Wymiera właśnie pokolenie, które walczyło w Powstaniu Warszawskim. Ich potomkowie opierali się komunistycznej cenzurze i prześladowaniom opozycji, doprowadzając do upadku autorytarnego reżimu. Nasi rodzice wchodzili na rynek pracy owładnięty rekordowym bezrobociem, krwawą zapłatą za gospodarcze przemiany. A kim jesteśmy my, Dzieci Europy?
Jesteśmy przemianą. Pokoleniem zupełnie innym od poprzednich. Innym przede wszystkim dlatego, iż czasy, w których się urodziliśmy, zupełnie przemianowały sposób postrzegania przez nas świata. Od dziecka żyliśmy w kraju prawdziwie europejskim. Dlatego właśnie Unia Europejska jest kluczowym elementem naszego życia. Elementem, który zdefiniował nasze możliwości, nadał realność zagranicznym marzeniom, ale też otworzył nas, młodych, na problemy Zachodniej Europy.
Nasi przodkowie od początku swojego życia walczyli o powrót do Europy i o podstawowe przywileje, na które obywatele zamożniejszych państw mogą sobie pozwolić. Ich życie było ukierunkowane na ciągłe opieranie się reżimowi, funkcjonowanie zgodnie z zasadami reżimu lub pięcie się po stopniach kariery reżimowej partii. Niezależnie od obranej drogi, całe życie było ściśle uzależnione od tej politycznej kwestii. Ona definiowała ich codzienne zmartwienia i oczekiwania, ustawiała plan dnia. Te codzienne wyrzeczenia były poświęcone wyższemu dobru. Przekonaniu, iż kiedyś będzie lepiej i te wszystkie troski zejdą na boczny plan, a oni będą mogli zająć się prawdziwym, wolnym życiem.
Ucieleśnieniem tych oczekiwań stało się pokolenie XXI wieku, urodzone już w godzinie europeizacji Polski. To właśnie w nas upatrywano pierwszego organizmu niezanieczyszczonego niebezpieczeństwem, autorytaryzmem i innymi zagrożeniami czyhającymi na naszych przodków. Staliśmy się społecznym eksperymentem, bacznie obserwowanym, mającym pokazać, jak wygląda prawdziwie wolne życie już od dziecka.
Jaki jest więc wynik tego eksperymentu? Bezstresowe wychowanie stało się symbolem naszego pokolenia. Nauczyło nas wprost nazywać zagrożenia i bezwzględnie wyrażać swoje obawy, niezależnie od opinii innych uczestników rozmowy. Ta bezpośredniość jest różnie postrzegana. Z jednej strony okazuje się przekraczać granice, które może by uznać za zasady współżycia społecznego, z drugiej jednak pomagają zrozumieć naszą perspektywę bez żadnych wątpliwości. Brak mocnych przeszkód na wczesnym etapie jednak wywołał inną, bardziej niepokojącą reakcję. Staliśmy się sparaliżowani decyzyjnie. Przyzwyczailiśmy się, iż nasze problemy na barki bierze ktoś inny. Że każdy problem rozwiąże ktoś inny. Tymczasem przeszkody są nieodłącznym elementem ludzkiego życia. Muszą nim być, bo nie możemy wspinać się na I piętro, nie pokonując jednocześnie schodów. Pokolenie dzieci Europy nie napotkało schodów na parterze. Z troski o nasz dobrostan te schody zabrano i wjechaliśmy na pierwsze piętro windą. Ta jednak nie zawiozła nas od razu na drugie piętro, na które wdrapać trzeba się już samemu. Po trochę większych schodach, bo podwyższonych o tę część z parteru. Dlatego gdy dzieci Europy odnajdują na swojej drodze przeszkodę, to okazuje się ona o wiele większa. W dodatku nie mamy na tym etapie już autorytetów, które posłużyłyby nam do wzięcia tej odpowiedzialności na siebie.
Pokolenie dzieci Europy jest też pokoleniem, które jako pierwsze w pełni korzysta z potencjału naszego kontynentu. Możliwość partycypacji w społeczeństwie europejskim otworzyła nam wiele potencjalnych dróg rozwoju. Te zaprowadziły nas do wielu miejsc, których nie mogli odkryć nasi przodkowie. Łatwość nawiązywania kontaktów w ten sposób i rozwój narzędzi cyfrowych gwałtownie jednak spowodowały, iż wiele innych, wcześniej wręcz obowiązkowych aktywności stało się opcjonalne. Nie musimy dzisiaj na przykład utrzymywać bezpośredniego kontaktu z naszym najbliższym otoczeniem. Kiedyś było to koniecznością przede wszystkim ze względów ekonomicznych. Niedostępność wszystkich artykułów wymuszała prowadzenie z sąsiadami czy kolegami z pracy aktywnej wymiany. To budowało relacje. Dziś możemy je budować dzięki aplikacji, tworząc znajomości z ludźmi z drugiego końca kontynentu.
Dzieci Europy przejęły też problemy Europy. Problemy, których nasi przodkowie nie doświadczali. To problemy państw dobrobytu. Zakładamy na przykład mniej nowych rodzin, ze względu na zupełnie inne możliwości zawodowe, naukowe czy po prostu towarzyskie. Nie mamy społecznego przymusu zakładania jak najszybciej rodziny, więc skupiamy się na innych rzeczach. Finalnie obserwujemy w całej Europie niż demograficzny. Niż, który sprawia, iż gdy my będziemy przechodzić na emeryturę, to utrzymywać nas będą mniej liczne pokolenia.
Jesteśmy też pokoleniem zabójców Polski lokalnej. Dlatego iż my, nie tak jak nasi przodkowie, mamy możliwość korzystania z dobrodziejstw większych miast. Nie musimy pozostawać u siebie w Polsce lokalnej, gdy do odkrycia mamy tak wiele. To osłabia nasze miejscowości rodzinne. Zmniejsza ich potencjał, zabija pomysłowość i odcina tę część usługową, która przez lata była skierowana wobec młodych osób, bo tych jest tam już coraz mniej. Dzieci Europy słuchają się mody, a w modzie jest studiowanie. Dlatego zapychamy listy kandydatów na wiele uczelni. Tych w odpowiedzi przybywa. Coraz większy głos zyskują uczelnie prywatne, powstałe w celach komercyjnych. Oferują kandydatowi prostą wymianę. On płaci, one za bardzo w jego naukę się nie wtrącają. To psuje z kolei rynek pracy, bo pozbawia go naturalnego odsiewu. Studenta trzeba trzymać i lepiej go nie uwalać, bo to jednak za nim idą pieniądze. Szkoły wyższe wypluwają setki absolwentów, niekoniecznie obeznanych w zagadnieniach swojego kierunku. To bardzo deformuje rynek pracy, bo dla potencjalnego pracodawcy kończona uczelnia przestaje mieć większe znaczenie, a liczyć zaczyna się zdobyte doświadczenie zawodowe. Żeby z kolei polepszać swoje doświadczenie zawodowe, trzeba w wielkim mieście często praktykować za darmo. Żeby to robić, trzeba w takim mieście żyć i się utrzymywać. Żeby się utrzymywać na spatologizowanym, komercyjnym rynku nieruchomości, opętanym przez wielkich deweloperów, trzeba oprócz studiów, często płatnych, praktyk w wymarzonym zawodzie, często bezpłatnych, dorabiać sobie w gastronomii, czy innych usługach, po godzinach. Mieszkamy więc w klitkach, które w niczym nie przypominają domów.
Dzieci Europy łatwo też mogą dać się omotać populistycznej propagandzie. Szukamy odpowiedzialnego tych wszystkich powyższych problemów. A populiści ich nam dostarczają. Dzisiaj obarcza się winą uchodźców. Tych zarówno z Ukrainy, jak z dalszych części świata. Populiści wtaczają mężczyznom, iż to oni odbierają im kobiety, mieszkania i miejsca pracy. Wzbudzają w nas coraz większą nienawiść, żywią się nią i czekają, aż przelejemy ją na karty wyborcze.
Czy to oznacza, iż my, Dzieci Europy, jako wychowani w najbardziej komfortowych warunkach jesteśmy pokoleniem, które najmniej osiągnęło? Niekoniecznie. Jesteśmy pracowici, tyle iż pracujemy na naszych zasadach. Otwarciej wyrażamy własne zdanie. Moment naszego sprawdzenia jeszcze się po prostu też nie dokonał. Nadchodzi on jednak nieubłaganie. Bo okazuje się, iż choćby żyjąc w rozwiniętym kraju, nie da się przeżyć całego życia w komforcie. O tym przekonamy się niestety niedługo. Bo wyzwaniem pokolenia Dzieci Europy będzie wojna. Wojna Europy z cywilizacją totalitaryzmu. Wojna, która już toczy się w naszych telefonach i… w naszych głowach.















![Zmarła Weronika Tymczyszyn [85 lat]](https://elubaczow.com/wp-content/uploads/2021/11/nekrolog-klepsydra-klubaczow.jpg)
