Dania chce w 2027 roku wysłać do centrum powrotowego poza Unią Europejską pierwszą grupę około 100 cudzoziemców bez prawa pobytu. Minister migracji Morten Bødskov ogłosił plan 4 września. To próba odzyskania kontroli nad nieskutecznym systemem powrotów, choć partner i lokalizacja ośrodka wciąż nie są znane.
Pierwszy transport planowany na 2027 rok
Rząd w Kopenhadze zakłada, iż do końca 2027 roku będzie gotowy do przeniesienia pierwszych cudzoziemców do centrum powrotowego w państwie spoza Unii Europejskiej. Według informacji przekazanych przez ministra migracji i integracji Mortena Bødskova początkowa grupa może liczyć około 100 osób. Chodzi o ludzi, którzy nie mają legalnego prawa pobytu w Danii, w tym osoby po odrzuceniu wniosku azylowego.
To rozróżnienie ma znaczenie. Dania nie zapowiada zbiorowego usuwania cudzoziemców ani zastąpienia procedury azylowej decyzją polityczną. Mechanizm ma objąć osoby, wobec których zapadło rozstrzygnięcie o braku prawa pobytu. Państwo przez cały czas odpowiada za legalność działań i poszanowanie godności człowieka.
Bødskov mówi o zaawansowanym etapie rozmów, ale nie podał nazwy państwa partnerskiego. Bez podpisanej umowy, przygotowanej infrastruktury oraz krajowych podstaw prawnych termin pozostaje politycznym zobowiązaniem, a nie wykonanym planem. Sam kierunek jest jednak czytelny: odmowa pobytu ma znów oznaczać realny obowiązek wyjazdu.
Pięć państw ustala wspólne zasady
Dania współpracuje z Niemcami, Niderlandami, Austrią i Grecją. Ministrowie tej grupy spotkali się 4 września w Kopenhadze. Uzgodnili, iż centra mają ograniczać nielegalną migrację, działać zgodnie z prawem unijnym i międzynarodowym oraz powstawać na podstawie partnerskich umów z państwami spoza UE.
Kraje chcą teraz wysłać misje do potencjalnych partnerów, aby ocenić miejscowe standardy i warunki współpracy. Ustaliły też wspólny harmonogram prac prawnych. To potwierdza, iż nie ma jeszcze ani gotowego ośrodka, ani wskazanej lokalizacji. Jest za to polityczna wola, której przez lata brakowało europejskim elitom.
Duńska polityka migracyjna od dawna idzie w stronę większej kontroli. Ostatnio Kopenhaga ograniczyła automatyczną ochronę dla części obywateli Ukrainy. Obecny projekt dotyczy innej grupy i innej podstawy prawnej, ale wynika z tej samej zasady: państwo ma prawo egzekwować własne decyzje pobytowe.
Prawo bez wykonania jest fikcją
Centra powrotowe nie rozwiążą całego problemu migracji. Mogą jednak przeciąć mechanizm, w którym prawomocna odmowa pobytu pozostaje na papierze, a nielegalny pobyt trwa dalej. Taki system premiuje tych, którzy ignorują decyzję państwa, osłabia zaufanie obywateli i napędza biznes przemytników.
Krytycy ostrzegają przed ryzykiem naruszeń praw człowieka i powstawaniem miejsc pozostających poza skuteczną kontrolą. Tych zastrzeżeń nie wolno zbywać. Umowy muszą określać odpowiedzialność, nadzór, standard zakwaterowania i drogę odwoławczą. Humanitaryzm nie może jednak oznaczać bezradności wobec osób, które wyczerpały legalną procedurę.
Spór o podobne rozwiązania trwa już w Europie. Włochy odrzuciły wcześniej unijny model nakazu powrotu, broniąc własnego sposobu prowadzenia polityki migracyjnej. Przykład Danii pokazuje, iż państwa mogą szukać współpracy bez oddawania całej inicjatywy brukselskiej administracji.
Lekcja dla Polski
Dla Polski stawka jest bezpośrednia. Skuteczna ochrona granic wymaga kontroli wjazdu oraz wykonywania decyzji wobec osób, które nie mają prawa zostać. o ile powrót istnieje wyłącznie w urzędowym dokumencie, państwo traci wiarygodność, a koszty ponoszą podatnicy i lokalne wspólnoty.
Warszawa powinna uważnie ocenić duński model pod kątem legalności, kosztów i skuteczności. Nie ma powodu kopiować rozwiązania, zanim pokaże wyniki. Jest za to powód, by przyjąć podstawową zasadę Kopenhagi: polityka migracyjna ma służyć bezpieczeństwu obywateli i pozostawać pod realną kontrolą państwa.
Źródło: Bankier.pl, duńskie Ministerstwo Imigracji i Integracji, Associated Press
Źródło: Bankier.pl













