Czy Karol Świerczewski był pijakiem i nieudacznikiem?

myslpolska.info 7 часы назад

W okresie Polski Ludowej generał Karol Świerczewski był jednym z ważniejszych bohaterów. Uczestnik Rewolucji Październikowej, uczestnik walk w Hiszpanii obronie demokratycznej republiki, wreszcie dowódca 2 Armii Wojska Polskiego, który już po wojnie tragicznie zginął w potyczce z bandą OUN-UPA.

Jego zakrwawiony mundur był eksponowany w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, w poświęconej pamięci generała sali. Na pochodach pierwszomajowych, w czasach, gdy jeszcze noszono portrety przywódców ZSRR i Polski oraz innych zasłużonych dygnitarzy, nie mogło zabraknąć portretu generała. W wielu miastach były ulice jego imienia, był patronem licznych szkół i zakładów pracy. Jego podobizna znajdowała się na okolicznościowej monecie 10-złotowej oraz na 50-złotowym banknocie. Generał był bohaterem wierszy i książek, z których najsłynniejszą była książka Janiny Broniewskiej „O człowieku, który się kulom nie kłaniał”. Tytuł pracy brał się stąd, iż generał rzekomo na froncie nigdy nie szukał ukrycia i zawsze wyprostowany prowadził żołnierzy do walki. Książka Broniewskiej przez lata była lekturą szkolną. W 1953 r. został też nakręcony film pt.: „Żołnierz zwycięstwa”.

Ocena generała Świerczewskiego uległa radykalnej zmianie po przełomie 1989 r. Nagle okazało się, iż nie jest on żadnym bohaterem, a wręcz zdrajcą, bo w 1920 r. walczył przeciwko Polsce w szeregach Armii Czerwonej. Jego pseudonim Walter rzekomo pochodził od nazwy niemieckiego pistoletu Walther, a wynikał on z tego, iż ponoć z takiej broni Świerczewski osobiście mordował przeciwników politycznych w Hiszpanii. Okazało się też, iż wcale nie był dobrym dowódcą, gdyż cały czas znajdował się w stanie upojenia alkoholowego i wysyłał na bezsensowną śmierć tysiące żołnierzy. Jako przykład podawano bitwę Armii Czerwonej pod Wiaźmą, w której na skutek rzekomego jego fatalnego dowodzenia, z liczącej ok. 10 tys. żołnierzy 214 Dywizji Strzeleckiej, z okrążenia wyszło jedynie dwóch ludzi i on sam. Jednakże ciesząc się przychylnością Stalina generał nie poniósł żadnych konsekwencji. Innym przykładem rzekomo fatalnego dowodzenia była bitwa pod Budziszynem stoczona w kwietniu 1945 r., w której na skutek niekompetencji generała Świerczewskiego 2 Armia Wojska Polskiego dała się zaskoczyć kontruderzeniem wojsk niemieckich Grupy Armii Środek generała-feldmarszałka Ferdinanda Schőrnera i poniosła duże straty.

Jakże inny obraz generała Świerczewskiego wyłania się z wydanej w 2023 r. książki Leszka Kani pt. „Budziszyn 1945”. Dla jasności dodam, iż autor nie kryje wrogości do tworzącej się Polski Ludowej, ZSRR czy Armii Czerwonej, tym niemniej stara się oddać sprawiedliwość Świerczewskiemu. Oczywiście też nazywa go zdrajcą za udział w wojnie 1920 r. po stronie Rosji bolszewickiej oraz potępia za zatwierdzanie przez niego wyroków śmierci wydawanych na żołnierzy 2 AWP, głównie za wcześniejszą, nieujawnioną przynależność do AK. Jednakże z drugiej strony zwraca uwagę, iż nieprawdą jest, iż to generał Świerczewski doprowadził do zagłady 214 DS pod Wiaźmą. Za zagładę radzieckiego ugrupowania odpowiadał bowiem Stalin, który wydał słynny rozkaz „ani kroku wstecz”. W tym kotle Armia Czerwona utraciła 673 tys. żołnierzy, 32 dywizje strzeleckie 11 brygad czołgów i 37 pułków artylerii. Z okrążenia wyrwało się jedynie 85 tys. żołnierzy. Była to największa klęska Armii Czerwonej w II Wojnie Światowej. Wbrew fałszywej legendzie Świerczewski dzięki przytomnemu dowodzeniu wyprowadził z okrążenia część swoich żołnierzy, w tym wielu rannych. Wynikało to m. in. z faktu, iż Świerczewski był wszechstronnie wykształconym żołnierzem. Skończył Akademię Wojskową im. Frunzego, a potem przez kilka lat był wykładowcą na moskiewskiej Akademii Wojskowej Wyłączną winę za klęskę pod Wiaźmą Stalinowi przypisują także zachodnio europejscy badacze historii II Wojny Światowej.

Kania rozprawia się też z mitem mówiącym, iż Świerczewski był wiecznie pijany. Zdaniem autora oczywiście pił alkohol, ale w niczym nie odbiegał w tym zakresie od innych żołnierzy Armii Czerwonej i Wojska Polskiego. Z pewnością alkohol nie utrudniał mu wydawania racjonalnych rozkazów, a jego podpuchnięte oczy wynikały z chronicznego braku snu, a nie z powodu nadużywania alkoholu.

Kania zwraca też uwagę na zdolności językowe generała, który biegle władał rosyjskim, hiszpańskim i francuskim. Jednakże głównym jego językiem był polski, którym doskonale władał bez żadnych wschodnich naleciałości. Co więcej zmuszał oficerów radzieckich służących w armii polskiej do nauki tego języka.

Kania podkreśla też życzliwy stosunek generała do szeregowych żołnierzy. W rozmowach z nimi z reguły był uśmiechnięty i rozmowny, w przeciwieństwie do oficerów radzieckich. Potrafił też w chwilach krytycznych osobiście uspokajać, zwłaszcza młodych żołnierzy, zagrzewać ich do walki i osobiście prowadzić do natarcia. Został zapamiętany przez nich jako człowiek wielkiej odwagi. Biła od niego powaga i pewność siebie co pozytywnie oddziaływało na podwładnych.

Autor rozprawia się też z mitem mówiącym jakoby Świerczewski ponosił winę za nie przewidzenie niemieckiego kontruderzenia pod Budziszynem, na lewe skrzydło 2 AWP. Było wręcz odwrotnie, generał zdawał sobie sprawę z grożącego niebezpieczeństwa o czym składał meldunki swojemu bezpośredniemu przełożonemu – dowódcy 1 Frontu Ukraińskiego marszałkowi Iwanowi Koniewowi. Koniew jednakże nie przyjmował tych ostrzeżeń do wiadomości i ponawiał rozkazy dalszego marszu 2 AWP na Drezno, zamiast marsz ten zatrzymać i polecić zwrócić się armii frontem obronnym na południe. Te nieprzemyślane rozkazy spowodowały sukces niemieckiego uderzenia na niezabezpieczone lewej skrzydło 2 AWP. Dopiero w tym momencie Koniew zrozumiał swój błąd i nakazał cofniecie wysuniętych pod Drezno polskich jednostek oraz przejście do obrony. Dowodzeniu generała Świerczewskiego 1 Front Ukraiński zawdzięcza zaś to, iż mimo iż Niemcy włamali się w głąb polskiego ugrupowania, to nie doszło do rozerwania frontu i za cenę dużych strat 2 AWP powstrzymała niemieckie kontruderzenie. Niemcom nie udało się przyjść na pomoc Berlinowi. Przez wiele lat, również w okresie Polski Ludowej nie wolno było krytykować marszałka Koniewa bohatera Związku Radzieckiego i pierwszego dowódcy Wojsk Układu Warszawskiego. Nieżyjący i nie mogący się bronić Świerczewski był zwykłym kozłem ofiarnym. W swojej pracy Kania zwraca mu honor, pokazując, iż nie odpowiada on za porażkę w bitwie pod Budziszynem, podobnie jak generał Stanisław Sosabowski, wbrew twierdzeniom marszałka Montgomerego, nie odpowiada za klęskę pod Arnhem. Jak słusznie zauważa Kania słabi nigdy nie mają głosu. Jak trudno jest dziś napisać coś pozytywnego o generale Świerczewskim, świadczą następujące słowa autora pracy Budziszyn 1945: „Dziś trudno pokazać go w lepszym świetle bez narażania się na pomówienia i hejtowanie. Bo kto będzie bronił renegata i bolszewika”.

Próbując zaś ocenić samą książkę należy przyznać, iż zostały w niej rzetelnie opisany zmagania obu stron w bitwie na Łużycach w 1945 r. Autor nie ukrywał błędów popełnianych przez stronę radziecką i polską, pokazał jak dobrymi żołnierzami byli Niemcy. Tu zdemaskował kolejny mit, gdyż w Polsce często przedstawiało się żołnierzy niemieckich jako debili i tchórzy, co kompletnie odbiegało od realiów. Niemcy mieli świetnie wyszkoloną armię, która jeszcze w 1945 r. stawiała na Froncie Wschodnim twardy opór. Jednakże autor nie ukrywa potwornych zbrodni popełnionych na Łużycach przez żołnierzy Wehrmachtu, szczególnie żołnierzy Dywizji Grenadierów Pancernych Brandenburg. Mordowali oni zarówno polskich jeńców wojennych i wziętych do niewoli, jak również rannych żołnierzy wraz z opiekującym się nimi personelem medycznym. Dokonali okrutnego mordu na wziętym do niewoli dowódcy 5 Dywizji Piechoty generale Aleksandrze Waszkiewiczu, którego przed śmiercią torturowano i wykłuto mu oczy. Ten urodzony w Białowieży w prawosławnej rodzinie generał był w Polsce Ludowej patronem wielu ulic w tym w rodzinnej Białowieży. Niestety hunwejbini z IPN kazali wszystkie te ulice przemianować. interesujące co im przeszkadzał generał dowodzący polską dywizją, bestialsko zamordowany przez Niemców. Obyśmy nie dożyli czasów, w których jakiś gorliwy propagandysta z IPN stwierdzi, iż to dobrze, iż Niemcy zamordowali bolszewika.

Warto też podkreślić iż w pracy niemieckiego autora Franza Kurowski, poświęconej historii jednostki Brandenburg nie ma ani jednego zdania o okrutnych zbrodniach popełnianych przez żołnierzy tej dywizji. Oczywiście jest to zbójeckie prawo niemieckiego autora, ale polski wydawca (Dom Wydawniczy Rebis) powinien w polskim wydaniu zamieścić stosowne komentarze. Niestety nie uczynił tego.

Wracając jeszcze do książki Kani, to nie można się zgodzić, z padającymi tam stwierdzeniami, iż w trakcie II Wojny Światowej straty radzieckie w stosunku do niemieckich kształtowały się w proporcjach 10:1. Autor powołuje się na pracę rosyjskiego badacza Borysa Sokołowa, który twierdzi, iż Armia Czerwona straciła ok. 26 milionów żołnierzy. Trudno się zgodzić z takim stanowiskiem. W trakcie całej wojny na froncie walczyło ok. 27 milionów żołnierzy radzieckich, więc gdyby utracono 26 milionów, to w momencie zakończenia wojny Armia Czerwona liczyłaby 1 milion żołnierzy. choćby gdyby przyjąć za prawdziwe wyliczenia Sokołowa, to biorąc pod uwagę straty niemieckie – ok. 5,3 mln żołnierzy to ten stosunek wyniósł by 1:5 a nie 1:10. Faktyczne straty radzieckie to ok. 9 mln żołnierzy i ok. 18 mln cywili, tak więc faktyczny stosunek strat wynosi ok. 1:2. Oczywiście były bitwy, jak chociażby bezsensowne ataki mięsne żołnierzy radzieckich na Rżew, gdzie faktycznie te proporcje mogły być zbliżone do tych podanych przez Kanię (ok. 1:6).

Reasumując, pomimo wykazanych wyżej drobnych błędów warto sięgnąć po pozycję Budziszyn 1945. Wydanie w dzisiejszych czasach tak obiektywnej książki o wysiłku polskich żołnierzy idących ze Wschodu zasługuje na szacunek. Warto jeszcze przytoczyć kilka końcowych zadań autora z książki Budziszyn 1945: „Wymowną ilustracją tragicznych i powikłanych losów Polaków na froncie wschodnim jest sprawa odnalezienia szczątków kilku żołnierzy 8 DP pod Budziszynem. Na czapkach mieli piastowskie orzełki, ale w kieszeni munduru jednego z nich zachował się orzełek w koronie. prawdopodobnie żołnierz ten należał wcześniej do AK i nie mógł go nosić na czapce po wcieleniu do 2 AWP. Choćby przez pamięć dla tego żołnierza nie podzielam zdania tych kolegów wedle których na polskim cmentarzu wojennym w Zgorzelcu leżą komuniści, którzy polegli w służbie sowieckiego imperium. Większość ofiar to nasi rodacy, którzy zginęli walcząc z Niemcami. Wielu z nich spóźniło się do armii Andersa lub zostało przymusowo wcielonych do 2 AWP. Byli tacy sami jak ci, którzy polegli we wrześniu 1939 r., zginęli na Polach Francji, Belgii i Holandii we Włoszech nad Europą, na morzach i oceanach, w katowniach Gestapo i NKWD, w partyzanckich bojach, w konspiracji, w nieszczęsnym natarciu na Wilno, w zaciętych walkach nad Wisłą, na Wale Pomorskim czy w powstańczej Warszawie.” Od siebie dodam jeszcze, iż byli tacy sami jak partyzanci i żołnierze polegli w walce z bandami OUN-UPA.

Jacek Marczyński

Leszek Kania, „Budziszyn 1945. Ostatnia kontrofensywa Wehrmachtu. Fakty i mity”, Wyd. POMOST, Poznań 2023, ss. 573.

Myśl Polska, nr 23-24 (7-14.06.2026)

Читать всю статью