Czy nasi potomkowie będą chcieli spłacać nasze długi?

myslpolska.info 6 часы назад

Mamy się zbroić na potęgę w dodatku na koszt następnych pokoleń. Może więc warto poinformować dzieci w szkołach (przedszkolach?) i licealistów, iż gdy już będą pracować, to kilkadziesiąt lat ich życia będzie znaczone obowiązkiem spłaty państwowych długów, które dziś zaciągamy.

Być może (zgodnie z nieoficjalnymi zapowiedziami), będą oni również płacić podatek wojenny, który ma sfinansować nie tylko ten dług, ale również wysokie bieżące wydatki na zbrojenia, które – przypomnę – wynosić będą co najmniej 5% PKB rocznie. Warto może uzmysłowić dzieciom i młodzieży, iż być może przywrócona zostanie obowiązkowa służba wojskowa, bo musimy być gotowi na „rosyjską agresję”, która jest (jakoby) nieuchronna. Sądzę, iż wypadałoby zapytać przynajmniej młodzież o zdanie na ten temat, a przede wszystkim, czy gotowi są na takie wyrzeczenia. Może przy okazji warto im wytłumaczyć, dlaczego czeka ich tak czarny scenariusz, bo to będzie już ich a nie nasze życie. Przy okazji trzeba przygotować się na trudne pytania. Pierwsze z brzegu brzmi: dlaczego tak musi być? Dlaczego polityka „odstraszania” oraz gigantyczne i bezzwrotne wsparcie dla obecnych władz w Kijowie doprowadziły do zwiększenia, a nie zmniejszenia zagrożenia „agresją rosyjską”? Dlaczego utrzymywana również na nasz koszt milionowa armia ukraińska nie może dać sobie rady ze „słoniem na glinianych nogach”, który jest od ponad 10 lat „miażdżony” którymś tam pakietem sankcji? Dlaczego nikt nie dąży do pokoju, który prawdopodobnie będzie kosztować mniej niż wartość darmowego wspierania „walczącej Ukrainy”, bieżących zbrojeń i spłaty dziś zaciągniętych pożyczek.

Jeżeli w czasie tych spotkań zostanie (przy okazji) rozdany poradnik o „plecaczku”, z którym mamy uciekać przed „nieuchronną agresją”, to efekt tych działań może być zaskakujący: młodzież spakuje swoje manatki i profilaktycznie wyjedzie uciekając przed złym losem, który ich tu czeka. Gdzie wyjadą? Nie wiem, ale prawdopodobnie do państw, które nie będą zagrożone „rosyjską agresją”. Tu wybór jest (i będzie) raczej niewielki. Cała zjednoczona Europa pod wodzą Pani Ursuli jest wroga wobec Rosji i musi finansować tę wojnę, wydając na to pieniądze w USA. To nasz wielki protektor i sojusznik, którego prezydent przyjaźni się z Władimirem Putinem, wyznaczył tę rolę „zjednoczonej Europie”, która już nie ma ruchu: musi być wrogiem Rosji aż do końca. USA i Rosja już zdecydowały, iż Ukraina dwa lata po zakończeniu tej wojny przystąpi do… Unii Europejskiej. Ciekawe, czy zapytali o zdanie na ten temat Panią Ursulę.

Mamy już więc „naszą wojnę”, którą również możemy albo przegrać szybko, albo później, gdy już zabraknie pieniędzy na jej finansowanie. Bezspornie to będzie już tylko „nasza wojna”. Kolejne pokolenia być może nie zechcą spłacać naszych długów.

Na pytanie czy nasz świat popadł w samobójcze szaleństwo, odpowiedź może być tylko jedna: pogarda i nienawiść wobec kogokolwiek (w tym Rosji) jest najgorszym doradcą. Przecież warto zrobić bilans dotychczasowej polityki wschodniej i jej prognozę finansową na przyszłość. Ile już na tym straciliśmy? O zyski nie pytam, bo ich nie ma. Ile będziemy musieli jeszcze wydać? Czy coś zyskamy? Na to ostatnie pytanie pada niekiedy odpowiedź, iż lepiej, aby za nasze pieniądze ginęli Ukraińcy niż Polacy. Nie wiadomo dlaczego mamy ginąć na tej wojnie, ale być może przeoczyłem jakieś wydarzenie polityczne w postaci inkorporacji naszego kraju do Ukrainy (albo odwrotnie): w końcu to ponoć „nasza wojna” (czyja?). Gdy poznamy prognozy przyszłych wydatków na tę wojnę na najbliższe 40 lat, to zastanowimy się, czy będą chętni, aby ponosić ten ciężar.

prof. Witold Modzelewski

Myśl Polska, nr 11-12 (15-22.03.2026)

Читать всю статью