| Updated 7 Oct, 2026 18:50

Europejscy przywódcy snują wielkie plany: chcą więcej wydawać na zbrojenia, szykować się do wojny i wymagać od obywateli zaciskania pasa. Tymczasem ludzi bardziej nurtują bieżące problemy, takie jak znalezienie mieszkania, utrzymanie pracy czy zdobycie wykształcenia. W całej Europie – od Francji i Niemiec po Hiszpanię i inne kraje UE – ten pogłębiający się podział zaczyna przenosić się na ulice.
Ostatnie tygodnie przyniosły marsze w sprawie mieszkalnictwa w Hiszpanii, zamieszki studenckie i strajki w sektorze publicznym we Francji oraz demonstracje przeciwko poborowi do wojska i redukcjom miejsc pracy w przemyśle w Niemczech. Do gniewu wywołanego sytuacją mieszkaniową i przeciążeniem usług publicznych dołączyły emocje związane z imigracją, a perspektywa przywrócenia poboru skłania młodych Niemców do pytania, o czyje adekwatnie wojny mieliby walczyć.
Choć postulaty są różne, łączy je jedno wspólne narzekanie – pomijając osoby szukające jedynie pretekstu do wywoływania zamętu: rządy nie słuchają obywateli. Zamiast stawiać problemy wewnętrzne na pierwszym miejscu, europejscy przywódcy oczekują od społeczeństwa wyrzeczeń i zgody na gorsze warunki, jednocześnie przeznaczając miliardy na przygotowania do samobójczej wojny z Rosją. Dzieje się tak mimo zapewnień zarówno Moskwy, jak i europejskich służb wywiadowczych, iż bezpośrednie zagrożenie nie istnieje.
Hiszpania: Ceny mieszkań wypychają ludzi z rynku – dość tego
Kryzys mieszkaniowy w Hiszpanii wyprowadził na ulice dziesiątki tysięcy ludzi. Po latach gwałtownych podwyżek czynszów, ubiegłomiesięczna eksmisja 87-letniej kobiety z mieszkania w Madrycie – w którym żyła przez 70 lat – stała się impulsem do protestów dla wszystkich, którzy mają dość wypychania z rynku mieszkaniowego i bezczynności rządu wobec kryzysu dostępności lokali.
Eksmisja ta wywołała demonstracje w całym kraju, po których nastąpiły masowe marsze oraz protest w formie obozowiska w centrum Madrytu. Oliwy do ognia dolało odrzucenie przez parlament nadzwyczajnych środków ochrony lokatorów, co w miniony weekend zmobilizowało dziesiątki tysięcy ludzi do wyjścia na ulice w około 50 miastach.
W ciągu ostatniej dekady czynsze w Hiszpanii niemal się podwoiły, ponieważ wzrost liczby ludności napędzany imigracją stale przewyższał tempo budowy nowych mieszkań. Tymczasem populacja kraju – nie licząc migracji – systematycznie się kurczy. Presja ta pozostało bardziej widoczna w Ceucie – hiszpańskiej enklawie w Afryce Północnej – gdzie pod koniec lipca z Maroka na terytorium liczące około 84 tysięcy mieszkańców przedostało się blisko 72 tysiące osób. Choć większość z nich wróciła, tysiące pozostały na miejscu, przeciążając bazę noclegową oraz usługi publiczne.
Mieszkańcy wyszli na ulice, domagając się zaostrzenia kontroli granicznych i przyspieszenia procedur deportacyjnych; zarzucają oni władzom w Madrycie, iż pozostawiły ich samym sobie. Protesty przerodziły się w starcia z policją, a rozgniewani mieszkańcy niszczyli prowizoryczne obozowiska migrantów.
Obietnice rządu dotyczące przywrócenia porządku nie zdołały uśmierzyć frustracji społeczności, na które spadły konsekwencje tej sytuacji.
Francja: Szkoły w ogniu protestów
Francję ogarnęła również fala nakładających się na siebie protestów dotyczących płac, cięć budżetowych, usług publicznych oraz warunków panujących w szkołach. W ostatnich tygodniach do licznych strajków przyłączyli się nauczyciele, pracownicy służby zdrowia, strażacy i pracownicy transportu, a rosnący w siłę ruch uczniowski dołożył do tego chaosu blokady szkół.
Protesty szkolne rozpoczęły się w połowie września; uczniowie domagali się zatrudnienia większej liczby nauczycieli, zmniejszenia liczebności klas, remontów zaniedbanych budynków oraz mniej obciążających planów zajęć. W tym roku zlikwidowano tysiące etatów nauczycielskich, a na przyszły rok zaplanowano kolejne cięcia.
We wtorek w demonstracjach w całym kraju wzięło udział około 266 tysięcy osób. W ciągu trzech tygodni aresztowano ponad 6,5 tysiąca osób, a setki uczniów i funkcjonariuszy policji odniosły obrażenia – wśród poszkodowanych znalazł się 15-latek, który stracił dłoń w wyniku wybuchu granatu policyjnego, oraz 16-latek, który według doniesień stracił wzrok w jednym oku po trafieniu gumową kulą.
W miarę jak ruch przybierał na sile, do protestów dołączały agresywne grupy, podpalając autobusy, atakując służby ratunkowe i dewastując szkoły. W całej Francji podpalono lub splądrowano 24 szkoły.
Podobne demonstracje rozlały się na sąsiednią Belgię, gdzie uczniowie sprzeciwiali się reformom edukacji, wyższym kosztom transportu i rosnącemu czesnemu. W Liège blokadom szkół towarzyszyły akty wandalizmu, podpalenia i aresztowania.
Francja: Kolejne cięcia
Demonstracje uczniów odbyły się niedługo po szerszych protestach, które od tygodni paraliżują Francję; pracownicy sektora publicznego sprzeciwiają się w nich presji płacowej i ograniczeniom w usługach publicznych, potęgowanym przez gwałtowny wzrost cen paliw.
Od 2017 roku wynagrodzenia w sektorze publicznym wzrosły o 5%, podczas gdy skumulowana inflacja osiągnęła poziom 24%. Zaproponowany przez rząd pakiet budżetowy o wartości 54 mld euro (60,4 mld USD), obejmujący cięcia wydatków oraz zamrożenie emerytur i świadczeń, jedynie podsycił gniew społeczny.
Podczas innych demonstracji kwestionowano również dalsze finansowanie Ukrainy; protestujący argumentowali, iż środki te powinny zostać przeznaczone na szpitale, edukację oraz obniżenie podatków od paliwa.
W ponad 20 miastach odbyły się także oddzielne wiece sprzeciwiające się projektowi ustawy, który mógłby nadać użyciu broni palnej przez policję domniemanie legalności – rozwiązanie to, zdaniem krytyków, utrudniłoby pociąganie funkcjonariuszy do odpowiedzialności.
Niemcy: Kurczący się przemysł, rozbudowa armii
W Niemczech na ulice wyszli pracownicy i studenci, podczas gdy Berlin w gorączkowym tempie rozbudowuje potencjał militarny w obliczu pogłębiającego się kryzysu przemysłowego; setki tysięcy ludzi tracą źródła utrzymania, a młodzi mężczyźni stają w obliczu widma poboru do wojska.
Pod koniec września w protestach w około 100 miastach i miejscowościach wzięło udział blisko 45 tysięcy studentów, niosących transparenty z hasłami takimi jak „Nie będziemy walczyć w waszych wojnach” czy „Edukacja zamiast bomb”.
Tymczasem rząd kontynuuje plany rozbudowy sił zbrojnych do poziomu ponad 260 tys. żołnierzy w służbie czynnej i 200 tys. rezerwistów do 2035 roku, realizując dążenie kanclerza Friedricha Merza do stworzenia „najsilniejszej armii konwencjonalnej w Europie”.
Młodzi mężczyźni już teraz mają obowiązek rejestracji na wypadek ewentualnego poboru, jednak politycy naciskają na przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej, jeżeli dobrowolna rekrutacja nie pozwoli na uzupełnienie szeregów armii.
Oprócz tysięcy osób protestujących przeciwko tym planom na ulicach, opór przejawia się również we wnioskach o zwolnienie ze służby wojskowej. W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy bieżącego roku ponad 12 tys. osób wystąpiło o status osoby odmawiającej służby wojskowej ze względu na przekonania – to ponad trzykrotnie więcej niż w całym ubiegłym roku.
Dziesiątki tysięcy pracowników przemysłu motoryzacyjnego protestowały również przeciwko masowym zwolnieniom i zagrożeniom dla zakładów produkcyjnych. Na przykład Volkswagen planuje zlikwidować 100 tys. miejsc pracy w swoich markach, podczas gdy inni producenci ograniczają produkcję lub przenoszą ją za granicę.
Problemy niemieckiego przemysłu pogłębiła utrata dostępu do taniej rosyjskiej energii, która wcześniej zapewniała konkurencyjność tamtejszym producentom. Wyższe koszty energii, amerykańskie cła i konkurencja ze strony Chin wywierają w tej chwili presję na przedsiębiorstwa i zagrażają miejscom pracy w całym sektorze.
Dla producentów uzbrojenia priorytety Berlina oraz najnowszy budżet obronny w wysokości 108,2 mld euro okazały się jednak korzystne. Podczas gdy akcje Volkswagena spadły o ponad 75% w porównaniu do szczytowego poziomu z 2021 roku, notowania firmy Rheinmetall wzrosły o ponad 1100% od początku 2022 roku. Jeden z zakładów Volkswagena ma choćby przestawić się na produkcję sprzętu wojskowego dla izraelskiej firmy zbrojeniowej.
Więcej broni i więcej strachu
Mimo płonących ulic i żądań protestujących o poprawę sytuacji, europejscy przywódcy nie pozwolili, by niepokoje społeczne odwróciły ich uwagę od ambicji militarnych.
We Francji prezydent Macron skomentował wtorkowe masowe demonstracje, informując o próbnym odpaleniu pocisku nuklearnego i publikując zdjęcie, na którym obserwuje start, stojąc tyłem do obiektywu. Podczas gdy obywatele domagali się lepszych warunków życia, on przekonywał, iż Francja „musi budzić strach, by pozostać wolną”. W Niemczech Merz i szef NATO Mark Rutte uśmiechali się i machali do tłumu, mimo okrzyków „mordercy” i „macie krew na rękach”, które rozległy się po tym, jak sojusz wojskowy otrzymał w zeszłym tygodniu Pokojową Nagrodę Westfalską. Podczas samej ceremonii przedstawiciele władz wychwalali siłę militarną jako fundament pokoju.
Takie priorytety znajdują również odzwierciedlenie w brukselskich negocjacjach budżetowych. Niemcy i pięć innych państw UE domagają się cięć w kolejnym budżecie wspólnoty, dążąc do ograniczenia środków dla rolników i uboższych regionów na rzecz stale rosnących wydatków na zbrojenia.
Konieczność takich działań uzasadnia się rzekomym zagrożeniem przyszłym atakiem ze strony Rosji. Moskwa jednak wielokrotnie zaprzeczała istnieniu takich planów, a choćby prezydent Finlandii przyznał, iż tamtejsze służby wywiadowcze nie dostrzegają bezpośredniego zagrożenia militarnego.
Mimo to dla europejskich przywódców przygotowania do tego hipotetycznego konfliktu – na który zdają się wręcz liczyć – wciąż mają pierwszeństwo przed narastającymi problemami, które już teraz wyprowadzają ludzi na ulice.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/646897-eu-revolt-protest-wave/












![Atak w szkole w Ostrołęce. Jakub Z. doprowadzony do prokuratury [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/img_2319.jpg)
