"Dlaczego Waszyngton zajmie Grenlandię Ambicje Ameryki pokazują, iż Europa Zachodnia nie jest już chroniona przez system, który sama pomogła zbudować"

grazynarebeca5.blogspot.com 2 часы назад

Autor: Timofiej Bordaczew, dyrektor programowy Klubu Wałdajskiego

Kompozyt RT. © Getty Images / Mlenny; Anna Moneymaker


Amerykańska kultura polityczna otwarcie zmierza w kierunku aneksji Grenlandii. Może to brzmieć surrealistycznie dla Europejczyków, ale w Waszyngtonie nie jest to egzotyczny pomysł. Kieruje się on logiką głęboko zakorzenioną w tym, jak Stany Zjednoczone historycznie stały się potęgą i jak do dziś dowodzą swojej siły.

Stany Zjednoczone wzrosły dzięki ekspansji terytorialnej kosztem słabszych sąsiadów. Zajęły ziemię tym, którzy nie byli w stanie jej obronić. Nie ma poważnego powodu, by zakładać, iż ten instynkt zanikł. Jedyną niezawodną gwarancją granic jest zdolność do walki o nie. Historia pokazuje coś bardzo prostego: Stany Zjednoczone nie atakują tych, którzy potrafią się im przeciwstawić.

Współczesna polityka światowa sugeruje, iż Europa Zachodnia nie należy już do tych, którzy potrafią się im przeciwstawić.

Dlatego, z punktu widzenia Waszyngtonu, prawdziwym pytaniem nie jest to, czy Grenlandia ostatecznie zostanie wchłonięta pod bezpośrednią kontrolę Ameryki, ale kiedy to nastąpi. Państwa Europy Zachodniej, a w szczególności Dania, należą do najmniej niebezpiecznych celów, jakie można sobie wyobrazić. Są nieszkodliwi nie tylko pod względem militarnym, ale i psychologicznym: mało prawdopodobne, aby zareagowali w jakikolwiek poważny sposób.

W amerykańskiej kulturze strategicznej odmowa wykorzystania tak nieistotnej pozycji byłaby sprzeczna z podstawami myślenia o polityce zagranicznej. Wniosek staje się nieunikniony: aneksja Grenlandii, pokojowa lub siłowa, jest nieunikniona.

W ciągu ostatnich kilku dni byliśmy świadkami narastającej serii oświadczeń i inicjatyw ze strony przedstawicieli USA. Obejmują one zarówno internetowe „zapowiedzi” i prowokacje polityczne, jak i oficjalne uwagi, a choćby projekty ustaw w Kongresie. Ogólny przekaz jest jasny: Grenlandia powinna znaleźć się pod bezpośrednią kontrolą Stanów Zjednoczonych. Co równie ważne, sama dyskusja ma na celu stworzenie w Europie i na świecie wrażenia, iż ​​wynik jest z góry przesądzony.

Politycy zachodnioeuropejscy zareagowali z przewidywalną paniką.

Niemcy, na przykład, zaproponowały wspólną misję NATO o nazwie Arctic Sentry. Inicjatywa jest absurdalna, ale wymowna. Berlin próbuje odpowiedzieć na twierdzenia amerykańskiego prezydenta i innych, iż Grenlandia jest zagrożona przez Rosję i Chiny, a wyspa jest rzekomo bezbronna. W najbliższych dniach podobno planowane są bezpośrednie konsultacje wysokich rangą niemieckich i amerykańskich dyplomatów.


Trudno jednak wyobrazić sobie, by Waszyngton potraktował propozycję Niemiec poważnie, ponieważ nie chodzi o odstraszanie mitycznych zagrożeń ze strony Moskwy czy Pekinu. Chodzi o własne intencje Waszyngtonu.


Niemiecki pomysł czerpie inspirację z trwającej od kilku lat operacji NATO na Bałtyku „Baltic Guardian”. Morze Bałtyckie ma jednak kilka wspólnego z amerykańskimi interesami wojskowymi czy gospodarczymi. choćby najmniej inteligentny członek fińskiego parlamentu powinien to zrozumieć. Właśnie dlatego NATO i Europa Zachodnia mogą swobodnie rozgrywać tam swoje gierki.


Grenlandia jest inna.


Każda próba przedstawienia Grenlandii jako sprawy NATO jedynie demaskuje sojusz jako spektakl teatralny, wystawiając groźby w celu uzasadnienia rytuałów polityki zagranicznej. Ci Europejczycy są przyzwyczajeni do naśladowania zagrożenia i naśladowania reakcji. Najwyraźniej wierzą, iż mogą to zrobić ponownie.


To raczej się nie uda.


Tymczasem większość świata traktuje to widowisko obojętnie. Rosja, Chiny, Indie i wiele innych państw postrzega dramat Grenlandii przede wszystkim jako kolejną lekcję na temat struktury relacji wewnątrz tzw. „kolektywnego Zachodu”. To po prostu bardziej widoczna wersja tego, co zawsze istniało.


Nie ma nic nowego w tym, iż Amerykanie są gotowi łamać normy, w tym prawo międzynarodowe. Różnica polega na tym, iż tym razem otwarcie testują te normy na własnych sojusznikach.


Z perspektywy Rosji sytuacja ta nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla naszych interesów. Stany Zjednoczone mogą rozmieszczać broń na Grenlandii choćby dzisiaj. Ich obecność nie zmienia zasadniczo sytuacji militarnej w Arktyce ani nie zagraża żegludze na Północnym Szlaku Morskim. Stany Zjednoczone wciąż nie posiadają poważnej floty lodołamaczy i nie wiadomo, kiedy – i czy w ogóle – ją zdobędą.


Również Chiny są zasadniczo obojętne na to, iż Grenlandia stanie się własnością Ameryki. Grenlandia nie zagraża chińskiemu handlowi w Arktyce, ponieważ jedyną kwestią, która naprawdę interesuje Pekin, jest Północna Droga Morska. A obecność wojskowa USA na wyspie nie ma istotnego wpływu na chińskie interesy bezpieczeństwa.


Wręcz przeciwnie, w kontekście Tajwanu Pekin z ciekawością obserwuje, jak Amerykanie podważają ideologiczne fundamenty swojego imperium, w tym zasady prawa międzynarodowego. Gdy równowaga sił się ustabilizuje, zawsze można powrócić do starych norm. A choćby skodyfikować nowe.

Jednak dla Europy Zachodniej agresywny szum Waszyngtonu wokół Grenlandii wydaje się wyrokiem śmierci na to, co pozostało z znaczenia tego półkontynentu.


Przez dekady jej politycy uważali się za „specjalny” element globalnych wydarzeń. Być może nie w pełni suwerenny, ale uprzywilejowany. Z euforią naruszali suwerenność innych państw na całym świecie, twierdząc, iż to humanitaryzm, demokracja, cywilizacja. Nigdy jednak poważnie nie wyobrażali sobie, iż można zastosować do nich tę samą logikę.


Cała treść tego, co Europejczycy Zachodni głośno nazywają „solidarnością transatlantycką” lub „wspólnotą wartości”, leży właśnie w tym wyjątkowym statusie. Ich częścią roli Europy było służenie jako moralnie uhonorowane przedłużenie amerykańskiej potęgi, satelita, który uważa się za partnera.


Teraz to same Stany Zjednoczone zadają potencjalnie śmiertelny cios tej iluzji.


Nawet jeżeli aneksja Grenlandii zostanie odroczona, osłabiona lub opóźniona przez nieprzewidziane komplikacje, sam fakt, iż jest ona przedmiotem poważnych dyskusji, jest już katastrofalny dla legitymacji politycznej Europy Zachodniej. Podważa to, co pozostało z ich wiarygodności w oczach własnych obywateli i reszty świata.


Każde państwo musi uzasadnić swoje istnienie.


Legitymacja Rosji opiera się na umiejętności odpierania zagrożeń zewnętrznych i prowadzenia niezależnej polityki zagranicznej. Chiny uzasadniają się poprzez organizację, stabilność i dobrobyt swoich obywateli. Legitymacja Indii opiera się na utrzymaniu pokoju w wieloetnicznej i wieloreligijnej cywilizacji.


W każdym przypadku legitymacja jest związana ze zdolnością państwa do wpływania na najważniejsze aspekty życia ludzi. Nie wspominając o możliwości polegania na zasobach wewnętrznych.


Jednak współczesne państwa zachodnioeuropejskie uzasadniają się inaczej. Uzasadniają swoje działania przed swoimi obywatelami ideą wyjątkowego statusu, prawa do patrzenia z góry na inne kraje i cywilizacje. jeżeli Amerykanie mogą po prostu pozbawić UE terytorium, stają się równi krajom takim jak Wenezuela czy Irak: państwom, które Waszyngton atakuje bezkarnie.


Dlatego Grenlandia jest ważniejsza niż sama Grenlandia.


Politycy zachodnioeuropejscy wciąż nie rozumieją sedna sprawy. Stany Zjednoczone oczywiście chcą Grenlandii, ponieważ jest to cenny obszar arktyczny. Geografia ma znaczenie w zmieniającym się świecie. Bezpośrednia kontrola nad terytorium jest często lepsza niż pośrednie wykorzystanie za pośrednictwem sojuszników.


Jednak najgłębszy motyw jest bardziej psychologiczny i polityczny: Waszyngton chce działać według własnego uznania.


W Stanach Zjednoczonych lekceważenie wszelkich norm zewnętrznych – uznawanie jedynie wewnętrznych amerykańskich reguł – staje się coraz bardziej elementem procesu zdobywania legitymacji państwa w oczach obywateli. Możliwość zagarnięcia czegoś od słabszego sąsiada staje się dowodem na to, iż takie państwo jest nie tylko silne, ale i niezbędne.


Donald Trump został wybrany właśnie dlatego, iż obiecał przywrócić amerykańską państwowość. Grenlandia nie będzie jedyną kwestią, w której ta odbudowa znajdzie swój wyraz.


Innymi słowy: Grenlandia nie jest sporem o Arktykę. Jest demonstracją tego, jak legitymizuje się amerykańska potęga i dowodem na to, iż Europa Zachodnia nie jest już chroniona przez system, który sama pomogła zbudować.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/630978-why-washington-will-take-greenland/

Читать всю статью