Czy suwerenność cyfrowa jest (nadal) możliwa? Rozmowa z José Ignacio Torreblancą [PODCAST]

liberte.pl 1 день назад

Czy Europa może osiągnąć suwerenność cyfrową? Jakie są granice uprawnień regulacyjnych UE? Czy dychotomia między suwerennością a statusem kolonii jest nieunikniona? I jaka jest wielka strategia cyfrowa Europy? Leszek Jażdżewski rozmawia z dr. José Ignacio Torreblancą, starszym doradcą i członkiem Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych (ECFR).

Leszek Jażdżewski (LJ): Biorąc pod uwagę Pana wiedzę specjalistyczną w zakresie suwerenności cyfrowej, czy podziela Pan wątpliwości zawarte w pytaniu: „Czy suwerenność cyfrowa jest w ogóle jeszcze możliwa?” Czy też ta możliwość już przepadła?

José Ignacio Torreblanca (JIT): Podchodzę do tej rozmowy z perspektywy polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, co jest konkretnym punktem widzenia, który wnosimy do Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych. Chociaż istnieje wielu znakomitych ekspertów z branży, sektora technologicznego i regulacyjnego, nasza wartość dodana polega na postrzeganiu suwerenności w kategoriach politycznych i strategicznych, a nie wyłącznie materialnych lub przemysłowych.

Uważam, iż sformułowanie tego pytania ma duże znaczenie. Musimy rzeczywiście ustalić, czy jest to w tej chwili możliwe, ale osiągnięcie suwerenności cyfrowej jest absolutnie niezbędne i konieczne. Jest to nieuniknione. Chociaż zdefiniowanie suwerenności i praktycznych kroków prowadzących do jej osiągnięcia to skomplikowane kwestie, naszym punktem wyjścia musi być uznanie, iż żyjemy w świecie, w którym zależności technologiczne są wykorzystywane jako broń. Tak jak dążyliśmy do bezpieczeństwa energetycznego i odporności poprzez poszukiwanie alternatyw, tak samo musimy teraz postąpić w przypadku technologii.


European Liberal Forum · Is Digital Sovereignty (Still) Possible? with José Ignacio Torreblanca

Mamy spore opóźnienia w tych działaniach. Podczas gdy wysiłki na rzecz bezpieczeństwa energetycznego rozpoczęły się w latach 70., w kwestii technologii jesteśmy dopiero na początku tego procesu. Zaskoczyło nas, gdy Stany Zjednoczone zaczęły wykorzystywać te zależności jako broń. Skupialiśmy się na Rosji i Chinach, szczególnie w kontekście dezinformacji i ingerencji zagranicznej, i nie zdawaliśmy sobie sprawy, iż nasz najbliższy sojusznik również jest gotów wykorzystać te zależności. Uświadomienie sobie tego faktu było dla nas dużym szokiem, dlatego też dziedzina ta jest stosunkowo nowa, jeżeli chodzi o kształtowanie polityki i praktyczne rozwiązania.

LJ: Jak definiuje Pan suwerenność w domenie cyfrowej w porównaniu z tradycyjnymi stosunkami międzynarodowymi, zwłaszcza biorąc pod uwagę, iż suwerenność absolutna jest często uważana za mit?

JIT: Należy zdać sobie sprawę, iż podobnie jak w naszych dyskusjach na temat autonomii strategicznej, suwerenność istnieje na kontinuum pomiędzy pełną autarkią a całkowitą zależnością. Osiągnięcie całkowitej niezależności jest niezwykle trudne, a choćby gdyby było to możliwe, można by zrezygnować z dążenia do niej, aby uniknąć izolacji. Punktem odniesienia, z którego korzystamy w Europejskiej Radzie Stosunków Zagranicznych, nie jest opanowanie w stu procentach technologii niezbędnych w życiu codziennym, ponieważ jest to niemożliwe. Technologie cyfrowe stanowią w tej chwili podstawę każdego sektora polityki – w tym energii, finansów, zdrowia i edukacji – co sprawia, iż autonomia w tej dziedzinie jest znacznie bardziej złożona niż w przypadku energii.

Istotnym punktem odniesienia jest nasza zdolność do oceny podatności na naciski ze strony zewnętrznych podmiotów. jeżeli będą one próbowały wywierać na nas presję, musimy określić, jakie instrumenty i strategie możemy zastosować, aby powstrzymać takie działania. Taka perspektywa stanowi punkt wyjścia dla naszej dyskusji. Chociaż z punktu widzenia inżynierów znaczne inwestycje w ciągu dekady mogłyby doprowadzić do stworzenia europejskiego pakietu technologicznego, musimy zająć się bezpośrednimi zagrożeniami.

Powinniśmy traktować technologię tak samo, jak podchodzimy do handlu; wzajemne zależności mogą być wykorzystywane jako broń przez obie strony. Kiedy Stany Zjednoczone stosują sankcje lub groźby, musimy rozważyć nasze własne instrumenty przeciwdziałania takim naciskom. w tej chwili jesteśmy bliżej stanu pełnej zależności niż autarkii, ponieważ w prawie dziewięćdziesięciu procentach polegamy na technologiach zewnętrznych. Chociaż zastanawiamy się, jak odejść od takiej absolutnej zależności, musimy również zająć się pewnymi bardzo konkretnymi kwestiami: Co się stanie, gdy postać taka jak Elon Musk będzie ingerować w proces wyborczy? Jakie mamy środki, jeżeli Stany Zjednoczone nałożą sankcje na europejskich urzędników lub nakażą firmom takim jak Microsoft, by zaprzestały świadczenia usług na rzecz Międzynarodowego Trybunału Karnego?



Musimy ustalić, jak reagować, zapobiegać i łagodzić skutki takich działań. Wymaga to języka dyplomatycznego i bezpieczeństwa gospodarczego. Gdybym miał stworzyć zespół do realizacji tego zadania, włączyłbym do niego nie tylko inżynierów i prawników, ale także dyplomatów, ekspertów ds. bezpieczeństwa gospodarczego, a być może choćby personel wojskowy. Na przykładzie Danii mogliśmy zaobserwować, iż skuteczne taktyki odstraszające nie zawsze wymagają groźby wypowiedzenia wojny; wymagają natomiast umiejętności nałożenia kosztów powyżej zera. Musimy dać do zrozumienia, iż jesteśmy gotowi ponieść koszty, aby powstrzymać naszych sojuszników i przeciwników przed wykorzystaniem tych zależności przeciwko nam. To jest logika, którą musimy zacząć stosować w dziedzinie cyfrowej.

LJ: Jak przekonać ludzi do korzystania z alternatywnych technologii, skoro wielkie firmy technologiczne są postrzegane jako preferowany wybór konsumencki podyktowany względami biznesowymi i wygodą? Co więcej, skoro europejskie alternatywy często wydają się utopią, czy są one rzeczywiście dostępne, czy też powinniśmy całkowicie na nowo zdefiniować nasze podejście?

JIT: Uwaga dotycząca konsumenckiego charakteru tej kwestii jest całkowicie zasadna. Znaleźliśmy się w tej trudnej sytuacji, ponieważ podchodziliśmy do technologii przez pryzmat konsumpcjonizmu opartego na dobrobycie; nie ma nic złego w tym, iż chcemy dobrych produktów w niskich cenach. Jednak nasza polityka w zakresie konkurencji nie zdołała zapobiec rozrostowi tych firm do rozmiarów, które w tej chwili hamują innowacje. Wielkie firmy technologiczne często wykorzystują swoje ogromne zasoby, by wpływać na regulacje, uniemożliwiając tym samym nowym graczom odniesienie sukcesu na rynku.

Musimy wyjść poza narrację, zgodnie z którą regulacje hamują innowacje. W rzeczywistości zdrowe regulacje tworzą rynek, na którym mogą pojawić się nowi gracze. Problematyczne staje się to z punktu widzenia suwerenności i demokracji, gdy na przykład Parlament Europejski przyjmuje ustawę o usługach cyfrowych lub ustawę o sztucznej inteligencji znaczną większością głosów, a następnie rząd innego kraju wywiera na nas presję, abyśmy zmienili te przepisy. Kiedy jakiś rząd zagraża procesom demokratycznym, aby chronić interesy korporacyjne, regulacje stają się fundamentalną kwestią demokratyczną.

W obliczu sankcji lub wywieranej presji, społeczeństwa – jak na przykład Ukraińcy – stają się bardziej świadome i poszukują alternatywnych rozwiązań. Amerykańskie giganty technologiczne ryzykują utratę udziału w rynku nie tylko z powodu regulacji, ale także dlatego, iż ich zachowanie zachęca Europę do opracowywania własnych, konkurencyjnych rozwiązań. Aby to osiągnąć, musimy zmienić istniejący ekosystem, aby przełamać monopole. Jednym z praktycznych rozwiązań jest interoperacyjność sieci społecznościowych. Podobnie jak w przypadku, gdy operatorzy telefoniczni zostali zmuszeni do umożliwienia klientom zachowania numerów przy zmianie dostawcy, musimy pozwolić użytkownikom na przenoszenie ich tożsamości cyfrowych pomiędzy platformami, aby stworzyć prawdziwy rynek.

Niekoniecznie musimy finansować spółki publiczne, aby konkurowały z sektorem prywatnym. Zamiast tego powinniśmy stworzyć rynek, na którym mogą się rozwijać różnorodne rozwiązania. Ponadto, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo gospodarcze, rząd nie powinien polegać na jednym dostawcy w zakresie dziewięćdziesięciu procent swoich potrzeb. Nakładając ograniczenia na takie słabe strony zamówień publicznych, tworzymy przestrzeń dla rozwoju europejskich innowacji. Europa generuje wystarczającą ilość innowacji; prawdziwe wyzwanie stanowi zapewnienie, aby te rozwiązania mogły wejść na rynek, skalować się i zapewnić konsumentom wysokiej jakości alternatywy w rozsądnych cenach.

LJ: Biorąc pod uwagę, iż technologia stała się kwestią bezpieczeństwa i centralnym punktem technologicznej zimnej wojny między USA a Chinami, dlaczego sama władza regulacyjna – tzw. „efekt brukselski” – jest niewystarczająca do osiągnięcia suwerenności cyfrowej?

JIT: Regulacje są warunkiem koniecznym. Wbrew poglądowi, iż regulacje zabijają innowacje, Europa jest bardzo dobrym przykładem, iż tak nie jest; w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi nasz przemysł motoryzacyjny znacznie się unowocześnił właśnie dzięki regulacjom dotyczącym emisji, jakości i bezpieczeństwa. Tak samo jest w przypadku naszego przemysłu lotniczego i farmaceutycznego. Dobre regulacje sprzyjają wielkim innowacjom, ponieważ zmuszają do bycia bardziej świadomym i wydajnym.

Jeśli chodzi o „efekt brukselski”, to nie mam zastrzeżeń do koncepcji Anu Bradford. Problem polega na tym, iż technologia zyskała status instrumentu bezpieczeństwa lub została podporządkowana logice wykorzystywania jej jako broni; w związku z tym trudniej jest wykorzystać ten efekt i wywrzeć wpływ, choćby w przypadku samych Amerykanów. Nie zdołali oni zastosować własnych regulacji dotyczących koncentracji rynku wobec swoich firm i przenieśli ten problem na samych siebie. Teraz zdają sobie sprawę, iż brak regulacji sieci społecznościowych wiąże się z ogromnymi kosztami w zakresie zdrowia publicznego, polaryzacji i władzy politycznej.

Nie możemy jednak pozwolić sobie teraz na wdanie się w wielką walkę ze Stanami Zjednoczonymi, taką jak wtedy, gdy podzielili firmę Bell na dziesięć przedsiębiorstw. Wtedy było to w porządku, ponieważ był to rynek wewnętrzny i nie walczyli z Chinami przy pomocy firmy Bell. Dzisiaj nie możemy podzielić Google na dziesięć podmiotów, ponieważ spotkałoby się to z oporem politycznym. Zostałoby to odebrane jako poważny akt agresji wobec Stanów Zjednoczonych, ponieważ postrzegają one te wielkie firmy jako swój największy atut w utrzymaniu swojej przewagi nad Chinami.

Kiedy doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych zdefiniował koncepcję „małego ogrodu i wysokiego płotu”, mającą na celu uniemożliwienie Chinom dostępu do niektórych produktów – a konkretnie do sztucznej inteligencji, informatyki kwantowej i chipów – zrodziło się pytanie: co w tym ogrodzie jest małego? Jest on ogromny; obejmuje wszystko. Odmawiając dostępu do technologii, odmawia się rozwoju, potęgi militarnej, dobrobytu gospodarczego i społecznego. Znajdujemy się w tej chwili w stanie technologicznej zimnej wojny z Chinami, w której technologia stanowi najważniejszy aspekt. Nie można po prostu przyjść i powiedzieć, iż zamierza się rozbić Google, Apple czy Microsoft, ponieważ firmy te będą się temu sprzeciwiać, twierdząc, iż niszczy się ich zdolność do zdobycia dominacji. Ta logika działa na niekorzyść podejścia regulacyjnego. Jest to znacznie bardziej skomplikowane niż tylko eksportowanie naszych standardów, które w przeszłości były akceptowane przez duże firmy technologiczne, ponieważ nie podważały one istoty ich modelu biznesowego. Nie będzie to już miało miejsca, jeżeli zlikwidujemy te praktyki.

LJ: Co Europa może realistycznie osiągnąć w ciągu najbliższych kilku lat? Biorąc pod uwagę naszą ciągłą zależność od Stanów Zjednoczonych w zakresie bezpieczeństwa, jakie powinny być nasze aspiracje w perspektywie średnioterminowej?

JIT: Europejska strategia bezpieczeństwa gospodarczego z 2023 r. zapewnia jasne ramy poprzez swoje „trzy P”: promowanie, ochronę i partnerstwo (ang. promote, protect, and partner). Musimy przez cały czas promować nasze własne, rodzime technologie; po prostu nie możemy zaakceptować stopnia podatności na zagrożenia, z którym w tej chwili się borykamy. W międzyczasie musimy zapewnić sobie ochronę, opracowując strategie mające na celu powstrzymanie wywierania na nas nacisków.

Ponadto musimy nawiązywać partnerstwa z resztą świata. Błędem, którego nie możemy popełnić, jest myślenie, iż dotyczy to wyłącznie nas. Czasami w dyskusjach na temat autonomii strategicznej inni postrzegają ją jako przedsięwzięcie na wyłączność. Mam podobne zastrzeżenia co do idei „EuroStack”. jeżeli tak nazwiemy tę inicjatywę, to partnerzy z Brazylii, Australii, Kanady, Japonii czy Korei Południowej mogą poczuć się wykluczeni. Chociaż musimy zbudować ten system u siebie, to jednak powinien on być przedstawiony jako „inicjatywa demokratyczna”, do której inni mogą wnieść własne rozwiązania. Wszystkie demokracje borykają się z tymi samymi problemami dotyczącymi usług cyfrowych, ingerencji w przestrzeń publiczną oraz koncentracji rynku w obszarach takich jak usługi w chmurze.

Musimy być bardziej rozważni i zidentyfikować nasze atuty. Mamy rynek, na którym te firmy osiągają znaczne zyski. Często pomijamy fakt, iż nasze własne fundusze emerytalne są zainwestowane w amerykańskie giganty technologiczne. Powinniśmy zidentyfikować nasze słabe punkty, ale musimy również zidentyfikować słabe punkty innych stron i dynamicznie nimi grać. To jest język władzy. Na przykład za rządów Bidena wywierano na nas presję, abyśmy ograniczyli sprzedaż maszyn litograficznych ASML do Chin. To zagranie, które może działać w obie strony; jeżeli jesteśmy pod presją, możemy wykorzystać to, co mamy w Europie, aby zrównoważyć nasze stosunki. Nie musimy czekać dziesięciu lat, aby uzyskać całkowitą niezależność; to nie jest adekwatna droga.

W tym procesie odkryjemy, iż jesteśmy potężniejsi, niż nam się wydaje, a Stany Zjednoczone mają swoje ograniczenia. Chociaż są potężne pod względem PKB, nie mogą łatwo przeciwdziałać tym, którzy stanowią dla nich przeciwwagę. Podejście „America First” lub „America Only” tworzy przestrzeń dla zmian, w której możemy pokazać, iż nie jesteśmy bezradni. Na przykład Kanada jest jak miniaturowa Unia Europejska; kiedyś postawili wszystko na zależność, a teraz to korygują. Musimy znaleźć nasze własne rozwiązanie tej kwestii metodą prób i błędów – ale skoro ta walka została nam narzucona, musimy podjąć rękawicę.


Przeczytaj artykuł: ecfr.eu/article/referees-dont…e-digital-great-game/


Niniejszy podcast został wyprodukowany przez Europejskie Forum Liberalne we współpracy z Movimento Liberal Social i Fundacją Liberté!, przy wsparciu finansowym Parlamentu Europejskiego. Ani Parlament Europejski, ani Europejskie Forum Liberalne nie ponoszą odpowiedzialności za treść ani za jakiekolwiek wykorzystanie niniejszego podcastu.


Podcast jest dostępny także na platformach SoundCloud, Apple Podcast, Stitcher i Spotify


Z języka angielskiego przełożyła dr Olga Łabendowicz


Czytaj po angielsku na 4liberty.eu

Читать всю статью