Pan Krzysztof Gawkowski należy do młodego pokolenia (1980) i retorykę polityczną PRL zna, a przynajmniej znać powinien, z lektury, studiów, może też z innych kontaktów, ale nie z własnych przeżyć. Co do dziejów PRL wiedza jego z pewnością ogarnia symbole – wszak widziano go wymachującego jakimś czerwonym gałganem w takt śpiewanej Międzynarodówki. Członkiem PZPR jednak nie mógł być, bo dziewięciolatków nie przyjmowano. Próbował to nadrobić jako wiceprzewodniczący SLD, a dziś, w Nowej Lewicy. Nieważne zresztą, starej czy nowej. Każda lewica źle kończyła, gdyż swą lewicowość odarła z wartości socjalnych, a skupiła na partyjności, a prościej, na swojej lukratywnej obecności w polityce. Ale dość o tym. Do pana Gawkowskiego nie mam pretensji o jego barwy partyjne, a adekwatnie to nie mam ich o nic, bo od niego nic nie zależy. Jeden z klakierów Tuska, nic więcej. Potrafi jednak denerwować swą impertynencją. Jej przejawem jest polska wersja tzw. Dolchstosslegende, którą jemu zawdzięczamy. Okazało się, iż świadomie czy nieświadomie sięgnął do niej. Chyba jednak nieświadomie. Choć wypadałoby mu cokolwiek wiedzieć o Hitlerze, którego reżim Tuska coraz bardziej naśladuje. Byłem zdumiony, kiedy ujrzałem go na ekranie telewizora wymachującego w najwyższej alteracji rękoma i grzmiącego coś o strzale w plecy rządowi Tuska. Zaraz mi się to skojarzyło z przemówieniem Hitlera, który podobnie grzmiał o nożu w plecy dzielnej walczącej i rzekomo niezwyciężonej armii Kaizera. Armia – wrzeszczał wtedy Hitler– była niepokonana w polu, ale cios jej zadali demokraci, socjaliści i Żydzi. Zdradzili Niemcy, żądając zawieszenia broni i wywołując rewolucję. Pan dr Gawkowski winien jednak wiedzieć, iż Hitler zwyczajnie kłamał, bo było inaczej. 29 września 1918 roku, po klęsce pod Amiens i przełamaniu Linii Hindenburga, Ludendorff i Hindenburg oświadczyli rządowi, iż front może się załamać w każdej chwili i należy natychmiast prosić o rozejm. jeżeli pan Gawkowski zna te fakty, co byłoby godne najwyższej pochwały, nie powinien powielać tej samej narracji, choćby jeżeli nóż (Dolch) zamienił na pistolet.
Bo nie o gadżety tu chodzi, ale kłamstwo przy ich pomocy przemycane do świadomości społecznej, wtedy niemieckiej, dziś polskiej. Jestem przekonany, iż Gawkowski doskonale wie, iż tym nie tyle pistoletem, o którym mówi, ale wprost armatą, jest bezsensowna pożyczka wduszona rządowi Tuska przez Niemcy. jeżeli tego nie wie, to co on robi w polityce?
Hitler, operując Dolchstosslegende zdobył w Niemczech poparcie, dające placet na ludobójstwo i zniszczenie połowy Europy. Niemiec, wciskając nam dziś SAFE, czyni to nie tyle dla uzbrojenia naszej armii, co uzależnienia zarówno jej, jak i w ogóle Polski od kół dążących do stworzenia europejskiego państwa pod jego egidą. Tusk. mówiąc o telefonach od – rzekomo – wielu rządów sam się zdradził. gdyż jeżeli takie telefony były, to co najwyżej z Berlina i Paryża, bo tylko tam obawiają się, iż na Polsce może nie uda się zarobić, a gdy chodzi o Niemcy, to obawy dotyczą też suwerennej Polski, stojącej na zawadzie planom opanowania Europy. Tylko wyprane mózgi mogą gardłować za SAFE – interesem pod wieloma względami niepewnym, a pewnym tylko co do tego, iż Polacy będą płacić przez dziesięciolecia, a zyski zapisywać będą ci, którzy ciągnąć będą korzyści. Czy Tuskoidzi i lewica kierują się zasada: po nas niech i potop?
Nie trzeba wielkiej polityki żeby to przewidzieć. Dlatego jestem przekonany, iż wiedzą o tym i Tusk i Gawkowski. Może nie wiedzieć młodszy Witczak, może Motyka, może jeszcze szereg po prostu wierzących w jąkane obietnice i wywody Tuska, ale ktoś kto siedzi w pierwszej ławie rządowej winien jednak mieć i więcej wiedzy, a nade wszystko zdrowego rozsądku.
Pieniądze na zbrojenia są. I to takie bez obciążania Polaków gigantycznym długiem, ale lobby niemieckiemu nie o zbrojenia chodzi, ale o uwiązanie Polski do niemieckiego kieratu. I o to, by niemieckie firmy prosperowały. Sapienti sat.
A straszenie przez Tuska polexitem świadczy tylko o tym, jak obojętny jest mu los Polski. Polexit to byłoby coś najlepszego, bo bezprawie władz UE jest dla Polski najmiększym zagrożeniem. Tylko jak to zrobić? Może zdarzy się dogodny moment, ale dziś takowego nie ma. Zresztą Unia sama się skończy, bo jej polityka jest destrukcyjne zarówno w sensie materialnym jak jeszcze bardziej moralnym. Wchłanianie konsumowanie wszystkiego o godzi w zdrowe i świadome swego celu społeczeństwo musi się skończyć katastrofą.






