Europa może mieć nowoczesną broń, liczne armie i ambitne deklaracje polityczne, ale jeżeli w chwili zagrożenia nie potrafi gwałtownie przemieścić żołnierzy i ciężkiego sprzętu, pozostaje strategicznie bezbronna. Wojna w Ukrainie obnażyła brutalną prawdę: realna siła państw i sojuszy zaczyna się nie w salach obrad, ale na drogach, mostach, liniach kolejowych i przejściach granicznych.
Dziś w Unii Europejskiej przerzut wojsk i sprzętu między państwami członkowskimi bywa tak skomplikowany, iż w skrajnych przypadkach zajmuje choćby 45 dni. W realiach współczesnej wojny to czas, w którym konflikt może zostać rozstrzygnięty. Stąd coraz głośniejsze postulaty utworzenia tzw. „wojskowego Schengen” strefy, w której armie sojusznicze mogłyby poruszać się niemal tak swobodnie, jak dziś poruszają się cywile.
Biurokracja kontra rzeczywistość geopolityczna
Unia przez lata budowała system oparty na procedurach, zgodach, formularzach i administracyjnych barierach. Sprawdzało się to w czasach względnego pokoju. Jednak w świecie, w którym Rosja prowadzi pełnoskalową wojnę tuż za wschodnią granicą UE, takie podejście staje się luksusem, na który Europa nie może sobie pozwolić.
Dziś transport czołgów, haubic czy systemów rakietowych przez kilka państw wymaga uzyskania dziesiątek pozwoleń. Często dochodzą do tego różnice w przepisach drogowych, ograniczenia wagowe mostów, brak odpowiednich ramp kolejowych czy wąskie tunele. W efekcie choćby najlepsze jednostki wojskowe mogą utknąć w papierologii – zanim dotrą tam, gdzie są naprawdę potrzebne.
Militarne Schengen: konieczność, nie ideologia
Idea wojskowego Schengen zakłada, iż w sytuacji kryzysowej wojsko państw UE i NATO będzie mogło przekraczać granice w ciągu godzin, a nie tygodni. Nie chodzi o zniesienie kontroli w sensie politycznym, ale o sprawność operacyjną: wcześniej uzgodnione korytarze transportowe, ujednolicone procedury, gotowe plany przerzutu sił.
To rozwiązanie szczególnie istotne dla wschodniej flanki Polski, państw bałtyckich, Rumunii czy Finlandii. jeżeli agresja nastąpi, pierwsze dni zdecydują o powodzeniu obrony. A bez szybkiego wzmocnienia z Zachodu choćby najlepiej przygotowane państwo frontowe będzie walczyło w nierównych warunkach.
Infrastruktura jako broń strategiczna
Prawdziwa obrona zaczyna się jednak nie w dokumentach, ale w betonie i stali. Większość europejskich dróg, wiaduktów i mostów projektowano z myślą o ruchu cywilnym – ciężarówkach ważących kilkanaście ton. Tymczasem nowoczesny czołg bojowy waży ponad 60–70 ton. W wielu regionach Europy taki sprzęt po prostu nie może bezpiecznie przejechać.
Dlatego najważniejsze znaczenie mają inwestycje w infrastrukturę „podwójnego zastosowania”: drogi, linie kolejowe i obiekty inżynieryjne, które w czasie pokoju służą obywatelom, a w czasie kryzysu armii. To nie jest militarizacja przestrzeni publicznej, ale element odpowiedzialnej polityki bezpieczeństwa.
Komisja Europejska zapowiada zwiększenie środków na mobilność wojskową do 17 miliardów euro w kolejnej perspektywie budżetowej. To krok we adekwatnym kierunku, pod warunkiem iż pieniądze nie ugrzęzną w projektach pozornych, a trafią tam, gdzie są realnie potrzebne – na modernizację mostów, wzmocnienie nawierzchni, budowę węzłów logistycznych i dostosowanie kolei do transportu ciężkiego sprzętu.
Polska na pierwszej linii
Dla Polski temat nie ma charakteru teoretycznego. Graniczymy z Rosją i Białorusią, jesteśmy kluczowym korytarzem transportowym dla sił NATO na wschód. jeżeli infrastruktura w naszym kraju okaże się niewydolna, ucierpi nie tylko nasze bezpieczeństwo, ale i wiarygodność całego sojuszu.
Dlatego modernizacja dróg, mostów i linii kolejowych wzdłuż korytarzy wojskowych powinna być traktowana jak element obrony narodowej na równi z zakupem uzbrojenia. Można mieć najnowocześniejsze czołgi i systemy rakietowe, ale jeżeli nie da się ich gwałtownie przemieścić, pozostaną bezużyteczne.
Suwerenność przez sprawność
Wbrew narracjom o „oddawaniu kompetencji Brukseli”, usprawnienie mobilności wojskowej nie osłabia państw narodowych. Wręcz przeciwnie – wzmacnia ich zdolność do obrony własnego terytorium. najważniejsze pozostaje, aby decyzje o przerzucie wojsk zawsze zapadały na poziomie rządów państw członkowskich, a mechanizmy unijne służyły wyłącznie jako narzędzie techniczne, a nie polityczne.
Europa nie może budować bezpieczeństwa na iluzjach i deklaracjach. W świecie twardej geopolityki liczy się czas reakcji, sprawność logistyczna i realna zdolność do działania. Wojskowe Schengen oraz inwestycje w infrastrukturę to nie „europejski projekt” w sensie ideologicznym – to element elementarnego instynktu przetrwania wspólnoty państw, które chcą pozostać wolne.
Bo bez dróg, mostów i sprawnych granic nie ma obrony. A bez obrony nie ma suwerenności.


![Trump reżyseruje “Helikopter w ogniu 2” [OPINIA]](https://cdn.defence24.pl/2026/01/08/1200xpx/lSz8nSHHcyoUIFFzE7kU8T7KmeeLIdcweAUgARxH.2brq.jpg)








