Nie ma Wielkiego Muru Chińskiego między wojną i dyplomacją. Bywa, iż dyplomacja prowadzi do wojny, i iż wojna kończy się dyplomatycznymi negocjacjami, iż tylko zwycięstwa lub klęski militarne prowadzą do określonych rozwiązań dyplomatycznych.
Istnieje też wojna i wojna. Carl von Clausewitz pisał o wojnie absolutnej, czyli takiej określanej z ogólnego teoretycznego punktu widzenia. Tak określona wojna ma jeden cel generalny – pokonanie przeciwnika i osiągnięcie stawianych celów. Ale takie rozumienie wojny reprezentują obie strony, a jednoczesna realizacja przeciwstawnych celów nie jest możliwa.
Wojna uruchamia bowiem tyle czynników w państwie, iż człowiek przyzwyczajony do zwykłej logiki zobaczy, iż będzie tylko świadomy swej słabości, niedoskonałości i niekonsekwencji. W rezultacie wojna stanie się czymś innym niż zgodnie z pierwotnym wyobrażeniem być miała. Dlatego Clausewitz mówił również o wojnie rzeczywistej, to znaczy prowadzonej stosownie do warunków i możliwości. Wojnę rzeczywistą należy rozpatrywać „nie z punktu widzenia samego jej pojęcia, ale rozważając wszystko obce, co do niego się wmiesza i przyłączy, […] wojna wybucha i przybiera swój kształt nie jako końcowy obrachunek niezliczonych okoliczności, które porusza, ale z powodu nielicznych wśród nich, właśnie dominujących. Tak wiec wynika samo z siebie, ze polega ona na grze możliwości, prawdopodobieństw, szczęścia i nieszczęścia, przy czym ścisłe logiczne wnioskowanie często gubi się całkowicie i staje się w ogóle bardzo niezaradnym i niewygodnym instrumentem umysłu. Z tego również wynika, iż wojna może być zjawiskiem, które raz mniej, raz więcej jest wojną” [1]. To tak jakby dzisiaj powiedzieć, iż wojna jest raz wojną, a innym razem wojną hybrydową.
Dynamiczne przyczyny wojny na Ukrainie
Powszechnie znaną jest definicja wojen Clausewitza jako kontynuacji polityki tylko innymi, militarnymi sposobami i środkami. Z tej definicji wynika, iż przyczyny wojen związane są z realizowaną polityką, czyli z interesami poszczególnych klas i warstwa na arenie wewnętrznej i międzynarodowej. Zależnie od tego jak głęboko zanurzymy się w politykę i cofniemy w czasie, to możemy otrzymać różne przyczyny tej samej wojny.
Główną przyczyną wszystkich konfliktów narodowych i narodowościowych na terenie poradzieckim był rozpad Związku Radzieckiego, upadek socjalizmu i zaostrzenie sprzeczności w wyniku kapitalistycznej transformacji. Silne sprzeczności narodowościowe i graniczne istniały i w carskiej Rosji, i w Związku Radzieckim, ale były one tłumione przez fakt zamieszkiwania jednego państwa, i sprawowania władzy twardą ręką. Rozpadł się on ze względu na wewnętrzne sprzeczności społeczno-ekonomiczne i ostrą walkę klasową, o czym obecni hurra-patrioci rosyjscy i ukraińscy nie chcą wiedzieć i nie chcą tego analizować. Dezintegracja Związku Radzieckiego odbyła się bez rozpatrzenia dawnych waśni i konfliktów, co sprawiło, iż konflikty te zostały odziedziczone przez nowo powstałe państwa, nie mające żadnego doświadczenia w ich rozwiązywaniu, i towarzyszą im do dnia dzisiejszego. Najostrzejszy okazał się, jak na razie, konflikt Rosyjskiej Federacji z Ukrainą. Ale każde osłabienie Rosji będzie mogło owocować rozprzestrzenianiem się konfliktów republik poradzieckich, z ich ościennymi państwami, które nie wchodziły w skład ZSRR.
Jeszcze wewnątrz społeczeństwa radzieckiego zaczęła kształtować się warstwa kierownicza, która stała się później w dużej części kapitalistami (burżuazją), lub decyzją polityczną stworzyła klasę nazwaną oligarchami. To nie rozpoczęło się w latach pierestrojki, „zdrady” Michaiła Gorbaczowa i Borysa Jelcyna, ale znacznie wcześniej. Sprzeczności społeczeństwa radzieckiego zostały tylko dodatkowo spotęgowane przez te sprzeczności i konflikty, które niosła ze sobą pierestrojka i jawna kapitalistyczna transformacja. Sprzeczności, które przyniosła, na całym poradzieckim terytorium, zostały spotęgowane przez sprzeczności zewnętrzne adekwatne dla imperializmu.
Należy przy tym podkreślić, iż nacjonalistyczne nastroje zaczęły się kształtować i umacniać stosunkowe wcześnie, jeszcze w czasach ZSRR, kiedy poszczególne republiki narodowe i regiony zaczęły otrzymywać swobodę w dysponowaniu zyskami, które miały z przedsiębiorstw na swoim terenie. Zaczęły zaostrzać się partykularyzmy i dążenia, aby zatrzymywać zyski u siebie, aby jak najmniej „przekazać do Moskwy”. Bardziej rentowne zakłady pracy nie chciały dzielić się zyskami z innymi, gorzej radzącymi sobie na rynku. Jednocześnie całą winę za wszelkie trudności zwalano na „górę” i „centrum”. Tak powstałe nastroje separatystyczne dały nową podbudowę nacjonalizmowi, na bazie stosunków towarowo-pieniężnych bardzo gwałtownie zaczęły rozpowszechniać się wśród mas pracujących narodów, i dodatkowo były z całą mocą i perfidią podsycane z zewnątrz, przez tych, co liczyli na całkowite rozbicie Rosji. W okresie kapitalistycznej transformacji w Rosji i przyległych republikach, konfliktów więcej było tylko w Afryce i na Bliskim Wschodzie, co pokazuje jak bardzo drastycznie ujawniały się kapitalistyczne sprzeczności społeczne.
Rozpad Związku Radzieckiego miał skutki społeczno-ekonomiczne i polityczne, zmianom uległa struktura społeczna i interesy poszczególnych klas i republik. Ponieważ do wojny Rosji z Ukrainą doszło w ponad 30 lat od upadku Związku Radzieckiego, dlatego nie wszyscy dostrzegają związek pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami. Nacjonalizm ukraiński dawał o sobie znać i był tolerowany od pierwszych lat po Rewolucji Październikowej, a łagodzony był między innymi przez to, iż Ukraińcy obejmowali najważniejsze urzędy w KPZR i państwie radzieckim, oraz Ukrainę z zacofanego peryferium przynależnego w przeszłości do kilku państw, przekształcono w najbardziej rozwiniętą republikę Związku Radzieckiego. Ale utrzymywanie się nacjonalizmu sprawiło, iż pogląd o Ukrainie wytwarzającej więcej niż zatrzymującej dla siebie, stał się powszechny, głęboki i niepodważalny.
Federacja Rosyjska wzięła na siebie spłatę zagranicznych długów poradzieckich, ale zażądała udziału w aktywach i własności prywatyzowanych gospodarek poradzieckich republik. W ten sposób Rosja próbowała przez cały czas utrzymywać nie tylko ekonomiczne ale i polityczne wpływy w odseparowanych państwach. To oczywiście im się nie spodobało i w związku z rozwojem indywidualistycznego liberalizmu i neoliberalizmu, wrogość do Rosji stała się powszechna zwłaszcza wśród młodszego pokolenia. Nacjonalizm ukraiński się utrwalał, gdy trzeba było dzielić poradziecką flotę czarnomorską, przedłużać dla Rosji dzierżawę portów czarnomorskich i spłacać swoją część zaciągniętego przed pozostałymi republikami „długu”. Ponadto stosunki między tymi państwami od początku kapitalistycznej transformacji były bardziej dynamiczne, gdyż w konflikcie biorą udział nie dwie, a co najmniej cztery strony i każda z nich dążyła do realizacji swoich celów. Walka toczyła się głównie między kapitałem rosyjskim, ukraińskim, europejskim, amerykańskim i chińskim. Z czasem pod naciskiem USA i Unii Europejskiej kapitał rosyjski zaczęto zmuszać do sprzedaży swoich aktywów, a gdy to nie skutkowało, to rosyjskie udziały były nacjonalizowane.
Ukraina zadeklarowała chęć wstąpienia do Unii Europejskiej, a to by oznaczało masowy napływ towarów unijnych na Ukrainę. Jednakże wobec bezcłowego obrotu towarowego Rosji i Ukrainy, towary te masowo napłynęłyby bez ceł do Rosji i zagroziły jej przemysłowi. Ukraina stałaby się wielkim habem przeładunkowym dla Unii Europejskiej i odnosiłaby z tego tytułu ogromne zyski. Rosja chciała z Ukrainą rozmawiać w tej sprawie i jakoś ją uregulować, ale Ukraina nie podjęła żadnych rozmów.
Przyczyny wojny na Ukrainie są więc w swej istocie ekonomicznej zupełnie różne i często przeciwne temu, co mówią również kijowskie władze. Świadomość przyczyn wojny jest tam określana przez tak zwane informacyjne pole, czyli przez oficjalną propagandę, ponieważ wszelka opozycja na Ukrainie została zlikwidowana, a wraz z nią wszelkie niezależne źródła informacji. I takie sprefabrykowane na Ukrainie informacje stały się oficjalnym stanowiskiem Unii Europejskiej i USA za prezydentury Joe Bidena, gdyż informacje takie odpowiadały ich interesom i celom. Natomiast świadomość przyczyn wojny w Rosji jest mistyfikowana w inny sposób, przez ideologiczne odwołania do „Wojny Ojczyźnianej”, utrzymanie „ruskowo mira”, i po przyjęciu przez Ukrainę jawnie antyrosyjskich ustaw, przez „obronę języka rosyjskiego i ludności rosyjskojęzycznej”.
Rosyjskie kierownictwo w latach 90-tych, decydujące o rozpadzie ZSRR, miało błędne wyobrażenie o współczesnym kapitalizmie i podzielało złudzenia – z uporem godnym neofitów wyznawało zasady neoliberalnej ekonomii burżuazyjnej. A w odpowiedzi na to, wielu polityków w republikach z euforią wygłaszało opinie o „końcu historii”, iż Rosja jako imperium skończyła się ostatecznie, i zaczynało poszukiwać najlepszych dla swoich państw związków gospodarczych i sojuszów międzynarodowych.
Ukraina w latach 90-tych niczego nie budowała, nie inwestowała, tam trwał proces deindustrializacji i dominacji neoliberalnej ekonomii. Tak zwani biznesmeni zajmowali się rozkradaniem tego, co pozostawił im Związek Radziecki. Działo się to w dużym stopniu kosztem Donbasu, który był rozwinięty stosownie do potrzeb całego Związku Radzieckiego. Dla samej Ukrainy Donbas z rozwiniętym przemysłem ciężkim w tych rozmiarach był zbyteczny, i Ukraina tak czy inaczej rozpoczęła jego likwidację jako przemysłowego centrum, częściowo poprzez jego sprzedaż, częściowo poprzez zamykanie zakładów. Wywołało to antyukraińskie separatystyczne dążenia ludności rosyjskojęzycznej i nadzieje na ratunek ze strony Rosji. Władze Ukrainy w celu stłumienia tych nadziei, wysłały w 2014 roku czołgi i samoloty przeciwko ludności cywilnej, dopuszczając do wielu zbrodni przez oddziały pacyfikacyjne, złożone niekiedy z przestępców i najemników. Ale w ten sposób same władze w Kijowie zakwestionowały jedność i całość terytorialną Ukrainy.
O zbrodniczym charakterze ukraińskiej elity może świadczyć fakt, iż w 1990 roku Ukraina miała PKB 2,5 raza większy niż Polska, a przed Specjalną Operacją Wojskową 2,5 raza niższy. To samo działo się w Rosji, co tylko potęgowało problemy na Ukrainie i podsycało dodatkowo i tak silny już ukraiński nacjonalizm. Wszędzie w latach dziewięćdziesiątych drapieżny kapitalizm był taki sam. To była prawdziwa wojna wszystkich, przeciwko wszystkim. Udział Rosji w handlu światowym spadł w okresie 30 lat z 9 do mniej niż 3 procent. Oligarchia ukraińska wzbogaciła się głównie na handlu z Rosją i wydawała się dla Rosji pewnym sojusznikiem, ale czas pokazał, iż miała ona znacznie dalej sięgające ambicje. Wobec deindustrializacji Rosji i Ukrainy i stagnacji ich rozwoju gospodarczego oraz bogacenia się wąskich elit, doprowadziło to do wzrostu wyzysku większości społeczeństw i zaostrzenie sprzeczności i groźby wewnętrznych konfliktów społecznych. Oligarchia Rosji aby skanalizować rosnące niezadowolenie społeczne sięgnęła do ideologii „jednego narodu”, prawosławia i ruskiego miru, a elita Ukrainy do ideologii banderyzmu (neofaszyzmu), próbując ukryć w nim interesy swojej oligarchii i panoszących się w gospodarce międzynarodowych korporacji i funduszy inwestycyjnych.
Z globalnego punktu widzenia Rosja tej wojny nie mogła uniknąć, i ekipa Putina to zrozumiała, po tym jak Zełenski zaczął mówić o broni atomowej dla Ukrainy przy oklaskach audytorium konferencji pokojowej w Monachium. W wyniku rozpoczętej Specjalnej Operacji Wojskowej Rosja została okrzyknięta przez Zachód agresorem. Ale wojna tak naprawdę zaczęła się od walki między oligarchami Rosji i oligarchami Ukrainy wspieranymi początkowo przez Zachód, ale później zepchniętymi jednak na plan dalszy. A teraz do walki na Ukrainie rzucane są ostatki rezerw ludzkich mobilizowane przez prawdziwe uliczne polowania na potencjalnych rekrutów. Ogromne straty armii ukraińskiej, świadomość rychłej śmierci na froncie i ujawnienie ogromnej skali korupcji ekipy Zełenskiego sprawiły, iż nikt nie chce za nią umierać.
Dalsze trwanie wojny oznacza dla ekipy Zełenskiego możliwość czasowego utrzymania się u władzy i ukrycia niewygodnych dowodów zbrodni, ale w ostateczności postawienie jeszcze twardszych żądań przez Rosję. Dla Rosji zaś korzystna sytuacja na froncie pozwala mieć nadzieję na osiągnięcie swoich celów drogą militarną, chociaż wolałaby mniej kosztowną drogę dyplomatyczną. Europa zaś ma chęć kontynuacji wojny, ale nie ma na to pieniędzy, dlatego najchętniej wykorzystałaby zgromadzone w zachodnich bankach aktywa rosyjskie, czyli chce wojny z Rosją, ale na jej koszt, licząc, iż te pieniądze zasiliłyby po części jej gospodarkę i USA.
Zmiana charakteru wojny i jej celów
Specjalna Operacja Wojskowa Rosji na Ukrainie zmieniła swój charakter. Powstały nowe przyczyny, dla których Europa Zachodnia i USA przedłużają tę wojnę w sytuacji, gdy możliwości mobilizacyjne armii ukraińskiej uległy wyczerpaniu i na ulicach miast dochodzi do scen mrożących krew w żyłach. Na jej początku Rosja określiła jako cele denazyfikację, demilitaryzację, a zatem i demokratyzację Ukrainy. Ukraina zaś według oficjalnych deklaracji walczyła w obronie swej suwerenności, prawa wstąpienia do NATO i Unii Europejskiej. Ale okazało się, iż tak sformułowane cele stanowiły ideologiczną osłonę dla realizowanych celów klasowych. Ani Rosja nie zgromadziła odpowiednich sił i środków dla ich osiągnięcia, ani Ukraina przy poparciu NATO nie była w stanie dobić się swoich. Tych celów generalnych nie udało się osiągnąć dlatego też, iż do konfliktu przyłączyły się też inne państwa, które chciały osiągnąć swoje własne cele, a które przed wybuchem wojny były w uśpieniu lub skrywane. Toteż dobrze zapowiadające się rokowania rosyjsko-ukraińskie w Stambule w 2022 roku, zostały za sprawą misji Jonsona, premiera Wielkiej Brytanii, zerwane dzięki przyobiecanej wszechstronnej pomocy Ukrainie w pokonaniu Rosji i jej rozbicia na kilka państw. Ekipa Zełenskiego w Stambule, w zasadzie bez większych walk, mogła osiągnąć więcej, niż teraz po czterech latach wojny i ponad milionie ofiar. Aby ukryć przed narodem tę myśl, ekipa Zełenskiego zajmuje postawę, iż „albo odzyska wszystko, albo nic”, i w obronie tego marzenia robi wszystko, aby wciągnąć bezpośrednio do wojny Polskę i inne państwa, i nie przeraża jej choćby myśl o groźbie wybuchu rzeczywistej wojny światowej.
I tak Stany Zjednoczone, które przed wybuchem konfliktu w czasie prezydentury Bidena działały z pełną determinacją w obronie demokracji, suwerenności Ukrainy i praw człowieka, staranie skrywały początkowo swoje rzeczywiste cele. Objawiły je nagle w momencie, gdy Ukraina zaczęła wyraźnie słabnąć i przegrywać na płaszczyźnie militarnej. Trump zażądał, aby Ukraina oddała Stanom Zjednoczony kontrolę nad swoimi bogactwami naturalnymi i infrastrukturą. I o dziwo, pomimo teatralnych gestów sprzeciwu Zełenskiego w Waszyngtonie, Trump swoje cele osiągnął pod groźbą wstrzymania pomocy militarnej. Ukraina została wówczas potraktowana jak „kraj afrykański” w okresie jawnego kolonializmu. Zełenski musiał prawdopodobnie przy tym wypowiedzieć niektóre podobne obietnice, złożone Wielkiej Brytanii w układzie o współpracy i pomocy wzajemnej, który ma obowiązywać przez 100 lat.
Ale Rosja swoich celów też nie osiągnęła i teraz Trump mówi, iż jest skłonna do pewnych kompromisów. Kiedy w 2025 roku wojska rosyjskie zajmowały kolejne terytoria Ukrainy, to Putin, aby osłabić sprzeciw USA wobec tej ofensywy, pośpieszył z oświadczeniem, iż Rosja może współpracować ze Stanami Zjednoczonymi w zagospodarowaniu surowców na zajętych terenach, a choćby w samej Rosji. Trzeba przyznać, iż była to bardzo kusząca propozycja dla Stanów Zjednoczonych i Trumpa, który cały czas uważa się za prezydenta-biznesmena, który zawiera korzystne kontrakty, czasem blefując, czasem strasząc, czasem oszukując.
Początek negocjacji
Rozpoczęły się pierwsze poważniejsze negocjacje dopiero w 2025 roku. Początkowo Stany Zjednoczone i Unia Europejska, aby powstrzymać ofensywę Rosji, zażądały bezwarunkowego zawieszenia broni, jako warunku do negocjacji pokojowych. Rosja czuła się na tyle mocna i nie chciała dać się oszukać, jak poprzednio, iż na tę propozycję nie poszła, stawiając jako warunek wycofanie się Ukrainy z terenów włączonych konstytucyjnie do Rosji, zaprzestania przez Zachód dostaw uzbrojenia na Ukrainę, zaprzestania mobilizacji i relokacji wojska na Ukrainie. Ale Ukraina, mając silne poparcie rządzących ekip w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii i Polsce, nie chciała się na to zgodzić. Jednakże na propozycję rządów Anglii, Francji i Niemiec (nie mających pieniędzy na militarne poparcie Ukrainy), aby konfiskować zamrożone rosyjskie aktywa, władze Belgii, gdzie złożona jest większość rosyjskich pieniędzy, odpowiedziały odmownie, gdyż nie chcą ryzykować dodatkowym konfliktem z Rosją. A dodatkowo Europejski Bank Centralny (EBC) odrzucił wniosek Brukseli o zabezpieczenie tzw. pożyczki reparacyjnej dla Ukrainy, która miałaby być sfinansowana z wykorzystaniem rosyjskich zamrożonych aktywów. Chociaż polskie władze coraz głośniej krzyczą o konieczności wojny z Rosją, to jednak tym bardziej są pomijane w negocjacjach, prawdopodobnie na życzenie samej Ukrainy.
W tym stanie zawieszonej, chociaż dynamicznej równowagi, Trump zgłosił 28-punktowy plan pokojowy, który jednak nie odpowiada Ukrainie, która skróciła go początkowo do 19 punktów, usuwając z niego te najistotniejsze dla Rosji. Cały mainstream aż zawył z bólu – „plan jest pod dyktando Putina”. Ale czy tak jest w istocie? Rosyjscy politycy oświadczyli (niezależnie od tego czy mieli, czy nie mieli wpływ na powstanie tego dokumentu), iż nie dyskutowali z Amerykanami na poszczególnymi sformułowaniami propozycji Trumpa, tylko nad ich istotą. A to oznacza, iż nie widzieli choćby sensu dyskusji na tym 28-punktowym „planem pokojowym”, tylko przez cały czas starają się o przyjęcie przez Stany Zjednoczone warunków do trwałego pokoju, stworzenia trwałego systemu bezpieczeństwa w Europie, a nie tylko do zamrożenia konfliktu na Ukrainie. Konflikt na Ukrainie i przebieg granic nie jest na razie dla nich najważniejszy.
dr Edward Karolczuk
fot. wikipedia
CDN
Myśl Polska, nr 1-2 (4-11.01.2026)













