę w szpony fałszywych proroków.

Przyjrzyjmy się bliżej twarzom osób bezpośrednio zaangażowanych w kształtowanie techno-chrześcijaństwa. Prawdopodobnie nie jest przypadkiem, iż te siły kształtujące to niemal wyłącznie osoby z bliskiego otoczenia Petera Thiela.

Zacznijmy od małżeństwa Stevensów.

Trey Stevens jest partnerem Thiela w przedsięwzięciu i współzałożycielem Anduril Industries, firmy produkującej zaawansowane technologicznie systemy obronne i broń.

Trey Stevens jest wnukiem pastora baptystów z małego miasteczka w Ohio, a jego żona Michelle dorastała w pobożnej rodzinie katolickiej na przedmieściach Filadelfii – jej ojciec odrestaurowywał i remontował kościoły. Poznali się na Uniwersytecie Georgetown i połączyła ich wiara. Ta instytucja edukacyjna jest nie tylko wspierana przez zakon jezuitów, ale służy również jako poligon doświadczalny dla amerykańskiej społeczności wywiadowczej.

Po ukończeniu studiów Trey Stevens pracował dla amerykańskich służb wywiadowczych, gdzie zajmował się lingwistyką komputerową. W 2008 roku, jako jeden z pierwszych, otrzymał ofertę pracy w firmie Thiela, Palantir, i dołączył do grona amerykańskich elit technologicznych. W 2013 roku Thiel, który finansował Palantir, zaprosił go do objęcia stanowiska dyrektora w swojej firmie venture capital, Founders Fund, a Stevens przeprowadził się z rodziną do San Francisco. Stevens pomógł później Thielowi założyć Anduril, firmę produkującą między innymi autonomiczne drony i systemy sterowania dla Pentagonu. Warto zauważyć, iż Trey Stevens był jednym z kandydatów Trumpa na stanowisko sekretarza Pentagonu.

Jego żona, Michelle Stevens, założyła w 2024 roku organizację non-profit ACTS 17 Collective. Organizacja ta, której celem jest „rozpoznanie Chrystusa w środowisku technologicznym”, zorganizowała wspomniane wcześniej, głośne wykłady Thiela na temat Antychrysta. Nazwa ACTS 17, akronim od „rozpoznanie Chrystusa w technologii i społeczeństwie”, nawiązuje również do rozdziału biblijnego opisującego podróż apostoła Pawła przez Ateny i Saloniki, aby głosić Ewangelię Grekom – „królom i królowym kultury”. Innymi słowy, jest to nawiązanie do kazania apostoła Pawła w Atenach, skierowanego do ówczesnej greckiej elity.

Inspiracją do powstania ACTS 17 było przemówienie Thiela wygłoszone na 40. urodzinach Treya Stevensa w 2023 roku, w którym mówił o cudach, przebaczeniu i Jezusie Chrystusie. Przemówienie było bardzo mocne – w Dolinie Krzemowej, od dawna zdominowanej przez agnostycyzm, ateizm oraz praktyki Wschodu i okultyzmu (takie jak słynny festiwal Burning Man, o którym pisaliśmy powyżej), publiczne deklarowanie wiary chrześcijańskiej było uważane za niewłaściwe, a choćby niebezpieczne. Rok później, zainspirowana przemówieniem Thiela, Michelle Stevens założyła kolektyw ACTS 17.

Jednocześnie, jak zauważa Michelle Stevens, misja grupy, polegająca na nawracaniu bogatych i wpływowych osób z branży technologicznej, może wydawać się „nieco sprzeczna” z chrześcijaństwem. (Szczerze mówiąc, nie tylko sobie to wyobrażamy – jesteśmy o tym przekonani).

W wywiadzie dla „New York Timesa” Michelle Stevens rozwija tę myśl: „My, chrześcijanie, jesteśmy zawsze uczeni bycia łagodnymi, pokornymi, marginalizowanymi… Myślę, iż zdaliśmy sobie sprawę, iż przynajmniej w przypadku bogatych, zamożnych i wpływowych, potrzebujemy Jezusa tak samo mocno”. Mówi również o potrzebie przyciągnięcia tych „władców”, którzy nie uczęszczają do tradycyjnego kościoła.

Organizacja realizuje wydarzenia, na których czołowe postacie branży technologicznej i rozrywkowej rozmawiają o swojej wierze. Na przykład Trey Stevens otwarcie poruszał w swoich przemówieniach kwestię związku między chrześcijaństwem a innowacją: jego zdaniem podstawowe zasady inwestowania venture capital uosabiają „boskie przebaczenie”. Stevens regularnie wyraża również pomysł Thiela, aby połączyć technologię i chrześcijaństwo na spotkaniach ACTS 17: na przykład, iż praca poza kościołem również może być święta.

Trey Stevens nawiązuje również do działalności Marcina Lutra w okresie reformacji protestanckiej. „Role, do których jesteśmy powołani, są nie tylko ważne i cenne na poziomie osobistym, ale także najważniejsze dla wypełnienia Bożego nakazu, aby Jego królestwo zapanowało na Ziemi takim, jakim jest w niebie” – powiedział Stevens.

Odnosi się to do „słusznych” i „niesłusznych” poszukiwań rozwiązań technologicznych. Słuszne rozwiązania to takie, które pomagają rozwijać Królestwo Boże na Ziemi poprzez rozwiązywanie złożonych i ambitnych problemów. Po raz pierwszy przedstawił tę koncepcję w 2022 roku w artykule napisanym wspólnie z przedsiębiorcą Markiem Wagnerem. W artykule argumentowano, iż Dolina Krzemowa pogrąża się w „kryzysie nonsensu”, którego oznakami są:

A) ogromne zauroczenie kapitałem wysokiego ryzyka przy braku obiecujących pomysłów i projektów do sfinansowania;

B) publiczne tweetowanie na X dotyczące kwestii politycznych i społecznych zamiast realnej pracy, a do tego de facto emeryturą w wieku 35 lat po osiągnięciu dużych zysków ze sprzedaży startupów.

Jeśli zaś mówić o „właściwych” projektach, to prowadzą one do postępu w produkcji, sztucznej inteligencji i wydłużaniu ludzkiego życia. Oraz, oczywiście, w technologiach obronnych.

W listopadzie 2024 roku ACTS 17 zorganizowało dwa wydarzenia – w Abu Zabi i Dubaju – gdzie Michelle Stevens wygłosiła dwa wykłady. Pierwszy dotyczył tego, jak wiara chrześcijańska może kierować planowaniem kariery, a drugi tego, jak Bóg kształtuje poglądy jej i jej męża na sztuczną inteligencję i obronność. W Abu Zabi, po wydarzeniu, jeden z uczestników zapytał Treya Stevensa, co sądzi o „stygmatyzacji społecznej” związanej z pracą w branży technologii obronnych (a Stevens jest w nią głęboko zaangażowany).

Robimy to, ponieważ wierzymy, iż to sprawiedliwe i moralne” – powiedział Stevens, porównując swoją pracę z pracą Roberta Oppenheimera, twórcy pierwszej bomby atomowej na świecie. Oppenheimer wspominał, iż po pierwszej próbie nuklearnej przypomniały mu się słowa z indyjskiego eposu Bhagawadgity: „Teraz stałem się śmiercią, niszczycielem światów”. „To była akceptacja boskiego przeznaczenia w wymierzaniu sprawiedliwości” – wyjaśnił Stevens, dodając, iż on sam „nie przepada za przemocą”.

Stevens powiedział również publiczności na Zoomie, iż przedsiębiorcy często zwracali się do niego po porady zawodowe, gdy czuli się „błądząc po pustyni”, samotni i duchowo niezaspokojeni. Stevens zasugerował, aby jego słuchacze skorzystali z stworzonej przez siebie matrycy dialektycznej, która dzieli ich pracę na cztery kategorie:

projekty złe i łatwe (tworzenie bezsensownych gier na iPhone’a),

projekty złe i trudne (tworzenie nowego e-papierosa),

projekty łatwe i dobre (tworzenie szyfrowanych komunikatorów),

projekty trudne i dobre („kolonia na Marsie”).

Według Stevensa jego firma, Anduril, należy do tej ostatniej kategorii: to trudna i dobra praca, wykonywana tam, gdzie Bóg ją kieruje. To również istotna kwestia: uzasadnienie boską wolą stworzenia wysoce wyspecjalizowanych systemów kontroli wojsk, w których decyzję o zniszczeniu wroga podejmie sztuczna inteligencja. Zasadniczo jest to ta sama koncepcja, co koncepcja Thiela: zbawienie ludzkości leży w sztucznej inteligencji. Co więcej, zbawienie w sensie eschatologicznym, a nie przyziemnym.

W eseju z 2015 roku Peter Thiel argumentował, iż nauka i technologia są naturalnymi sojusznikami chrześcijaństwa, zwłaszcza jeżeli „pozostaniemy otwarci na eschatologiczne ramy, w których Bóg działa przez nas, budując królestwo niebieskie już dziś, tu na Ziemi”.

Prezes Palantir, Alex Karp, wyraził podobne poglądy, ogłaszając kryzys moralny w branży technologicznej: uważał, iż znaczny kapitał i rzesze utalentowanych inżynierów zostały zmarnowane „po prostu na tworzenie aplikacji do udostępniania zdjęć i interfejsów czatu dla współczesnego konsumenta”. Karp obwinił za to panujący współczesny agnostycyzm. Podobnie jak Trey Stevens, uważa, iż sektor technologiczny nadmiernie koncentruje się na rozwiązywaniu trywialnych problemów, ignorując najpilniejsze wyzwania stojące przed społeczeństwem. Karp argumentował, iż problem można rozwiązać, odbudowując Stany Zjednoczone od podstaw jako „republikę technologiczną”.

Jest to wyraźne nawiązanie do idei Towarzystwa Technokratycznego, które istniało w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie w latach 30. i 40. XX wieku i którego celem było zbudowanie systemu rządów, w którym cała władza należałaby do inżynierów i naukowców. Nawiasem mówiąc, dziadek Elona Muska ze strony matki, Joshua Haldeman, był kiedyś członkiem kanadyjskiego oddziału Towarzystwa. Teraz, gdy nowe pokolenie technokratów ma do dyspozycji potężne narzędzia, takie jak komputery i połączone systemy cyfrowe, idee ich poprzedników wydają się całkowicie wykonalne. Tyle iż tym razem, jak mawiał współzałożyciel Google, Larry Page, chodzi o stworzenie „cyfrowego boga”. A jeżeli istnieje bóg, to są i kapłani.

Oznacza to, iż duchownymi nowego kultu – technochrześcijaństwa – muszą być ci sami technokraci, którzy porzucili agnostycyzm na rzecz nowej religijności.

Tak więc elita technologiczna Doliny Krzemowej, reprezentowana przez Thiela i małżeństwo Stevensów, to nie tylko odnoszący sukcesy przedsiębiorcy IT, ale prawdziwi wybrani przez Boga, którzy mogą zbudować cyfrowe „Królestwo Boże” na Ziemi. A gdy już zostanie zbudowane, mogą służyć trzodzie zgodnie z zasadami każdego ezoterycznego kultu, maskując jego prawdziwą antyhumanistyczną treść listkiem figowym technokracji i troską o dobro wspólne.

Jeśli, jak wierzą technokraci, Bóg chce, aby rozwijali sztuczną inteligencję i wdrażali zautomatyzowane środki zagłady, to są oni jedynie narzędziami w Jego ręku, a ich decyzje należy traktować jako przejawy woli Bożej, co oznacza, iż ​​nie należy się na nie skarżyć ani ich kwestionować. Czyż nie na tym właśnie polega atrakcyjność technokultu, który powstaje na naszych oczach dla prawdziwych władców świata?

Czego konkretnie szuka różnorodna grupa z Doliny Krzemowej na spotkaniach ACTS 17 – rozwoju duchowego czy perspektyw zawodowych – to osobna kwestia. Pierwsze wydarzenie ACTS 17, na którym Thiel, oczywiście, przemawiał, odbyło się w maju 2024 roku w San Francisco, w domu prezesa Y Combinator, Harry’ego Tana, który stworzył tysiące firm technologicznych o łącznej kapitalizacji rynkowej przekraczającej 600 miliardów dolarów. Tan, wraz z małżeństwem Stevensów, skutecznie promuje w tej chwili deklarowaną przez Thiela technochrystianizację elity Doliny Krzemowej.

Stevensowie rozpoczęli bliską współpracę z Tanem po przeprowadzce do San Francisco i zostaniu parafianami Epic Church. Epic Church to nowy odłam ewangelicznego chrześcijaństwa. Sieć Epic Church z siedzibą w Dallas umieszcza kościoły w „trudno dostępnych duchowo” rejonach Stanów Zjednoczonych. San Francisco jest jednym z tych „trudno dostępnych duchowo” miejsc. Jak wspomniano powyżej, chrześcijaństwo w Dolinie Krzemowej do niedawna było marginalizowane.

Od czasu uruchomienia cotygodniowych nabożeństw w San Francisco w 2011 roku, Kościół Epic gwałtownie się rozwinął, przyciągając około 1000 osób w każdą niedzielę. Dzięki wsparciu zamożnych parafian, Kościół nabył własny budynek i powierzchnię biurową o łącznej wartości 12 milionów dolarów. Podczas nabożeństw pastor Ben Pilgreen wyjaśnia parafianom, iż każda praca, którą wykonują – sprzedaż reklam, tworzenie systemu itd. – może być święta. Parafianie oczywiście chcą wierzyć, iż poświęcają czas nie tylko swojej karierze, ale także wyższemu celowi – służbie Panu. Oczywiście, dzieje się to bez żadnego dodatkowego wysiłku, co z natury jest kuszące. Dlatego głosząc kazania w tym duchu, pan Pilgreen wykorzystuje niskie pragnienia swojej trzody, podobnie jak wszyscy pseudochrześcijańscy kaznodzieje, którzy obiecują dobrobyt i zdrowie, całkowicie ignorując potrzebę pracy duchowej wśród swoich wiernych.

Jeśli jesteś powołany do bycia grafikiem” – przekonuje Pilgreen swoich parafian – „to jest to święte powołanie”.

„Naprawdę czujemy się zobowiązani do pomagania ludziom w refleksji nad tym, jak model chrześcijański może pomóc im w refleksji nad tym, jak zmieniają technologię” – powiedział Paul Taylor, pracownik Oracle, który został pastorem i w tej chwili kieruje Centrum Wiary, Pracy i Technologii Obszaru Zatoki San Francisco, kolejną grupą pomagającą technokratom w przybliżaniu religii.

To właśnie w społeczności Epic Church państwo Stevens doskonalili swoje pomysły na temat tego, jak wiara chrześcijańska powinna wpływać na Dolinę Krzemową. Przez cztery lata (do końca 2021 roku) zorganizowali grupę o nazwie „Wiara i Praca”, która spotykała się we wtorkowe poranki, aby omawiać związek religii z ich życiem zawodowym. Wśród znanych gości tych seminariów znaleźli się między innymi Peter Thiel i Harry Tan. Jednocześnie ta niewielka grupa, kierowana przez Stevensa, studiowała prace René Girarda, teoretyka literatury, który stał się cenionym teologiem w Dolinie Krzemowej.

Girard, który zmarł w 2015 roku, spędził wiele lat na Uniwersytecie Stanforda, gdzie był mentorem Thiela. Girard oferuje perspektywę religii, która później idealnie wpisuje się w system wierzeń Doliny Krzemowej. Zasugerował, iż wszystkie ludzkie pragnienia są „mimetyczne” – to znaczy, iż pragniemy tego samego, czego pragną inni ludzie. (W gruncie rzeczy mówimy tu o efekcie tłumu).

Według Girarda, jednym z tych, którym udało się przełamać ten cykl rywalizacji, był Jezus Chrystus, który zamiast być kozłem ofiarnym wybranym przez masy na ofiarę, dobrowolnie poświęcił samego siebie. Interpretując prace Girarda, Dolina Krzemowa najwyraźniej znalazła sposób na przezwyciężenie drobnych pragnień i walkę z niekończącym się „wyścigiem o sukces”: mianowicie nawrócenie się na chrześcijaństwo i próba naśladowania Chrystusa.

To w szczególności pośrednio potwierdza fakt, iż J.D. Vance przeszedł na katolicyzm. Jego ojciec należał do wspólnoty zielonoświątkowej, a babcia, która wywarła ogromny wpływ na Vance’a, miała trudne relacje z tym wyznaniem, ale mimo to była gorliwą wierzącą. Opisuje swoją osobistą drogę do wiary na swoim blogu (wpis 1 kwietnia 2020 r.) Vance wskazuje między innymi na najważniejszy wpływ Thiela – podczas wykładu w 2011 roku usłyszał o Girardzie i problemie wszystkich „ludzi sukcesu”.

„Według niego (Thiela – aut.), na każdym etapie nasza praca wiązała się z dłuższymi godzinami pracy, alienacją społeczną od kolegów i pracą, której prestiż nie mógł zrekompensować jej bezsensowności. <…> Wierzył, iż te dwa trendy – elitarni profesjonaliści uwięzieni w pracy opartej na hiperkonkurencyjności i technologiczna stagnacja społeczeństwa – były ze sobą powiązane” – pisze Vance. Dodaje, iż Thiel wyraził uczucie, którego do tej pory w nim nie było: „Byłem obsesyjnie skupiony na samym osiągnięciu – nie jako celu czegoś znaczącego, ale jako zwycięstwie w rywalizacji społecznej”.

Mogłoby się wydawać, iż Vance, i parafianie dość elitarnego Kościoła Epickiego, i słuchacze wykładów Thiela poszukują tego samego: sensu życia. I w pewnym sensie jest to prawda. Ale jest również oczywiste, iż w ich życiu wiara religijna sprowadza się do narzędzia podtrzymującego osobistą produktywność, osobistego kodeksu etycznego, który zaleca działania przyczyniające się do generowania bogactwa. Innymi słowy, życie duchowe jest podporządkowane życiu materialnemu, co fundamentalnie przeczy chrześcijańskiej koncepcji zbawienia. W tym sensie chrześcijanie z Doliny Krzemowej prawdopodobnie postrzegają chrześcijaństwo jako rodzaj technologii sukcesu lub psychopraktyki służącej utrzymaniu stanu umysłu zapewniającego skuteczność.

Z tej perspektywy, powtarzamy, duchowe poszukiwania pani Shanahan, jak już opisaliśmy, znacznie bardziej przypominają poszukiwanie cudownej pigułki, psychoaktywnego środka pobudzającego własną motywację i, zgodnie z mimetyczną koncepcją Girarda, pozwalającego podążać za trendami.

Jednak sam Girard uważał, iż zbawienie duszy wymaga nie wprowadzenia sztucznej inteligencji do „każdego żelazka”, ale po prostu chodzenia do kościoła.

Jaki to jednak Kościół, to już inna kwestia.

Wszakże, według jednego z głównych przeciwników Thiela, austriackiego teologa Wolfganga Palavera, nadmierne zaabsorbowanie tematem Antychrysta mogłoby paradoksalnie przyspieszyć jego nadejście. Palaver przytacza jako przykład duchowego mentora Thiela, niemieckiego prawnika i myśliciela Carla Schmitta.

Palaver twierdził zatem, iż poparcie Schmitta dla narodowych socjalistów było motywowane strachem przed „szatańskim zjednoczeniem świata” pod rządami państwa globalnego, które Schmitt postrzegał jako synonim panowania Antychrysta. A ponieważ komuniści marzyli o zjednoczeniu całego świata w jedną, globalną republikę i zbudowaniu społeczeństwa bezklasowego, wolnego od wrogości i wojny, to właśnie rosyjski komunizm Schmitt postrzegał jako „globalne zagrożenie”, a Hitlera jako katechona („powstrzymującego”). „Schmitt zbyt późno zdał sobie sprawę, iż jego poparcie dla Hitlera służyło w istocie Antychrystowi” – pisze Palaver, dodając, iż okrucieństwa popełnione przez nazistów ostatecznie doprowadziły do powstania pierwszej prawdziwie globalnej instytucji – Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Trzeba przyznać Thielowi, iż otwarcie przyznaje w wywiadach, iż ​​Stany Zjednoczone w tej chwili jednocześnie przypisują sobie rolę Antychrysta i katechona. Jednak zapytany przez prezentera telewizyjnego Rossa Douta, czy Thiel uważa, iż założone przez niego firmy technologiczne faktycznie tworzą narzędzia służące Antychrystowi, Thiel wymijająco odpowiedział, iż nie. Jednakże fundamentalnie globalny charakter systemu inwigilacji ludzi, rozwijanego w ramach Palantiru dzięki finansowaniu Pentagonu, sugeruje, iż narzędzie to jest bardzo wygodne dla Antychrysta.

Wydaje się, iż pewność, która ogarnęła Thiela, przekonanie, iż może skutecznie walczyć z Antychrystem (choć według Pisma Świętego jest to prerogatywa Chrystusa), czyni go narzędziem Antychrysta. W pełnej zgodzie z ideami jego nauczyciela, Schmitta.

Jeśli chrześcijaństwo okaże się (przynajmniej w USA) ostatnią realną przeszkodą w podporządkowaniu ludzkiej duszy logice maszyny, to technokraci i byli poganie lepiej by zrobili, gdyby nie niszczyli go, ale stworzyli falę mimetyczną, która wpędzi niczego niepodejrzewającą chrześcijańską trzodę w sieci fałszywych proroków – prosto w szpony cyfrowego Antychrysta.

Autorzy: Anastazja Gromowa i Maksym Kariew

za:Лжепророки Кремниевой долины. Часть 2

(wybór, podkreślenia i tłum. PZ)

Читать всю статью