Diesel tańszy na Słowacji o 40 groszy. Polacy znów jadą przez granicę

dzienniknarodowy.pl 1 час назад
Zdjęcie: Diesel tańszy na Słowacji o 40 groszy. Polacy znów jadą przez granicę


Po wygaśnięciu programu Ceny Paliwa Niżej 1 września litr oleju napędowego na Podhalu kosztuje 8,77 zł, a kilka kilometrów dalej na Słowacji około 40 groszy mniej. Polscy kierowcy znów jadą przez granicę z kanistrami. Przy tankowaniu 50 litrów różnica wynosi 20 zł i pokazuje koszt krajowej polityki podatkowej.

Kierowcy liczą każdą złotówkę

Na stacji w słowackim Żdiarze, kilka kilometrów od granicy, przybyło samochodów z polskimi tablicami. Kasjerka cytowana przez Wirtualną Polskę mówi o wyraźnym wzroście liczby kierowców z Polski. Część klientów tankuje samochody i zabiera paliwo w kanistrach. Mechanizm jest prosty: gdy różnica cen staje się widoczna, mieszkańcy terenów przygranicznych głosują portfelem.

Na Podhalu litr oleju napędowego kosztuje według źródła 8,77 zł. Po słowackiej stronie jest około 40 groszy taniej. Przy 50 litrach oszczędność wynosi 20 zł. Dla osoby jadącej specjalnie z daleka korzyść może zniknąć w kosztach dojazdu, ale dla mieszkańca pasa przygranicznego rachunek bywa oczywisty.

Program wygasł, podatek wrócił

Zwrot nastąpił po 1 września, kiedy zakończył się rządowy program Ceny Paliwa Niżej. Od tego dnia wróciła 23-procentowa stawka VAT na paliwa. Wcześniej program obniżał VAT do 8 proc. i wprowadzał maksymalne ceny detaliczne benzyny oraz oleju napędowego.

Rząd przeznaczył na czasową osłonę blisko pół miliarda złotych. Oznacza to, iż przez krótki okres różnicę pokrywały finanse publiczne, czyli podatnicy. Gdy osłona wygasła, cena ponownie pokazała ciężar podatków oraz realia rynku. Polityka zbudowana na chwilowej uldze nie rozwiązała problemu. Przesunęła go w czasie.

Obrót odpływa za granicę

Jeszcze przez lata to Słowacy przyjeżdżali po tańsze paliwo do Polski. Teraz kierunek się odwrócił. Tracą na tym polskie stacje w rejonie granicy, a część obrotu i podatków zostaje po drugiej stronie Tatr. Dla lokalnych przedsiębiorców nie jest to medialna ciekawostka, ale codzienna konkurencja z krajem, w którym końcowa cena okazuje się niższa.

Spór o ceny paliw trwa od miesięcy, ale wzajemne oskarżenia rządu i Pałacu Prezydenckiego nie obniżą rachunku na dystrybutorze. Państwo powinno jasno pokazać, jaka część ceny litra wynika z podatków i opłat, ile kosztują interwencje oraz jaki ma plan po zakończeniu doraźnych programów.

Różnica rośnie w domowym budżecie

Czterdzieści groszy na litrze nie wygląda jak wielka kwota, dopóki nie policzy się całego miesiąca. Rodzina zużywająca 100 litrów oleju napędowego oszczędzi po słowackiej stronie 40 zł miesięcznie, czyli 480 zł w skali roku, jeżeli różnica cen się utrzyma. Mała firma transportowa odczuje ją jeszcze mocniej. Nie każdy może pojechać na granicę, dlatego mieszkańcy centralnej Polski ponoszą pełny koszt krajowej ceny.

Taki układ tworzy nierówność zależną od miejsca zamieszkania. Przygraniczni kierowcy mogą szukać tańszej alternatywy, pozostali są skazani na krajowy rachunek. Państwo nie powinno odpowiadać kolejną krótką promocją finansowaną z budżetu. Potrzebna jest trwała korekta obciążeń i uczciwa informacja o kosztach.

Potrzebne są trwałe reguły

Wolność gospodarcza nie polega na tym, iż rząd najpierw obciąża paliwo daninami, a później przedstawia czasowe obniżenie jako prezent dla obywateli. Kierowca płaci za transport do pracy, dowóz dzieci, dostawy do sklepów i usługi. Drogi diesel podnosi koszty całej gospodarki, a rachunek właściciela samochodu jest pierwszym widocznym skutkiem.

Polska potrzebuje przewidywalnych podatków, konkurencji na rynku paliw i oszczędnego państwa, które nie finansuje politycznych kampanii z kieszeni podatnika. Kolejka pod słowackim dystrybutorem jest prostym rachunkiem wystawionym krajowej polityce. jeżeli opłaca się wozić paliwo przez granicę, problem nie leży w zaradności kierowców.

Źródła: Wirtualna Polska, Ministerstwo Energii.

Źródło: WP Wiadomości

Читать всю статью