Dieta Dobrych Produktów. Wizja świata bez aptek

instytutsprawobywatelskich.pl 2 часы назад

Z Karoliną Pawlik rozmawiamy o tym, skąd masz wiedzieć, czy masz stan zapalny w organizmie, czego Twój lekarz nie nauczył się na studiach i o zgubnej rutynie w naszych posiłkach.

Karolina Pawlik

Specjalista z dziedziny dietetyki i medycyny naturalnej. Wiedza, którą posiada pochodzi zarówno z wiedzy akademickiej jak również wykracza poza jej ramy. Studiowała na kierunku Dietetyka, ale również uczyła się u lekarzy oraz terapeutów specjalizujących się w leczeniu różnych chorób dietą, reprezentujących najbardziej zaawansowane podejście żywieniowe. Ukończyła specjalistyczną Akademię Medycyny Naturalnej. Ponadto odbyła kursy z Refleksologii klasycznej i narzędziowej. Proponuje holistyczne ujęcie zdrowia, co w praktyce oznacza, iż podczas konsultacji analizowany jest nie tylko jadłospis, ale także m.in.: styl życia pacjenta oraz stan jego psychiki. W związku z plagą chorób, które swoje podłoże mają w nietolerancjach i alergiach pokarmowych, specjalizuje się w diecie rotacyjnej i eliminacyjnej.

(Wywiad jest zredagowaną i uzupełnioną wersją podcastu Czy masz świadomość? pt. Leczyć czy wyleczyć pacjenta? Dieta Dobrych Produktów).

Rafał Górski: Na czym polega Dieta Dobrych Produktów (DDP)?

Karolina Pawlik: Dieta Dobrych Produktów jest zależna od aktualnego stanu metabolicznego pacjenta. Jednym z ważniejszych zaleceń w tej diecie jest unikanie jedzenia, które nam nie smakuje. To jest zalecenie, do którego powinniśmy podejść poważnie. Na Diecie Dobrych Produktów ludzie uczą się słuchać siebie i swojego serca. Jest ona nakierowana głównie na „sprzątanie” układu odpornościowego, czyli na choroby alergiczne i autoimmunologiczne.

Kto tu sprząta? Mamy jakąś sprzątaczkę zatrudnić?

Nasz układ odpornościowy walczy z różnymi patogenami, ze środowiskiem zewnętrznym, z tym, co jest na chwilę obecną niekorzystne dla nas.

Wydaje mi się, iż uczelnie kształcące przyszłych dietetyków jeszcze do końca nie zdają sobie sprawy, jak ważna jest wiedza w zakresie alergologii, żeby zwalczać choroby cywilizacyjne. Alergolodzy od dawna wiedzą, iż to co nam nie smakuje albo co ma nieładny zapach z dużym prawdopodobieństwem nie będzie tolerowane przez nasz organizm. Prowadząc dzienniki żywieniowe, na Diecie Dobrych Produktów zaczynamy powoli rozumieć, dlaczego nie wolno jadać tego, co nam nie smakuje.

A co to jest dziennik żywieniowy?

W dzienniku żywieniowym notujemy godzinę posiłku, skład pokarmu, opis i godzinę wystąpienia niekorzystnych objawów. Po pewnym czasie zauważymy, które produkty są niekorzystne dla naszego organizmu.

Ludzie zwykle nie mają świadomości tego, iż wkładają do układu pokarmowego regularnie coś, co ich uszkadza.

Podczas wizyty u alergologa ustala się, które pokarmy człowiekowi nie smakują po to, żeby wychwycić, które pokarmy z dużym prawdopodobieństwem są alergenami. Pierwszym objawem „nietolerancji” jest brak apetytu na produkt. Niestety wiele osób z przyzwyczajenia zjada codziennie to samo śniadanie, na przykład jajka i nie zauważa, iż one wcale już mu nie smakują. Albo pacjent się zorientuje, iż tak naprawdę nie ma ochoty ich jeść, albo pojawi się w przyszłości choroba, która wymusi w sposób naturalny zmianę doboru produktów żywieniowych.

Na Diecie Dobrych Produktów ważne jest delektowanie się posiłkiem, jedzenie w spokoju, w uważności, żeby wychwycić czy rzeczywiście mamy na dany produkt ochotę i wyeliminowanie produktów problematycznych, które zwykle jemy z przyzwyczajenia.

Na listę produktów problematycznych trafiły wszystkie produkty glutenowe, bezglutenowe i produkty mleczne. Doktor Ewa Bednarczyk-Witoszek, która jest autorką tej diety, już dawno temu zauważyła, iż dynamika działania produktów bezglutenowych po pewnym czasie nałogowego ich jedzenia robi prawie to samo co zboża glutenowe. Przyczyną tego jest to, iż mają wspólną pulę białek charakterystyczną dla całej rodziny traw – wiechlinowatych. To tak jakby człowiek zamienił jedną trawę na drugą. Choroba może się troszeczkę wyciszyć, ale zwykle zostaje tylko przepchnięta do innego miejsca. Człowiek obserwuje, iż najpierw miał wzdęcia jelit, a z czasem zaczyna mieć nadciśnienie.

Jaki jest najczęściej spotykany produkt glutenowy i bezglutenowy?

Najczęściej spotykane produkty glutenowe to wszystkie zboża glutenowe: pszenica, żyto, jęczmień, owies, orkisz, a więc: mąka, bułka, makaron, ciasta, ciasteczka, naleśniki, pierogi. W mleku owsianym i piwie też jest zboże, tylko w formie płynnej. Natomiast zboża bezglutenowe to: ryż, kukurydza, proso, sorgo i teff [zboże bezglutenowe z Etiopii – przyp. red] i bambus. Ktoś, kto zamienia jedno zboże na drugie, musi mieć świadomość, iż w obu produktach jest identyczna ilość węglowodanów, która podbija cukrogenność pokarmu.

Ludzie zwykle nie dają odpocząć swoim błonom komórkowym. Gdy zboże jest trawione w jelitach, jednocześnie „drapie je”, „szoruje”. Gdy jemy zupę dyniową, to mamy do czynienia już z zupełnie inną strukturą – gładką, delikatną. Kiedy jemy zupę jarzynową, też czujemy, iż te rośliny mają inną dynamikę niż pełnoziarniste pieczywo, które ma niestety ciężkostrawną, uszkadzającą frakcję białkową. Doktor Ewa Bednarczyk-Witoszek od dawna edukuje swoich pacjentów, mówiąc im, iż śluzówki, błony komórkowe są niszczone codziennym jadaniem chleba pełnoziarnistego, bułek, makaronów… To jest jedna z grup produktów, która zalewa nasze szlaki metaboliczne, powodując stany zapalne, nadwagę, otyłość, insulinooporność itd.

Gdy zaczynamy Dietę Dobrych Produktów, to przestajemy spożywać produkty zbożowe przez 72 godziny, a choćby przez siedem dni, w zależności od naszego stanu metabolicznego i wieku.

Piszemy o Ludziach, a nie o władzy

Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

Co to jest szlak metaboliczny?

Mamy szlaki metaboliczne dedykowane obsłudze węglowodanów, inne do obsługi białek, inne do obsługi konkretnych rodzin botanicznych. Na przykład rośliny z rodziny psiankowatych, czyli: pomidor, bakłażan, ziemniak, papryka, chili. o ile ktoś codziennie w swojej diecie używa od wielu lat roślin z rodziny psiankowatych, to znaczy, iż codziennie przeciąża szlak metaboliczny dedykowany obsłudze białek psiankowatych.

Chorobie Hashimoto często towarzyszy nadprodukcja przeciwciał skierowanych przeciwko tarczycy, jest między innymi spowodowana tym, iż ludzie codziennie nałogowo jedzą te same białka, które obciążają dany szlak metaboliczny. W konsekwencji organizm produkuje w nadmiernej ilości przeciwciała, które mają za zadanie obłaskawić nadmiar białek np. z pomidora, ziemniaka, zboża glutenowego czy bezglutenowego.

Na Diecie Dobrych Produktów ludzie zauważają, iż w ciągu pięciu tygodni ilość różnych przeciwciał w różnych chorobach opada.

Opada dlatego, iż „sprzątamy” szlaki metaboliczne, ponieważ nie jemy codziennie tego samego. Nie jemy codziennie zbóż, ani produktów mlecznych, które zgodnie z DDP należą do szkodliwych produktów. Wszystkie produkty mleczne mają wspólną pulę ciężkostrawnych białek. Osoba, która zamienia mleko krowie na kozie, powinna wiedzieć, iż istnieje łatwość wchodzenia w reakcje krzyżowe między tymi białkami. Tak samo białka z mleka owczego bardzo gwałtownie przez nasz układ odpornościowy zostaną odczytane jako białka krowie i za chwilę spowodują ten sam stan zapalny co po mleku krowim.

Skąd mamy wiedzieć, czy mamy stan zapalny w organizmie?

Za pomocą technik diagnostycznych, których uczymy się na Diecie Dobrych Produktów oraz zasady: jeden rodzaj białka na dobę. To jest hit na skale światową i zachodzę w głowę, jak to możliwe, iż nie zainteresowali się tym jeszcze ani dietetycy, ani endokrynolodzy, ani immunolodzy, ani gastrolodzy. Gdy pacjenci wycofują lub rotują powolutku różne produkty z diety, to „sprzątają” układ odpornościowy. Gdy robimy sobie dzień jajeczny, to tego samego dnia nie jemy wieprzowiny, kury, kaczki, gęsi. Gdy robimy dzień z białkiem indyczym, to tego dnia nie jemy ani halibuta, ani makreli, ani wołowiny, ani wieprzowiny.

Ta zasada ma pomóc człowiekowi zaobserwować, które białko w danym momencie mu służy, a które nie.

Wiele osób zauważa, iż przebywając za długo na diecie Kwaśniewskiego albo na dietach niskowęglowodanowych, białkowo-tłuszczowych, mają potężne skoki cukru. Obserwują, iż mają wysoki cukier poranny po zjedzeniu poprzedniego dnia żółtek i pewnej ilości wieprzowiny. Skąd te skoki cukru, skoro nie zjadł prawie nic z węglowodanów? Między innymi właśnie dlatego, iż to żółtko i ta wieprzowina zaczyna człowiekowi szkodzić. Gdy człowiek nałogowo je to samo białko, to organizm go prosi: „Przestań budować mnie non stop z tego samego, bo jak nie, to po prostu skończy się to objawem. Pacjent nie będzie chudnął pomimo stosowania diety niskowęglowodanowej, bo nie słucha swojego organizmu, nie obserwuje, po których białkach dobrze się czuje, po których białkach jest nasycony pięć godzin, a które białka sycą go tylko przez trzy godziny. To białko, które krótko trzyma w sytości, nie jest do końca dobre dla naszego organizmu. Są białka, po których ludzie mają zatwardzenia. Ja, na przykład, po wieprzowinie często miałam zapchany nos, czyli opuchnięcie. Są ludzie, którzy mają na przykład zaczerwienienie czy swędzenie po kawałku sera.

Stosując jeden rodzaj białka zwierzęcego na dobę, możemy wychwycić, po którym białku mamy bóle w lędźwiach lub bóle w biodrze.

Osobom, które fascynują się dietą ketogeniczną polecam jeden z rozdziałów w książce „Dieta Dobrych Produktów” pod tytułem: „Białko: życie czy śmierć”. Dieta Dobrych Produktów jest o wiele bardziej rozbudowana w zakresie alergologii.

Jakie są najważniejsze zalecenia Diety Dobrych Produktów?

Nie jedz tego, co ci nie smakuje, wsłuchuj się w siebie. Rotuj produkty problematyczne, czyli zboża mleczne, unikaj produktów wędzonych. Rób kilkudniową przerwę od cukrów prostych. o ile masz dużą ilość problemów zdrowotnych, zastosuj jeden rodzaj białka zwierzęcego na dobę. Zastosuj rozdzielność żywieniową, czyli nie mieszaj za dużo na talerzu. Ucz się jeść tak jak małe dzieci, które, gdy zjedzą węglowodan, to nie chcą w tym samym czasie jeść białka. Jak jesz produkty bogatobiałkowe, to już ich nie mieszaj z ziemniakami, z kaszą, tylko polej tłuszczem. Ewentualnie dodaj do schabowego czy steka ogórka kiszonego, czyli coś niskowęglowodanowego. Dieta Dobrych Produktów promuje zasadę rozdzielności żywieniowej, bo to pomaga w odciążeniu procesów trawiennych organizmu. To ładnie odchudza, walczy z nadwagą, otyłością, reguluje układ pokarmowy.

Doktor Ewa Bednarczyk-Witoszek przestrzega: „Unikajmy fanatyzmu w stosowaniu zasad”.

Dieta Dobrych Produktów jest daleka od fanatyzmów. Ta dieta ma doprowadzić do tego, żeby każdy z nas stał się swoim własnym lekarzem. Ludzie mają tak różne spostrzeżenia na tej diecie i tak indywidualnie reakcje po różnych pokarmach, iż jest jasne, iż nie ma listy produktów, które byłyby zawsze dla wszystkich bezpieczne. Człowiek raz odciąży szlak metaboliczny, rotując zboża, ale przeciąży się ziemniakami. Po pewnym czasie te ziemniaki zaczynają robić to samo co zboża.

Więc mamy stosować różnorodność, czyli codziennie coś innego, aby mieć sprawny umysł, wyeliminować nałogi żywieniowe, które nas osłabiają, po których mamy myśli depresyjne.

Mimo, iż Dieta Dobrych Produktów uczy o tym, iż produkty zbożowe i mleczne nałogowo jadane są problematyczne, to Doktor Ewa Bednarczyk-Witoszek wymyśliła Dzień Wolności Żywieniowej, czyli dzień, w którym można zjeść coś ze zbożem czy z produktem mlecznym. Ten dzień służy nabyciu tolerancji na złe produkty i uczy uważnej obserwacji, po jakim czasie od ich spożycia pojawiają się objawy chorobowe. Ma to też wymiar psychologiczny. Człowiek sam sprawdzi, do jakiego stopnia jest wydolny jego organizm, na ile może sobie pozwolić. Dni wolności eksponują to, co nas do tej pory uszkadzało. Dni Wolności mają nauczyć nas coraz lepiej dobierać dawkę problematycznego produktu, czyli na przykład zjemy już tylko 6 sztuk sushi, a nie 12.

Steven Gundry w książce „Roślinne kłamstwo. Dlaczego pozornie zdrowe owoce i warzywa mogą być szkodliwe dla zdrowia” napisał, iż pestki słonecznika i pestki dyni to nie jest żywność naszych przodków, bo zawiera pełno szkodliwych lektyn. Z kolei w książce „Dieta Dobrych Produktów” autorka zalicza pestki do dobrych produktów i nie przestrzega przed lektynami. Dieta Dobrych Produktów rekomenduje jedzenie ziemniaków, z kolei „Roślinne kłamstwo” umieszcza ziemniaki na liście produktów zakazanych. Proszę o komentarz.

Głównym celem DDP jest uszczelnienie bariery jelitowej i nabycie tolerancji na różne składniki pożywienia.

Jeśli mamy zdrowe śluzówki, szczelne, mocne błony, odpowiedni kwas solny w żołądku, który rozkłada większość lektyn, dobrą śluzówkę jelit i śluz, który wiąże lektyny, to pomidor, strączek lub słonecznik zjedzony raz na jakiś czas nie wyrządzi już takiej szkody.

Doktor Ewa Bednarczyk-Witoszek przestrzega przed strączkami, ale wyeliminowanie ich z diety nie jest celem samym w sobie, bo wiele osób potrzebuje zrobić reset od białek zwierzęcych. Chorujemy od białek roślinnych tak samo jak od białek zwierzęcych – w zależności od tego, co, kogo uszkadza, jak dużo mieszamy białek zwierzęcych, jak wydolny jest nasz metabolizm. Gdy człowiek jest przeciążony białkami zwierzęcymi, musi zrobić reset i zastąpić je mniej pełnowartościowymi białkami np. roślinnymi, najlepiej takimi, które lubi jeść. Dzięki dziennikowi żywieniowemu odkrywamy, które białka roślinne są korzystne. Dla jednej osoby będzie to grochówka, a dla drugiej fasolka szparagowa czy pestki dyni. Ja już dawno temu wycofałam się z gotowych jadłospisów, bo sprawdzam w dzienniku żywieniowym, po czym aktualnie choruję.

„Wszystko, co robisz, to rutyna”, napisał Castaneda w „Podróży do Ixtlan”. Oznacza to, iż stosowanie diety karniwora, keto albo diety Kwaśniewskiego przynosi korzyści tylko do momentu, gdy zamienia się w rutynę żywieniową i w efekcie zaczyna powodować problemy zdrowotne.

Obserwujmy się i weryfikujmy różne diety i pamiętajmy, iż wszelkiego rodzaju przeciążenia promują starzenie się organizmu. Książka dr Ewy jest napisana medycznym językiem i pewnie dlatego tak wiele osób ma problem z jej przyswojeniem. Dziwię się jednak, iż żadne organizacje i instytucje badawcze jeszcze nie wzięły na warsztat tej diety.

„Pacjent wyleczony nie jest dochodowy dla przemysłu farmaceutycznego, dlatego korzystniej jest dla przemysłu leczyć objawy i mieć pacjenta przez całe jego życie”, zauważa Ewa Bednarczyk-Witoszek. Czego lekarze nie uczą się na studiach, a powinni?

Ostatnio przyszedł do mnie klient z Ukrainy ze stwierdzonym nadciśnieniem samoistnym i dosyć wysokim cholesterolem LDL [to tzw. „zły cholesterol”, którego nadmiar prowadzi do rozwoju miażdżycy i chorób sercowo-naczyniowych – przyp. red]. Z wywiadu dowiedziałam się, iż były w jego rodzinie incydenty miażdżycowe. Opowiedział, iż polski lekarz nie zalecił mu ani ruchu ani spacerów, nie wspomniał nic o diecie, nie zapytał o stres, o nic. Przepisał lekarstwa i kazał się zgłosić za miesiąc, żeby skontrolować dawkę leku. Po trzecim dniu na Diecie Dobrych Produktów miał ustabilizowane ciśnienie bez leków. Po wyrzuceniu z diety produktów zbożowych i zejściu ze zbyt dużej dawki węglowodanów miał ustabilizowane ciśnienie. Trzeba go było po prostu nauczyć zliczać zjedzone węglowodany w ciągu doby oraz prowadzić dzienniczek, w którym miał notować skoki ciśnienia. Dzięki temu odkrył, iż miał zawsze skok ciśnienia po produkcie zbożowym, po jabłkach, które reagują krzyżowo ze zbożami oraz po jajkach i po wieprzowinie, a przyspieszone tętno po ziemniakach.

Lekarze jeszcze mało wiedzą o wpływie diety na organizm, chociaż widzę, iż coraz bardziej się tym interesują.

Nie ma przepływu informacji między specjalistami.

Kardiolog nie studiuje, po jakich produktach człowiek ma częstoskurcz. Laryngolog nie wiąże przewlekłych problemów z błonami śluzowymi układu oddechowego z dietą pacjenta. Endokrynolog nie wie, iż nadmierne ilości przeciwciał anty-TPO czy anty-Tg [przeciwciał skierowanych przeciwko tarczycy – przyp. red.] są m.in. od nadmiernego mieszania białek zwierzęcych w ciągu doby u pacjenta.

Czy prawo nie powinno być zmienione tak, żeby ludzie, którzy cieszą się dobrym stanem zdrowia płacili niższą składkę na ubezpieczenie zdrowotne? Co pani na to?

To powinno być oczywiste. Mamy osoby, które regularnie uprawiają sport, wdrażają różne zalecenia dietetyczne, dbają o siebie. To wszystko ma przełożenie na ich stan zdrowia, na wolniejsze starzenie się organizmu. Są lepszymi pracownikami, partnerami, nie korzystają nadmiernie ze służby zdrowia lub wcale. To jest czysta oszczędność dla systemu, więc niech powstanie taki postulat o zmianę wysokości składek zdrowotnych.

Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!

Dołącz do nas!

A jakiego ważnego pytania nikt jeszcze pani nie zadał w tematach, o których rozmawiamy i jaka jest odpowiedź na to pytanie?

Jak będzie wyglądała medycyna i dietetyka w przyszłości? Przypuszczam, iż w dziedzinie zdrowia pionierami staną się ci, którzy będą uczyli ludzi wyciszania potrzeby na wysokokaloryczne pokarmy. Medycyna wie, iż powodują szybsze starzenie się organizmu. Będziemy uczyli się, jak regulować układ współczulny i przywspółczulny poprzez demontowanie różnych negatywnych wzorców emocjonalnych, zachowań, myślokształtów. Będziemy powoli uczyli się wychodzenia z nałogów, z układów, które nas niszczą, wysysają z nas energię. Już teraz obserwuję większą świadomość konsumentów. Ludzie poszczą przez kilkadziesiąt dni, piją tylko wodę i doświadczają przemiany wewnętrznej. Podejrzewam, iż ludzie powoli będą odkrywać, iż można czerpać energię również z innych źródeł niż pokarm, i to będzie coś ciekawego. Będzie się działo. Wiele lat temu dr Ewa Bednarczyk-Witoszek mówiła, iż ma wizję świata bez aptek.

Читать всю статью