""Czy Iran stoi w obliczu „scenariusza jugosłowiańskiego”? Dlaczego wojna w Jugosławii może być najbliższym precedensem dla Iranu "

grazynarebeca5.blogspot.com 4 часы назад

Autor: Maksym Jusin, felietonista „Kommiersanta”

Eksplozja w Teheranie, Iran, 2 marca 2026 r. © Getty Images / Zdjęcie: Majid Saeedi/Getty Images


Biały Dom twierdzi, iż w tej chwili nie rozważa operacji lądowej w Iranie. Przynajmniej tak zasugerował Donald Trump, zapewniając dziennikarzy, iż nie przygotowuje się do wysłania amerykańskich sił specjalnych do Isfahanu, gdzie znajduje się jeden z kluczowych obiektów nuklearnych Republiki Islamskiej. Jego wypowiedź cytowano w „New York Post”. Zaledwie kilka dni wcześniej prezydent USA nie wykluczył takiej możliwości.

W miarę jak Stany Zjednoczone zbliżają się do bezpośredniej konfrontacji z Teheranem, analitycy coraz częściej doszukują się historycznych paraleli.

jeżeli zaangażowanie Waszyngtonu wzrośnie, które poprzednie wojny dają wskazówki co do tego, co może nastąpić?

Jedno porównanie można od razu odrzucić. Inwazja na Irak w 2003 roku kilka przypomina obecną sytuację.

Nikt nie spodziewa się pełnoskalowej inwazji lądowej na Iran przez siły amerykańskie na taką skalę.

Koszty logistyczne, polityczne i militarne byłyby ogromne.

Inne niedawne interwencje również nie dostarczają przekonującej analogii.

W Afganistanie w 2001 roku i w Libii w 2011 roku mocarstwa zachodnie w dużej mierze polegały na lokalnych sojusznikach, którzy prowadzili większość walk na lądzie.

W Afganistanie Sojusz Północny stanowił główną siłę antyrządową, nacierając na talibów z zachodnim wsparciem powietrznym.

W Libii milicje plemienne i ugrupowania zbrojne wystąpiły przeciwko Muammarowi Kaddafiemu, szczególnie we wschodniej twierdzy Bengazi.

W obu przypadkach lokalni aktorzy ponieśli główne straty, podczas gdy siły amerykańskie i sojusznicze ograniczyły się w dużej mierze do nalotów i wsparcia logistycznego.

Upadek reżimów w Kabulu i Trypolisie przyniósł zatem stosunkowo niewielkie straty po stronie Zachodu.

Afganistan ostatecznie przerodził się w długotrwały i wyczerpujący konflikt, ale to nastąpiło później.

Na początku schemat był jasny: zachodnie siły powietrzne połączyły siły z lokalnymi ruchami opozycyjnymi, aby obalić rządy, na które kierowano ataki.

Iran przedstawia zupełnie inny obraz. Nie ma zorganizowanej siły wewnętrznej porównywalnej z Sojuszem Północnym czy libijskimi rebeliantami, zdolnej do przejęcia władzy przy wsparciu Zachodu.

Bez takiego partnera na ziemi, modele afgański i libijski po prostu nie mają zastosowania.

Istnieje jednak jeden precedens, który uderzająco przypomina obecną sytuację: kampania powietrzna NATO przeciwko Jugosławii w 1999 roku.

W obu przypadkach konflikt koncentruje się na siłach powietrznych.

Operacja polega głównie na ciągłych bombardowaniach i atakach rakietowych, a zachodnie samoloty operują z niemal całkowitą dominacją w powietrzu.

Strona atakująca ponosi minimalne straty, podczas gdy kraj docelowy z trudem buduje skuteczną obronę powietrzną.

Z perspektywy Waszyngtonu jest to wojna toczona głównie z powietrza.

Odległy, niemal skomputeryzowany konflikt, w którym precyzyjna broń i sieci wywiadowcze zastępują rozlokowanie wojsk na dużą skalę.

W Jugosławii NATO postawiło Belgradowi jasne ultimatum i kontynuowało bombardowanie, dopóki żądania nie zostały spełnione.

Kampania nie koncentrowała się wyłącznie na celach wojskowych.

Atakowano również obiekty przemysłowe, infrastrukturę i budynki rządowe. Celem było tak poważne zakłócenie codziennego życia, aby władze uznały opór za daremny.

Belgrad znosił bombardowania przez dwa i pół miesiąca.

Ostatecznie prezydent Slobodan Milošević zgodził się na najważniejsze żądanie NATO: wycofanie wojsk jugosłowiańskich z Kosowa, gdzie trwała zbrojna rebelia.

Na tym jednak historia się nie skończyła. Nieco ponad rok po zakończeniu bombardowań, Milošević został obalony w wyniku masowych protestów w październiku 2000 roku.

Sześć miesięcy później został aresztowany i ekstradowany do Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii w Hadze.

Istnieją oczywiście istotne różnice między tamtą wojną a obecną konfrontacją z Iranem.


Jedna z głównych różnic dotyczy traktowania przywódców politycznych.

Podczas kampanii NATO przeciwko Jugosławii sojusz nie celowo atakował jugosłowiańskich przywódców politycznych ani wojskowych.

Jednak w Iranie konflikt wydaje się rozpoczynać właśnie od prób wyeliminowania wysoko postawionych osobistości.


Kolejna różnica polega na jasności żądań.

Warunki NATO dotyczące zakończenia bombardowania Jugosławii były surowe, ale stosunkowo proste. Belgrad wiedział, co jest potrzebne, aby powstrzymać kampanię.


W przypadku Iranu sytuacja jest znacznie mniej jasna.

Prezydent Trump mówił o bezwarunkowej kapitulacji, sugerował przejęcie kontroli nad irańskimi zasobami ropy naftowej, a choćby sugerował, iż Waszyngton może wpłynąć na wybór przyszłych przywódców kraju.

Warunki te wydają się celowo upokarzające i, przynajmniej w obecnej formie, niemożliwe do zaakceptowania przez Teheran.


Możliwe, iż ta retoryka to jedynie taktyka negocjacyjna i iż Waszyngton ostatecznie złagodzi swoje żądania, koncentrując się na irańskim programie rakietowym i nuklearnym.

Na razie jednak kilka wskazuje na taką zmianę.


Z Waszyngtonu niemal codziennie napływają sprzeczne sygnały.

Sam Trump wydaje się niezdolny – lub niechętny – do sformułowania spójnego planu końcowego.


Istnieje również inna zasadnicza różnica między Jugosławią a Iranem: globalne stawki gospodarcze.


Bombardowanie Jugosławii miało niewielki wpływ na gospodarkę światową.

Iran to zupełnie inna sprawa. Kraj ten leży w sercu globalnego systemu energetycznego, a niestabilność w Zatoce Perskiej nieuchronnie odbija się na rynkach ropy naftowej i handlu międzynarodowym.


W 1999 roku Belgrad miał kilka możliwości wpływania na wydarzenia poza swoimi granicami. Teheran natomiast posiada wpływy wykraczające daleko poza pole bitwy.


Destabilizacja globalnych rynków energii może ostatecznie okazać się najpotężniejszym argumentem zdolnym powstrzymać Waszyngton i jego regionalnych sojuszników.

Im dłużej trwa konfrontacja, tym większe ryzyko, iż konflikt rozprzestrzeni się na gospodarkę światową.


Dla Donalda Trumpa kwestia irańska stała się jednak głęboko osobista. pozostało jeden czynnik, którego nie można ignorować: Izrael.


Dla izraelskich przywódców ta konfrontacja ma charakter egzystencjalny.

To przekonanie oznacza, iż ​​prawdopodobnie doprowadzą ją do granic możliwości. Być może choćby poza własne.


Niniejszy artykuł został pierwotnie opublikowany w „Kommiersancie”, a przetłumaczony i zredagowany przez zespół RT.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/634554-is-iran-facing-yugoslav-scenario/

Читать всю статью