Część III. Przygotowania na wypadek W, Rozdz. II. Działa-nie działa. Jak żyć bez prądu, ciepła, bieżącej wody i gazu? cz. I. / Wypracow

publixo.com 17 часы назад

Ten rozdział może ci się wydawać długim, nudnym i nie bardzo zrozumiałym. Dlaczego? Bo syty głodnego nigdy nie zrozumie. Ludzie, którzy mają prąd w gniazdku zawsze, gazu w rurze pod dostatkiem, a woda u nich kapie, choćby kiedy jest zakręcona, nie potrafią zrozumieć tych, którzy tych dobrodziejstw cywilizacji są pozbawieni. Warto jednak przebić się przez poniższe wynurzenia, by wiedzieć, co może cię czekać. Bo sięganie do tych porad, kiedy najgorsze już się zmaterializuje, to trochę tak jak pisał Kochanowski o sobie współczesnych: „Pozno puklerza przebici macają”.

Wojenna rzeczywistość, zwłaszcza w pierwszych godzinach i dniach, to czas nieoczekiwanych deficytów. Na pewno skończy się paliwo na stacjach benzynowych i papier toaletowy w sklepach. W chwili wybuchu wojny wszyscy rzucą się tankować, bo „nie wiadomo, co będzie`. A papier toaletowy to ofiara wszelkich niepokojów społecznych. Kto wie, może ktoś kiedyś opracuje Toilet Paper Index, który będzie pokazywał stan bezpieczeństwa narodowego?

Z punktu widzenia każdego cywila newralgiczne zasoby to prąd, gaz i woda. Ludziom, którzy zwykli do stałej obecności tych mediów, naprawdę niezwykle ciężko odnaleźć się w sytuacji ich braku. Braku, który może trwać nie kilka godzin, a godzin kilkanaście czy choćby kilka dni.

Najważniejszy jest prąd. Bez prądu zwykle nie ma również i wody. Piszę zwykle, bowiem system wodociągów w każdym mieście wygląda nieco inaczej. Prócz pomp zapewniających ciśnienie w miejskiej instalacji i doprowadzających wodę do wszystkich jej użytkowników, występują również wieże ciśnień, stanowiące bufory gromadzące wodę w czasie niskiego jej zużycia i zapewniające stabilne ciśnienie w instalacji w godzinach szczytowego poboru, kiedy pompy mogłyby nie nadążyć z dostarczaniem wody. Zgromadzona woda w wieżach ciśnień potrafi zapewniać dostawy wody, zwłaszcza na niskich piętrach budynków od kilku do kilkunastu godzin po wyłączeniu zasilania pomp wodociągów.

Należy też zwrócić uwagę i na sposób działania kanalizacji. Na co dzień raczej nie zaprzątasz sobie tym głowy, ale przelewana w zlewie, prysznicu, wannie i toalecie woda to naturalny rozpuszczalnik, który zapewnia to, iż ścieki są odpowiednio rzadkie, a dzięki temu i płynne, co pozwala im bezproblemowo opuszczać twoje mieszkanie czy dom i kierować się w stronę pól irygacyjnych czy oczyszczalni ścieków.

Wyłączenie dostaw bieżącej wody powoduje automatycznie zagęszczenie odprowadzanych do kanalizacji ścieków, bo przecież nikt nie będzie przelewał na próżno wody, której bieżących dostaw już nie ma. Kilka czy kilkanaście godzin takiej sytuacji nie odbije się w żadnej sposób na systemie odprowadzania ścieków, ale już kilka dni takiego stanu rzeczy może prowadzić do zapychania się kanalizacji z powodu słabnącego przepływu.

Jeśli mieszkasz na wysokiej kondygnacji, problem ten odczujesz później. jeżeli mieszkasz nisko, bądź instalacja kanalizacyjna w twojej okolicy jest stara lub została zaprojektowana w ramach „najtańszej oferty` i ma słabą przepustowość, gwałtownie możesz odczuć skutki gęstniejącej w rurach atmosfery. Mówiąc kolokwialnie, twoja toaleta zamiast odprowadzać nieczystości, może zacząć je dostarczać do twojego lokum. Zatem wody, jako uniwersalnego rozpuszczalnika ścieków, nie ma co żałować „pro publico bono`, póki jest taka możliwość.

Bez wchodzenia w dalsze niuansy inżynieryjne musisz brać pod uwagę to, iż w przypadku braku prądu, niedługo przestanie ciec i woda w kranach. To „wkrótce` zależy od wielu czynników i może wahać się od kilku minut do kilku czy kilkunastu godzin. Nie zmienia to jednak faktu, iż z chwilą wybuchu wojny (a choćby przed tą chwilą) powinnaś mieć stale dostępny w miejscu swojego zamieszkania zapas wody pitnej i technicznej.

Jak określić niezbędną ilość takiego domowego rezerwuaru? To dość proste. By w gwałtownie umyć się pod prysznicem człowiek potrzebuje 15-20 litrów wody. Myjąc się w misce, wystarczy i 5 litrów, ale nie będzie to zabieg higieniczny choćby zbliżony do komfortu, do jakiego zwykłaś. Musisz zatem liczyć 20 litrów wody technicznej na osobę na dobę do wykorzystania w celu mycia się i spłukiwania toalety (tak – bez wody ubikacja staje się gwałtownie „śmierdzącym problem`). Dodatkowo, jakieś 5 litrów wody na osobę do spożycia, gotowania i mycia naczyń (wbrew pozorom, mycie naczyń to bardzo ważna czynność przy braku wody, bo na brudnych naczyniach wspaniale mnożą się chorobotwórcze drobnoustroje).

Potrzebujesz więc 25 litrów wody na dobę na osobę. To ilość gwarantująca naprawdę przyzwoity poziom komfortu funkcjonowania. W krytycznych momentach można obyć się i z 10 litrami na osobę. Widzisz więc, iż czteroosobowa rodzina potrzebuje około 100-120 litrów wody na dobę. Ten rachunek nie idzie liniowo, bo im więcej osób pod jednym adresem, tym racjonalniej można korzystać z wody, np. do gotowania, mycia naczyń czy spłukiwania toalety. Jednej osobie będzie ciężko zmieścić się w 25 litrach, a cztery powinny wpisać się bez problemów w 100 litrów na dobę.

W tym miejscu malutki life hack. Kup sobie tzw. „turystyczny prysznic`. To urządzenie, które składa się z małej pompki zanurzeniowej (można ją pogrążyć w wiadrze czy choćby garnku), węża i prysznicowej słuchawki. Zasila się to-to jak telefon z gniazda USB typu C (czyli z powerbanka to naładujesz, z samochodowej ładowarki w gnieździe zapalniczki również), a daje komfort mycia się jak pod zwykłym prysznicem. Ba! Używając tego, można wziąć prysznic wszędzie: w lesie, na poboczu drogi, na chodniku. Trzeba mieć tylko wiadro z wodą i naładowany akumulator pompki. Kiedy spróbujesz sobie użyć tego wynalazku, zrozumiesz, jak gwałtownie kończy się przy braniu prysznica 10-litrowe wiadro wody. Wynalazek kosztuje kilkadziesiąt złotych (dostępny powinien być w marketach budowlanych, jeżeli nie – Ali Express bądź Temu). Spokojnie możesz więc kupić sobie dwa takie cuda. Just in case, gdyby jeden postanowił się zepsuć. Zasada dublowania takich zasobów obowiązuje przy wszystkich survivalowych gadżetach. To chyba zrozumiałe.

Kontynuując wątek higieny i life hacków, należy dodać, iż zapas mokrych chusteczek (takich do wycierania niemowlęcych pupek) to „must have` w składziku każdego preppersa. Kiedy nie ma wody, bądź trzeba ją srogo limitować, myjesz się (i swoich bliskich), wycierając takimi chusteczkami. Są antybakteryjne, nawilżają skórę, po przetarciu się nimi można jeszcze powycierać kurze czy umyć podłogę i bardzo ich osobiście nie lubię (kwestia gustu), ale robią robotę. Wystarczy chyba powiedzieć, iż dla żołnierzy w okopach na froncie to uniwersalny i podstawowy środek higieny osobistej.

No i skoro już jesteśmy przy life hackach, to warto przywołać jeszcze dwa. jeżeli masz w mieszkaniu czy domu boiler, to masz zawsze dostępny zapas wody (zwykle będzie to woda pitna, bo bojler zasilany jest zimną, uzdatnioną wodą) odpowiadający pojemności bojlera. Konstrukcja bojlerów jest taka, iż w przypadku braku wody w sieci zgromadzona w nich woda nie wypłynie grawitacyjnie, bowiem narażałoby to boiler na uszkodzenie (włączenie się grzałki „na sucho`). Niemniej, rozkręcenie śrubunków dostarczających wodę do bojlera spowoduje jej wyciek. Mając bojler i klucz typu „żabka` masz dostęp do zgromadzonej w nim wody. Jasna rzecz, musisz wiedzieć, który śrubunek odkręcić, by dostać się do źródełka. Czyli kolejne zadanie domowe na spokojne czasy.

Jeśli nie masz bojlera, to na pewno masz w domu kaloryfery. A w zdecydowanej większości kaloryferów czynnikiem grzewczym jest techniczna woda. i każdy z kaloryferów mieści w sobie od kilku do kilkunastu litrów wody. Żeby się do niej dostać wystarczy płaski śrubokręt, a przy odrobinie szczęścia (i mocy w palcach) i drobna moneta, która pozwoli odkręcić taki zaworek do odpowietrzania grzejników. Jasna sprawa – spuszczanie wody z instalacji grzewczej, to krok już zdecydowanie desperacki. Bo bez ponownego jej napełnienia (jeśli nie następuje ono automatycznie przy podaniu wody do sieci) kaloryfery grzać nie będą. Co więcej, w wielopiętrowym budownictwie w ten sposób spuszczasz wodę z całego pionu, więc kiedy ty możesz jeszcze mieć wodę w kaloryferach, sąsiedzi nad tobą mogą je mieć już puste. Ale to jest life hack umożliwiający przeżycie. Lepiej korzystać z wody zmagazynowanej w kaloryferach niż tej zmagazynowanej w ulicznej kałuży. Cybordzy, czyli obrońcy donieckiego lotniska, którzy bronili je w oblężeniu od maja 2014 r. do stycznia 2015 r., długo korzystali z kaloryferowej wody.

A powracając na ścieżkę wilgotnych rozważań, to czy 100 litrów wody to dużo? jeżeli chcieć zmagazynować taką ilość i mieć stale ją pod ręką, to sporo. To pięć plastikowych dużych butli spod wody, których standardowa objętość to 19 l. Przyjmując za punkt odniesienia przeciętną wannę, będzie to pół wanny wody. I w przypadku magazynowania wody w wannie masz wyłączoną z normalnego użytkowania wannę. Co w razie braku wody jak raz nie jest wielkim problem.

Specjaliści (i ja się pod tym podpiszę) sugerują, by mieć zapas wody zgromadzony na 3 doby funkcjonowania bez jej dostaw. Zwykle bowiem w ciągu 3 dób albo udaje się usunąć awarię, albo służby komunalne rozwiązują problem przez organizację dostarczania wody beczkowozami.

A co, jeżeli wody nie będzie dłużej? Szczerze? Katastrofa. Kijów, w którym mieszkam, ma to szczęście, iż w mieście znajdują się dziesiątki (jeśli nie setki) czynnych studni artezyjskich. Studnia artezyjska ma tą adekwatność, iż woda wypływa z niej sama, pod wewnętrznym ciśnieniem, więc wystarczy ją zakręcać, nie trzeba jej pompować. Wypływa z ziemi bez prądu. Czyli mogliśmy w skrajnych przypadkach znaleźć sobie najbliższą studnię (zwykle położoną nie dalej niż kilometr, dwa od domu) nabrać sobie wody w butelkę i przynieść do domu, wchodząc po schodach na 23 piętro (mieszkam tak wysoko). Proste, łatwe i przyjemne. Wyobraź sobie, iż musisz sobie przynieść w ten sposób tylko 50 litrów i niech będzie to piąte piętro (żeby było lżej). W tej sytuacji zdobywanie wody niezbędnej do życia zajmie ci od godziny do trzech godzin na dobę. Wyobrażasz to sobie? Wow! Witamy w nowym, wspaniałym świecie. Rozumiesz, czemu w poprzednim rozdziale kładłem taki nacisk na drużynowe działanie w rodzinie? Otóż to.

Powyższe uwagi dotyczące studni artezyjskich, które ja mam w swojej okolicy, implikują to, iż przygotowując się do wojny, musisz wiedzieć, czy takie studnie są w twojej miejscowości, gdzie się znajdują, czy działają, jaka jest w nich jakość wody (czy można ją spożywać?). Sama rozumiesz, iż ten temat nie jest do ogarnięcia od strony know-how ani w pięć minut, ani choćby w jeden dzień. W czasie kiedy napięcie polityczne będzie sięgać przed wybuchem wojny zenitu, jest więc czym się zająć, zamiast tępo i z przelęknieniem śledzić kanały informacyjne.

Co jeżeli nie masz pod ręką studni artezyjskich czy komunalnych studni ogólnej dostępności z niezależnym od miejskiej sieci elektrycznej zasilaniem? Pech. Prawdziwy pech. Natenczas lepiej mieć zapas wody na siedem dni i przygotowany plan dyslokacji do miejsca, w którym łatwiej jest o zdobycie wody. Szczęściu wszak trzeba pomagać. Jasna sprawa, iż taka dyslokacja ma obejmować nie tylko bezpieczne miejsce, do którego możesz się udać, ale środki lokomocji (w tym zapasy paliwa czy energii), zapasy żywności, kilka alternatywnych dróg przemieszczania się oraz plan rotacji, czyli wracania od czasu do czasu w swoje miejsce stałego zamieszkania, celem sprawdzania, jak zmienia się sytuacja i okoliczności. Nie wszystkie wszak informacje będą dostępne, nie każda z dostępnych informacji będzie wiarygodna. Ale to już wiesz. Widzisz? Robota sztabowa (planowanie) to prawdziwe wyzwanie. Im mniej w niej spontanicznych decyzji, tym lepsze końcowe efekty.
Читать всю статью