Dzień Zwycięstwa w cieniu zwątpienia

myslpolska.info 11 часы назад

Tegoroczne obchody Dnia Zwycięstwa w Moskwie odbędą się bez defilady z udziałem ciężkiego sprzętu. Jakby na to nie patrzeć jest to symboliczne wydarzenie wskazujące na największy kryzys w historii tzw. specjalnej operacji wojskowej rozpoczętej w 2022 roku.

Uczynienie z Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (1941-1945) punktu odniesienia do obecnej sytuacji w jakiej znalazła się Rosja – może budzić już tylko frustrację. Pojawiają się w rosyjskiej przestrzeni medialnej takie porównania – to jak to, w ciągu czterech lat Armia Czerwona pod dowództwem Stalina pokonała potęgę III Rzeszy i zdobyła Berlin, a teraz w ciągu czterech lat nie potrafiliśmy zdobyć choćby całego Donbasu? Wszechobecna gloryfikacja dokonań Armii Czerwonej w czasie II wojny światowej zaczyna był kontrproduktywna, bo w zestawieniu z obecnymi realiami – tylko pogarsza nastroje.

Nic więc dziwnego, iż choćby w oficjalnych mediach, sprzyjających władzy – pojawiają się publikacje, których jeszcze dwa-trzy lata temu nikt by się nie spodziewał. I tak w „Moskowskim Komsomolcu” zadaje się pytanie – jak Moskwa mogła dopuścić w 2014 roku do całkowitego upadku Wiktora Janukowycza i jak mogła zająć dwuznaczne stanowisko wobec oddolnej „rosyjskiej wiosny” na wschodnich i południowych terenach Ukrainy? „Nawet niektórzy prorządowi analitycy polityczni przyznają dziś, iż wiosną 2014 roku Federacja Rosyjska popełniła błąd, nie wspierając „rosyjskiej wiosny” w Noworosji” – pisze dziennik. Wtedy, kiedy armia ukraińska była w stanie rozkładu, niepotrzebne było choćby wysyłanie regularnego na pomoc walczącym rosyjskim Ukraińcom. Moskwa jednak „odpuściła”, mimo iż ukraińska i zachodnia propaganda przekonują, iż już w 2014 doszło do „rosyjskiej agresji”. Nic bardziej mylnego. Z perspektywy czasu kunktatorska polityka Moskwy w 2014 roku była fatalnym błędem, który kosztuje w tej chwili Rosję bardzo drogo.

Z kolei „Siegodnia” idzie w krytyce jeszcze dalej. Armia rosyjska jest słabsza niż w latach 2022-2023, bo doświadczeni oficerowie i żołnierze już zginęli. Ci, którzy ich zastąpili nie są na takim samym poziomie i nie gwarantują sukcesu na froncie. „Obecnie niestety Siły Zbrojne Ukrainy, w tym z powodu czynników takich jak wyłączenie Starlinka i tłumienie Telegramu w Federacji Rosyjskiej, uzyskały przewagę taktyczną w wielu kierunkach. Na wielu odcinkach nie mamy wystarczającej liczby ludzi! Wszyscy to widzą, wszyscy wszystko rozumieją, a jednocześnie wszyscy milczą!” – alarmuje „Siegodnia”.

Żadna z tych publikacji nie krytykuje bezpośrednio Władimira Putina, używa się języka oględnego, tak robił zresztą nieżyjący już Wiktor Prigożyn, który bezpośrednio atakował Szojgu i Gierasimowa, ale nie prezydenta. Jednak w Moskwie i innych częściach Rosji unosi się powietrzu twierdzenie, iż otoczenie Putina zwyczajnie go dezinformuje, przez co jest on oderwany od rzeczywistości. Czy jednak nie jest to zbyt łatwa konstatacja? Czy Putin naprawdę nie wie, co dzieje się wokół niego? Czy jednak dobrze wie, a tylko nie ma pomysłu jak wyjść z obecnej sytuacji. Coraz bardziej realna staje się hipoteza, iż prezydent Rosji jedynego ratunku wypatruje ze strony… Donalda Trumpa i Stanów Zjednoczonych.

Jan Engelgard

Myśl Polska, nr 19-20 (10-17.05.2026)

Читать всю статью