Z cyklu „Sprawdzam. Kartka z kalendarza”. Wracamy do felietonu Jerzego Biernackiego z września 2015 roku i sprawdzamy, co z jego diagnozy przyniósł czas.
O czym jest ten tekst: u szczytu kryzysu migracyjnego 2015 roku Jerzy Biernacki stawiał mocną, kontrowersyjną tezę — iż Europa, porzucając chrześcijański fundament i otwierając granice, „popełnia samobójstwo po raz drugi”. To felietonowa publicystyka tożsamościowa; zestawiamy jej elementy z tym, co naprawdę wydarzyło się w europejskiej polityce.
Trzy wątki autora warto dziś sprawdzić:
- Kryzys migracyjny jako punkt zwrotny. Sprawdzenie (fakty): rok 2015 trwale przeorał politykę UE — przyspieszył brexit (referendum 2016, wyjście 2020), wyniósł w wielu krajach partie kontestujące politykę migracyjną, przywrócił kontrole na granicach strefy Schengen i doprowadził do paktu migracyjnego (2024).
- „Klęska multikulti”. Sprawdzenie: to nie tylko teza publicysty — o całkowitym fiasku multikulturalizmu mówili wcześniej sami zachodni przywódcy. Spór o integrację i tożsamość pozostaje w centrum europejskiej debaty.
- „Islamizacja” i „sterowany” napływ. Sprawdzenie: te oceny to publicystyczna teza autora i pozostają przedmiotem ostrego sporu — nie podajemy ich jako ustalonego faktu. Bezsporne jest natomiast to, iż migracja przebudowała europejską scenę polityczną.
Tekst pierwotnie ukazał się w „Naszej Polsce”.
Poniżej oryginalny felieton Jerzego Biernackiego — tekst archiwalny.
Czy Europa popełnia samobójstwo po raz drugi?
Jerzy Biernacki
Pierwszym aktem samobójczym było wyrzeczenie się przez neolewicowo-liberalne elity Unii Europejskiej chrześcijaństwa, fundamentu ideowego, na którym ojcowie-założyciele Wspólnoty Europejskiej ją zbudowali. Zamieniono go, krótko mówiąc, na tzw. standardy europejskie: hipertolerancję dla mniejszości homoseksualnych, a adekwatnie ich wywyższenie nad innych („duma gejowska”), aborcję i eutanazję jako prawa człowieka, monopol prawa stanowionego (nierzadko przeciw prawu naturalnemu, nie mówiąc o Dekalogu), „etykę” opartą na ideach rewolucji francuskiej i oświecenia.
Wszystko to, podbudowane sosem pseudonaukowości (wiarą, iż nauka rozwiąże wszystkie problemy ludzkości i zdetronizuje Boga), prowadziło i prowadzi mieszkańców naszego kontynentu do całkowitego sekularyzmu, hedonizacji stylu życia i ogólnej demoralizacji.
Naturalnie, są wciąż w Europie żywe, choć malejące, enklawy chrześcijaństwa, w takich krajach z dawna katolickich, jak Irlandia, Hiszpania, Włochy, a choćby Francja, ale nieustająco i bardzo niebezpiecznie podmywane przez powódź neolewicowo-liberalnych idei i poczynań, takich jak ostatnio w Irlandii właśnie, gdzie w referendum głosami 62 proc. uczestników przegłosowano zmianę w konstytucji zezwalającą na małżeństwa jednopłciowe. W jednolicie niemal katolickiej Polsce (która pod tym względem jest wciąż europejskim fenomenem) w ostatnim czasie uchwalono kilka ustaw całkowicie sprzecznych z doktryną Kościoła katolickiego, pomimo głośnego sprzeciwu jego hierarchów (in vitro i in.).
Ten stan rzeczy daje przewagę ideową, tożsamościową i demograficzną milionowym (i płodnym!) środowiskom islamskim, które w rezultacie dekolonizacji i innych procesów ludnościowych znalazły się w Europie. Ich siła jest tak duża, iż w Szwecji, we Francji i w W. Brytanii, w całych okręgach zaprowadzają szariat i kontrolują jego przestrzeganie. Częściowa islamizacja pozbawionej ideowego i religijnego fundamentu „białej” Europy jest faktem. Świadczą o tym także liczne konwersje na islam oraz uczestnictwo całych grup niemieckich i innych konwertytów w wojnach tzw. Państwa Islamskiego.
Wszystko to oraz krwawe zamachy w Ameryce i w kilku krajach europejskich niczego nie nauczyło przywódców UE, którzy w obliczu obecnej niezwykłej inwazji imigrantów i uchodźców z niespokojnych rejonów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, zniewoleni przez poprawność polityczną, wznoszą się na szczyty naiwności i głupoty.
Mimo świadomości klęski utopii multikulti (co głośno przyznała Angela Merkel) i zachodzących przemian społecznych w Europie, przywódczyni Niemiec, hegemona UE, wraz z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckerem, otwiera granice dla „uchodźców” (cudzysłów, bo lwia część z nich to imigranci ekonomiczni), a jej akolici, politycy niemieccy z najwyższej półki gromią liderów i narody Europy Wschodniej, stawiające opór przeciwko przyjmowaniu imigrantów, oskarżając ich o brak elementarnej wrażliwości na cierpienie innych, brak wdzięczności i niskie pobudki moralne. (Późniejsze zamknięcie granic, uzasadnione logistycznie, nic poza tym nie zmieniło w postawie zachodnich polityków).
Polska, przez wieki słynąca z tolerancji dla mniejszości i gościnnego przyjmowania cudzoziemców, którzy już w drugim pokoleniu walczyli o jej wolność i niepodległość, a niekiedy choćby oddawali życie w tej walce, gdzie – w kraju zniewolonym przez trzech cesarzy – w roku 1880 mieszkało 3/4 wszystkich Żydów świata – zostaje w największym stopniu objęta tymi oskarżeniami! To wyjątkowo oburzające!
Rzecz jasna, ów najazd imigrantów nie jest spontaniczny. To zjawisko kierowane pewną ręką. Państwo Islamskie, którego przedstawiciele nie tylko jawnie podrzynają gardła „niewiernym” i walczą o poszerzenie swych terytoriów, ale także działają w różnych strefach dyplomatycznie i skrycie, odgrywa w tej mierze poważną rolę. Wystarczy posłuchać kazań fundamentalistycznych imamów, o których w Radiu Wnet opowiadał Franciszek Bocheński, arabista. Nie chodzi jedynie o możliwość przysyłania w tej masie terrorystów, plan jest bardziej przemyślny i długofalowy: wysyła się do Europy watahy młodych ludzi (widzimy ich w naszych telewizorach), po to, by później, gdy już osiągną w niej stabilizację, wybranych z nich już tutaj wychować na prawdziwych dżihadystów, którzy mają zniewolić „niewierną” Europę.
A tymczasem socliberałowie UE jedynie wykorzystują tę sytuację, by zintensyfikować integrację europejską, utworzyć federację i jeszcze bardziej zmarginalizować państwa narodowe. A wówczas co z Europą? Może podzielić los chrześcijańskiej Afryki północnej, opanowanej w średniowieczu przez islam.
(wrzesień 2015 r.)
Od redakcji, 2026
Dekada nie rozstrzygnęła sporu, który Biernacki wywołał — ale pokazała, iż temat był polityczną bombą z opóźnionym zapłonem. Najpierw fakty czysto polityczne: kryzys 2015 roku trwale przeorał Europę. W jego cieniu Brytyjczycy zagłosowali za wyjściem z Unii, przywrócono kontrole na granicach strefy Schengen, Niemcy zaczęły uszczelniać własne granice, a sama Bruksela — po latach moralizowania — musiała w końcu uchwalić pakt migracyjny. Ugrupowania spychane wczoraj na margines jako „skrajne” są dziś głównym nurtem: w Niemczech antyimigracyjna prawica podwoiła poparcie, we Francji jest najsilniejszą siłą w parlamencie, w Austrii wygrywa wybory. Co czwarty Europejczyk głosuje już na partie, których paliwem jest sprzeciw wobec niekontrolowanej migracji.
A dlaczego — najlepiej widać na Zachodzie, w miejscach, których nasi politycy woleliby nie oglądać. Szwecja, przez dekady symbol „udanej” wielokulturowości, tonie dziś w gangsterskiej wojnie: w 2024 roku odnotowano tam ponad 300 wybuchów — bomby podkładane pod klatkami i lokalami stały się codziennością, a do zabójstw werbuje się nastolatków. We Francji od lat mówi się o setkach osiedli, które wymknęły się państwu spod kontroli — równoległych światach, do których policja, karetka czy listonosz wchodzą z duszą na ramieniu. W Wielkiej Brytanii latem 2024 roku napięcie wokół migracji wybuchło falą gwałtownych zamieszek w kilkudziesięciu miastach. To nie jest „islamofobiczna fantazja”, jak chciałby mainstream — to nagłówki płynące z Zachodu niemal codziennie.
Najmocniejsze sformułowania felietonu — o „islamizacji”, „sterowanym najeździe” czy „samobójstwie cywilizacji” — pozostają diagnozą ostrą i sporną; zostawiamy je jako głos autora, nie jako wyrok redakcji. Ale kierunku, który wskazywał, trudno dziś podważyć: Europa Zachodnia płaci za dekady polityki otwartych drzwi i nieudanej integracji rachunek, którego rozmiarów wciąż nie chce przyznać.
I tu pada pytanie, które Polaka powinno mrozić najbardziej. Bo my jeszcze się bronimy — mówimy „nie” przymusowej relokacji, jesteśmy jednym z ostatnich krajów, w których ten problem nie eksplodował. Ale czy się obronimy? Tego dziś nikt nie wie. Pakt migracyjny już obowiązuje, presja z Brukseli nie słabnie, a granica trzeszczy. Pytanie Biernackiego sprzed dekady — „czy Europa popełnia samobójstwo?” — przestało dotyczyć „ich” gdzieś daleko. Zaczęło dotyczyć nas.
Źródła: kryzys migracyjny w Europie w 2015 r.; brexit — referendum 2016 i wyjście Wielkiej Brytanii z UE w 2020 r.; przywracanie i rozszerzanie kontroli granicznych w strefie Schengen (m.in. przez Niemcy); Pakt o migracji i azylu przyjęty przez UE w 2024 r.; wzrost poparcia dla partii antyimigracyjnych w Niemczech, Francji i Austrii; fala przestępczości gangów i eksplozji w Szwecji (ponad 300 wybuchów w 2024 r., werbowanie nieletnich); spór o „wrażliwe” osiedla i równoległe społeczności we Francji; antyimigranckie zamieszki w Wielkiej Brytanii latem 2024 r.
Czytaj dalej z archiwum „Naszej Polski”
- Pakt migracyjny i uchodźcy (Jerzy Biernacki, 2015) — „stanowczo nie”, które obroniła dekada
- Dlaczego Tusk został szefem Rady Europejskiej? (Jerzy Biernacki, 2014) — gra pod Berlin i brak weta
- Czy jesteśmy kondominium niemiecko-rosyjskim? (Jerzy Biernacki, 2013) — Nord Stream i rosyjskie wpływy











![W ostatnich dniach odeszli od nas [22.06 – 28.06.2026]](https://infoprzasnysz.b-cdn.net/wp-content/uploads/2026/01/znicz-nekrologi-przasnysz-2.jpg)


