Damian Duda ostrzega: wojsko tłamsi wiedzę medyków z frontu

dzienniknarodowy.pl 1 час назад
Zdjęcie: Damian Duda ostrzega: wojsko tłamsi wiedzę medyków z frontu


Damian Duda, medyk frontowy i prezes Fundacji „W międzyczasie”, 2 września ostrzegł, iż polskie wojsko ignoruje doświadczenia z wojny na Ukrainie, a biurokracja blokuje ich wdrażanie. Według ratownika natowski model ewakuacji medycznej nie odpowiada dzisiejszemu polu walki. Dla Polski oznacza to ryzyko niepotrzebnych strat w razie wojny.

Front obalił wygodne założenia

Damian Duda był gościem Pawła Pawłowskiego w programie „Żeby wiedzieć” Wirtualnej Polski. Doświadczony ratownik pola walki mówił o lekcjach wyniesionych z wojny na Ukrainie. Jego główny zarzut wobec polskiego systemu jest poważny: ludzie posiadający praktyczną wiedzę próbują przekazać ją wojsku, ale zatrzymują ich procedury i urzędnicza bezwładność.

Przez lata państwa NATO budowały zabezpieczenie medyczne przy założeniu szybkiej ewakuacji rannego. Ten model działał w Iraku i Afganistanie, gdzie wojska Sojuszu miały przewagę w powietrzu oraz rozbudowane zaplecze. Na froncie nasyconym dronami, artylerią i środkami rozpoznania śmigłowiec ratunkowy nie może po prostu przylecieć po każdego poszkodowanego. Droga do punktu stabilizacyjnego bywa długa i stale zagrożona.

Wojskowy Instytut Medyczny opisywał w lutym 2026 roku, iż ewakuacja rannego na Ukrainie może trwać kilka dni, a dawne założenie „złotej godziny” nie odpowiada warunkom pełnoskalowej wojny. To potwierdza istotę ostrzeżenia Dudy. System musi być przygotowany na długotrwałą opiekę w warunkach polowych, zerwaną łączność i ograniczony transport.

Biurokracja nie może wygrać z doświadczeniem

Najbardziej niepokojąca część diagnozy dotyczy sposobu uczenia się polskich instytucji. Wojna za wschodnią granicą trwa od lat, a Polacy zdobywają tam praktykę w ratownictwie, logistyce i ochronie przed dronami. jeżeli resort obrony nie potrafi gwałtownie zebrać tej wiedzy, sprawdzić jej i przełożyć na szkolenie, marnuje przewagę, za którą inni płacą krwią.

Nie każda obserwacja z frontu musi automatycznie stać się procedurą. Wojsko ma obowiązek ją zweryfikować, zestawić z własnymi zdolnościami i wdrożyć tam, gdzie działa. Problem zaczyna się wtedy, gdy formalności zastępują ocenę merytoryczną. Duda mówi wprost o systemie, który tłamsi ludzi próbujących przekazać doświadczenie. Takie ostrzeżenie wymaga odpowiedzi MON, a nie urzędowego milczenia.

Polska ma już środowiska zdolne do uczenia medycyny pola walki. Powstał również model wspólnego kształcenia lekarzy cywilnych i wojskowych. Same programy nie wystarczą jednak bez realistycznych ćwiczeń, zapasów krwi i leków, odpornych punktów medycznych oraz transportu dostosowanego do zagrożenia z powietrza.

Medycyna pola walki jest częścią odstraszania

Gotowość medyczna nie jest dodatkiem do armii. Żołnierz musi wiedzieć, iż po zranieniu system będzie walczył o jego życie choćby wtedy, gdy szybka ewakuacja okaże się niemożliwa. Dowódcy potrzebują procedur dostosowanych do wielogodzinnej opieki nad rannym. Szpitale cywilne muszą znać swoją rolę, bo wojna pełnoskalowa natychmiast obciąża całe państwo.

W tym sensie ostrzeżenie Dudy dotyczy także rodzin żołnierzy i każdego podatnika. Polska wydaje wielkie pieniądze na uzbrojenie, ale sprzęt bez przygotowanych ludzi i sprawnej logistyki medycznej nie daje pełnego bezpieczeństwa. Doświadczenia zdobyte na Ukrainie są cenną lekcją dla polskich medyków, ale lekcja ma wartość dopiero wtedy, gdy zmienia praktykę.

Polskie wojsko powinno otworzyć stały kanał współpracy z medykami mającymi świeże doświadczenie frontowe. Potrzebne są cykliczne testy procedur, ćwiczenia w warunkach zakłóceń i jasna odpowiedzialność za wdrożenie wniosków. Twarde państwo nie obraża się na krytykę z pola walki. Wykorzystuje ją, zanim nadejdzie próba.

Źródło: materiał Wirtualnej Polski

Źródło: WP Wiadomości

Читать всю статью