Eksperci o Rosji, NATO i broni jądrowej

polska-zbrojna.pl 6 часы назад

Gdyby Rosja spełniła groźby i użyła broni jądrowej w przesmyku suwalskim, zniszczyłaby własne terytorium i mieszkającą tam ludność, utrudniając sobie dalsze działania militarne – mówili uczestnicy dyskusji podczas konferencji Warsaw Security Forum. O pogróżkach Rosji dotyczących obwodu królewieckiego oraz działaniach wzmacniających NATO dyskutowali oficerowie, dyplomaci i politycy.

Jedna z debat podczas dwudniowego forum zorganizowanego przez Fundację im. Kazimierza Pułaskiego była poświęcona ocenie gróźb ze strony Rosji, jakie padły pod koniec września pod adresem NATO. Według agencji Reutera, Moskwa zapowiedziała, iż jest gotowa użyć wszystkich środków, które posiada – z bronią nuklearną włącznie – o ile Sojusz spróbuje odizolować od reszty Federacji obwód królewiecki. Kilka dni później groźbę powtórzył Władimir Putin.

W dyskusji na ten temat wzięli udział były dowódca amerykańskich wojsk lądowych w Europie, gen. broni w st. spocz. Ben Hodges, były szef BBN ppłk rez. Jacek Siewiera, były ambasador USA przy NATO Kurt Volker i posłanka na litewski Sejm, do 2025 roku minister obrony Litwy Dovile Šakalienė.

REKLAMA

Wszyscy rozmówcy podkreślali, iż NATO nie zamierza atakować Rosji i odnosili się do pogróżek Kremla. – Rosjanie nie użyją broni jądrowej, przede wszystkim dlatego, iż Chiny i Indie im nie pozwolą – stwierdził gen. Hodges, w tej chwili członek międzynarodowej rady doradczej WSF. – Rosja jest supermocarstwem tylko w głowach europejskich i amerykańskich elit. Nie może pokonać Ukrainy, więc dlaczego Europa i USA tak się boją prowokować Moskwę? Powinniśmy mieć więcej pewności siebie – apelował generał. Dodał, iż „broń nuklearna jest skuteczna tylko dlatego, iż wierzymy, iż mogliby jej użyć”. Według gen. Hodgesa Królewiec to słaby punkt Rosji, zwłaszcza po przystąpieniu Finlandii i Szwecji do NATO, co ułatwia Sojuszowi kontrolę nad Bałtykiem.

Šakalienė zgodziła się z przedstawioną przez amerykańskiego oficera oceną siły Rosji. Jak podkreślała, powinniśmy przestać udawać, iż jest ona supermocarstwem. Zaznaczyła, iż gdyby Rosja oprócz wojny w Ukrainie zaryzykowała konfrontację z NATO, zwiększone wydatki obronne doprowadziłyby ją do ekonomicznej zapaści. Choć – jak przyznała litewska polityk – „racjonalne myślenie nigdy nie było rosyjskim modus operandi”. – o ile nie obawiasz się o wewnętrzną stabilność, nikogo nie atakujesz – dodała. Według Dovile Šakalienė, Rosjanie doskonale rozumieją, iż Królewiec to ich słaby punkt.

Jej zdaniem rosyjskie oświadczenia w sprawie eksklawy to psychologiczna gra propagandowa związana m.in. z odbywającą się na Litwie serią głosowań (ostatnie jest planowane na styczeń) nad wykreśleniem z litewskiej konstytucji artykułu, który zabrania stacjonowania broni jądrowej na terytorium kraju.

Jacek Siewiera, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, przypomniał, iż zagrożenie pociskami Iskander i Kindżał z obwodu królewieckiego – nie tylko dla Polski, ale i innych państw regionu, w tym Niemiec – nie jest niczym nowym. Odnosząc się do rosyjskich gróźb podkreślił, iż użycie taktycznej broni jądrowej na tak małym obszarze jest bez sensu z punktu widzenia agresora. – Kiedy słyszę groźby, iż Rosjanie nie wykluczają użycia taktycznej broni jądrowej na przesmyku suwalskim, pytam: jak sobie to wyobrażają? Chcą zbombardować własne terytorium, swoją ludność? Co z opadem radioaktywnym? Wiatr zwykle wieje na wschód, na Białoruś. Jak chcą sobie radzić ze skażeniem? Promieniowanie gamma po takim uderzeniu na długo odcięłoby linie zaopatrzenia – wyjaśniał. Siewiera – tak jak Hodges – ocenił, iż broń jądrowa to „broń efektywna tylko zanim zostanie użyta” i już teraz ma wpływ na to, jak myślimy o Królewcu, ale jej taktyczna efektywność byłaby znikoma.

Były szef BBN-u zwrócił uwagę, iż Rosjanie nie wystrzelili ani jednego pocisku przeciw Ukrainie z obwodu królewieckiego. Jego zdaniem, przyczyną jest fakt, iż odcięty geograficznie od reszty Rosji Królewiec jest jej słabym punktem, więc w tym rejonie Moskwa nie zachowuje się agresywnie.

– Nikt nie grozi, nikt nie próbuje zająć, nikt nie kwestionuje granic, nie ma zagrożenia dla rosyjskiego terytorium – podkreślał Kurt Volker, były przedstawiciel USA przy NATO. – Rosjanie wydają takie oświadczenia z innego powodu, ponieważ sprawy źle się układają dla nich, idą źle w Ukrainie. Ich wojsko traci ludzi, nie nadążają z dostawami sprzętu i logistyką, podnoszą więc temat broni nuklearnej, bo chcą, byśmy się bali, żebyśmy myśleli, iż może nie powinniśmy tak bardzo wspierać Ukrainy – tłumaczył były ambasador.

Zwrócił uwagę, iż choć NATO dobrze radzi sobie w odstraszaniu, jeżeli chodzi o tradycyjny konflikt zbrojny, to nie odstrasza Rosji od ataków hybrydowych. – Na razie – dodał – koszty aktów dywersji i ataków takich jak np. na statek w pobliżu rumuńskich wód terytorialnych, są dla Rosji na tyle niskie, iż kontynuuje takie działania. Sojusz jest zbyt bierny – alarmował Volker. – NATO musi się dobrze zastanowić nad odpowiedzią i wypracować zasady odstraszania – powiedział. W tym kontekście przywołał wydarzenia sprzed 11 lat, gdy Turcja zestrzeliła rosyjski bombowiec, ponieważ naruszył jej przestrzeń powietrzną i nie odpowiadał na ostrzeżenia.

Co zatem Sojusz mógłby poprawić w swoim działaniu? – Jest mnóstwo takich aspektów dotyczących naszej odpowiedzi na zachowanie Rosji – przyznała Šakalienė. Jako przykłady podała przekształcenie misji Baltic Air Policing nad krajami bałtyckimi w misję Baltic Air Defence, która da większą swobodę działania załogom i dowódcom. Kolejnym przykładem, zdaniem litewskiej polityk, jest potrzeba zwiększenia wydatków obronnych, współpracy europejskich przemysłów zbrojeniowych i zniesienia barier biurokratycznych opóźniających zakupy dla wojska.

Dovile Šakalienė nawiązała do zaprezentowanej przez naczelnego dowódcę NATO w Europie gen. Alexusa Grynkewicha „teorii zwycięstwa”, którą nazwała „najlepszą rzeczą, jaką słyszeliśmy od sześciu miesięcy”. – Jesteśmy Sojuszem obronnym, ale wygramy. Rosja przez cały czas myśli, iż będziemy się waha, to błędna kalkulacja – powiedziała była minister obrony Litwy, podkreślając, iż trzeba to Moskwie jasno komunikować.

Jakub Borowski
Читать всю статью