30 sierpnia spłonął magazyn w Lublinie, a nocą z 30 na 31 sierpnia ogień pojawił się w zakładzie WB Electronics w Skarżysku-Kamiennej. Straty oszacowano wstępnie na około 5 mln euro i co najmniej 15 mln zł. Prokuratury badają oba zdarzenia, które według ministra Marcina Kierwińskiego prawdopodobnie nie są powiązane. Dla Polski to test ochrony przemysłu obronnego.
Dwa pożary w ciągu kilkudziesięciu godzin
Pierwszy pożar wybuchł 30 sierpnia w hali magazynowej w Lublinie. Firma będąca właścicielem obiektu oszacowała wstępnie straty na około 5 mln euro. Prokuratura Okręgowa w Lublinie bada kilka wersji, w tym celowe podpalenie, awarię instalacji elektrycznej oraz przypadkowe zaprószenie ognia. Na tym etapie nie ma podstaw, by jedną z nich uznać za rozstrzygniętą.
Kolejnej nocy ogień pojawił się w należącym do WB Electronics zakładzie w Skarżysku-Kamiennej. Pożar został gwałtownie opanowany, ale według prokuratury szkody wyniosły co najmniej 15 mln zł. Śledztwo obejmuje podejrzenie umyślnego wzniecenia ognia oraz możliwość działania obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej. Nikt nie został prawomocnie uznany za sprawcę.
Minister rozdziela oba postępowania
Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński powiedział 1 września, iż pożary są prawdopodobnie odrębnymi zdarzeniami. W sprawie Lublina nie miał twardego przekonania o sabotażu. W przypadku Skarżyska ocenił natomiast, iż dostępne informacje wskazują na akt celowego działania. Ostateczne ustalenia należą do prokuratury i służb.
Ta różnica jest ważna. Państwo musi mówić prawdę, zwłaszcza gdy chodzi o bezpieczeństwo. Łączenie dwóch głośnych pożarów bez dowodów ułatwiłoby szerzenie paniki i dezinformacji. Bagatelizowanie któregokolwiek z nich byłoby jednak równie nieodpowiedzialne.
Były oficer SKW ostrzega przed dywersją
Mariusz Kozłowski, były funkcjonariusz Służby Kontrwywiadu Wojskowego, ocenił w rozmowie z Wirtualną Polską, iż wspólnym kontekstem obu zdarzeń jest zagrożenie dla przedsiębiorstw uczestniczących w produkcji komponentów wykorzystywanych w technologiach bezzałogowych. Jego słowa są opinią ekspercką, a nie ustaleniem śledczych.
Polskie zakłady obronne są naturalnym celem rozpoznania, prób sabotażu i działań hybrydowych. Grupa WB produkuje systemy bezzałogowe wykorzystywane przez Wojsko Polskie oraz Ukrainę. Znaczenie polskich rozwiązań Grupy WB rośnie również za granicą. Ochrona takich przedsiębiorstw nie jest prywatną sprawą właściciela hali. Dotyczy zdolności obronnych państwa i ciągłości dostaw dla armii.
Ochrona zakładów musi wyprzedzać zagrożenie
Służby powinny ustalić, jak osoba z zewnątrz mogła dostać się na teren zakładu w Skarżysku-Kamiennej, jakie zabezpieczenia zadziałały i gdzie powstała luka. Potrzebny jest też przegląd ochrony firm należących do łańcucha dostaw obronnych: podwykonawców, magazynów, transportu i systemów teleinformatycznych. Przeciwnik szuka zwykle najsłabszego ogniwa, a nie najbardziej widowiskowego celu.
Śledztwo dotyczące pożaru w zakładzie WB Electronics powinno zakończyć się jasnym komunikatem o ustaleniach, w granicach dopuszczalnych dla dobra postępowania. Polacy mają prawo wiedzieć, czy był to incydent kryminalny, sabotaż inspirowany z zewnątrz, czy zdarzenie o innym charakterze. Bez rzetelnej informacji próżnię wypełnią plotki.
Stawką jest odporność państwa
Bezpieczeństwo przemysłu obronnego wymaga stałej współpracy przedsiębiorstw, policji, ABW, SKW i straży pożarnej. Nie wystarczy reagować po alarmie. Trzeba sprawdzać ogrodzenia, monitoring, kontrolę dostępu, procedury dla pracowników i gotowość do zachowania ciągłości produkcji po incydencie.
Polska znajduje się pod rosnącą presją rosyjskich działań hybrydowych, ale każda sprawa musi być oceniana na podstawie dowodów. Twarde państwo nie krzyczy o dywersji bez ustaleń. Twarde państwo chroni strategiczne zakłady, gwałtownie łapie sprawców i uczciwie informuje obywateli. Pożary w Lublinie i Skarżysku-Kamiennej pokazują, iż tego egzaminu nie wolno odkładać.
Źródło: Wirtualna Polska, Polskie Radio Lublin, Associated Press
Źródło: WP Wiadomości














