"Jesteśmy na krawędzi, nie ma zysków, tylko straty". Branża alarmuje i prosi Tuska o interwencję

"Jesteśmy na krawędzi, nie ma zysków, tylko straty". Branża alarmuje i prosi Tuska o interwencję

Dodano: 
Donald Tusk, premier
Donald Tusk, premier Źródło: Katarzyna Kwaczyńska / Kancelaria Sejmu
Branża producentów płytek ceramicznych ostrzega przed możliwym kryzysem i falą zwolnień. Firmy apelują o spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem.

Polska Unia Ceramiczna alarmuje, że trzeci co do wielkości w Europie polski sektor produkcji płytek może wkrótce doświadczyć fali bankructw i masowych zwolnień. Wszystko przez wysokie ceny gazu i energii oraz brak ochrony rynku wewnętrznego przed nieuczciwą konkurencją, głównie z Indii.

Firmy apelują o spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem. Wcześniejszy apel, z września 2024 roku, został zignorowany.

– Nie udało się spotkać z premierem. Liczymy na to, że rząd naciśnie na Komisję Europejską i zostaną wprowadzone wyższe cła antydumpingowe i konwencjonalne na import płytek ceramicznych z Indii. Obecne wynoszą one 6,7-8,7 proc. i są zdecydowanie za niskie. Cła na import płytek z Chin sięgają ponad 70 proc. i to byłoby optymalne rozwiązanie. To nie tylko nasz problem. Hiszpanie i Włosi również ucierpieli – powiedział w rozmowie z Money.pl dr Ferdynand Gacki, prezes PUC oraz dyrektor Ceramiki Paradyż.

Unijne regulacje uderzają w polski biznes

Menadżerowie tłumaczą, że polski sektor produkcji ceramiki tłamszą unijne regulacje. Chodzi przede wszystkim o wysokie ceny energii elektrycznej i gazu, unijne obostrzenia klimatyczne i handel emisjami. Z tego powodu metr kwadratowy hinduskich płytek kosztuje średnio 5,5 euro, polskich – 8,2 euro.

– Azjaci nie muszą okazywać certyfikatów potwierdzających spełnianie unijnych norm. Wypełniają jedynie deklarację własności użytkowych i mogą tam wpisać wszystko – wskazał Gacki.

– Jesteśmy na krawędzi, nie ma zysków, tylko straty. Rozpanoszyli się Hindusi, opanowali już ponad 20 proc. rynku krajowego. Polska i Rumunia to huby na całą UE, gdzie trafiają produkty z Indii, ale w większości zostają u nas – dodał.

Polskie firmy działają na poziomie 60 proc. mocy produkcyjnych, ponieważ zwiększenie produkcji nie jest opłacalne. Jeszcze do niedawna ich sytuację ratował eksport. Jednak po wybuchu wojny na Ukrainie, Polska straciła tamtejszy rynek, a dodatkowo także rosyjski i białoruski.

– Rozczarowanie jest ogromne. Liczyliśmy, że pod premierem Tuskiem będzie się coś dziać, będzie więcej działań w Brukseli, że przyspieszą działania ochrony rynku wewnętrznego UE przed agresywnym importem płytek ceramicznych i innych towarów, importowanych na teren UE, w tym do Polski. Cały przemysł energochłonny jest rozczarowany, zwłaszcza że mamy "polską prezydencję" w Radzie Europy. I minęła już jej połowa – podsumował Gacki.

Czytaj też:
Dramatyczny wzrost zwolnień. "Co gorsze - to dopiero początek"
Czytaj też:
Kolejne zwolnienia grupowe w Polsce. Tym razem w fabryce Boscha

Źródło: Money.pl
Czytaj także