Dzik zaatakował ciężarną. Straciła dziecko

magnapolonia.org 4 часы назад

Do dramatycznego zdarzenia doszło na warszawskiej Białołęce. Młoda kobieta będąca we wczesnej ciąży została zaatakowana przez dzika, a po zdarzeniu, w następstwie silnego stresu i obrażeń, doszło do poronienia. Sprawę opisały „Super Express” oraz „Życie Warszawy”. Informacja ta nabiera szczególnego znaczenia w kontekście rosnącej liczby dzików pojawiających się na ulicach, osiedlach, w parkach i w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowań mieszkalnych.

Dzik zaatakował ciężarną kobietę w bialy dzień w mieście. Nie jest to odosobniony przypadek. Według danych Lasów Miejskich-Warszawa liczba zgłoszeń dotyczących obecności dzików w stolicy wzrosła z 423 w 2020 roku do 8804 w roku 2025, a tylko w pierwszym kwartale 2026 roku przyjęto około 4900 zgłoszeń i przeprowadzono 1419 interwencji. W 2025 roku odnotowano również 121 ataków dzików na ludzi oraz 341 kolizji drogowych z udziałem tych zwierząt.

W przypadku kobiety z Białołęki konsekwencje były szczególnie tragiczne. Jak wynika z relacji przedstawionej przez „Super Express”, kobieta po bezpośrednim spotkaniu z dzikiem została zaatakowana i poturbowana, po czym uciekła do taksówki. W następstwie zdarzenia doszło do poronienia. Jest to sytuacja, w której statystyka dotycząca liczby interwencji czy ataków przestaje być abstrakcyjną liczbą, ponieważ za pojedynczym przypadkiem stoi konkretna osoba i konkretna rodzinna tragedia.

Według inwentaryzacji przeprowadzonej w marcu 2025 roku w Warszawie żyło ponad 3 tysiące dzików, a dokładniej oszacowano ich populację na 3031 osobników. Lasy Miejskie zaznaczają jednocześnie, iż liczebność populacji może się zmieniać, a wysoka przeżywalność młodych oraz możliwość rozmnażania się loch choćby dwa razy w roku powodują, iż ograniczenie populacji jest zadaniem wymagającym prowadzenia systematycznych działań.

Szczególnie dużo zgłoszeń pochodzi z Białołęki i Wawra, które w 2025 roku odpowiadały łącznie za 57,4% wszystkich zgłoszeń dotyczących dzików w Warszawie. To właśnie na terenach, gdzie zabudowa mieszkaniowa styka się z rozległymi terenami zielonymi, mieszkańcy najczęściej spotykają dzikie zwierzęta.

Przyczyn tego zjawiska jest kilka. Warszawskie służby wskazują między innymi na łatwy dostęp zwierząt do pożywienia oraz ich zdolności adaptacyjne. Dziki znajdują w mieście resztki jedzenia, niezabezpieczone odpady, kompostowniki oraz inne źródła pożywienia, dzięki czemu przestrzeń miejska staje się dla nich atrakcyjnym środowiskiem życia.

W konsekwencji zwierzęta coraz częściej przestają unikać człowieka. Pojawiają się na osiedlach, przy domach, w parkach, na ulicach, a choćby w miejscach przeznaczonych dla dzieci. Sam fakt obecności dzika nie oznacza oczywiście automatycznie zagrożenia, jednak sytuacja staje się niebezpieczna, kiedy człowiek i duże, silne, dzikie zwierzę znajdują się w bezpośrednim kontakcie.

Szczególne zagrożenie stanowią lochy prowadzące młode. W przypadku poczucia zagrożenia mogą zaatakować człowieka, dlatego służby konsekwentnie apelują, aby nie zbliżać się do dzików, nie próbować ich dokarmiać i nie podejmować prób samodzielnego przepędzania zwierząt.

Problem ma również wymiar polityczny i ideologiczny, ponieważ sposób postępowania z dzikami od lat wywołuje spory pomiędzy zwolennikami zdecydowanej redukcji populacji a organizacjami i środowiskami, które sprzeciwiają się zabijaniu dzikich zwierząt. Prawica od lat wskazuje, iż lewicowe władze dążą do stawiania dobrostanu zwierząt ponad bezpieczeństwem człowieka. To element bambinizmu — światopoglądu, w którym zwierzęta przedstawiane są przede wszystkim jako niewinne ofiary działalności człowieka, podczas gdy naturalne zagrożenia związane z ich obecnością są marginalizowane.

Szczególnie krytycznie oceniana jest postawa skrajnie lewicowych środowisk „zielonych”, które sprzeciwiają się odstrzałowi lub innym formom redukcji populacji, oczywiście nie przedstawiając jednocześnie żadnych rozwiązań pozwalających skutecznie ograniczyć liczbę zwierząt i zagrożenie dla mieszkańców. Według lewaków człowiek występuje jako intruz, który powinien dostosować swoje zachowanie do obecności dzikiej zwierzyny choćby wtedy, gdy ta zwierzyna pojawia się w bezpośrednim sąsiedztwie domów, szkół czy placów zabaw.

Tragedia kobiety z Białołęki powinna stać się impulsem do poważnej dyskusji o odpowiedzialności władz za politykę dotyczącą dzikich zwierząt w mieście. Niestety problem odpowiedzialności odszkodowawczej jest skomplikowany. Lasy Miejskie-Warszawa wskazywały wcześniej, iż w ich ocenie szkody i trauma związane z obecnością dzików nie pozostają w bezpośrednim związku przyczynowym z zawinionym niedopełnieniem obowiązków lub przekroczeniem uprawnień, dlatego nie widzą podstaw do wypłaty odszkodowania z ubezpieczenia OC miasta.

Nie zmienia to jednak zasadniczego problemu: o ile liczba zgłoszeń dotyczących dzików rośnie z kilkuset rocznie do tysięcy, o ile dochodzi do ponad stu ataków na ludzi w ciągu roku, o ile dochodzi do licznych kolizji drogowych, a w konsekwencji jednego z takich zdarzeń ciężarna kobieta traci dziecko, to trudno uznać problem za marginalny.

W dyskusji o dzikach nie powinno być miejsca na bezmyślne przekonanie, iż człowiek powinien ponosić dowolne konsekwencje ekspansji dzikiej fauny w mieście. Dlatego trzeba jak najszybciej pozbyć się lewicowych władz Warszawy i przywrócić w mieście normalność, nie tylko zresztą na polu bambinizmu.

Polecamy również: Mówił prawdę o Wołyniu. Kijów nie wpuścił go do kraju

Читать всю статью